Shop More Submit  Join Login
About Digital Art / Hobbyist Member Bianka Anna Gudaczewska19/Female/Poland Groups :icondjangoxadysonclub: DjangoxAdysonClub
DjxAd 4ever!
Recent Activity
Deviant for 5 Years
Needs Premium Membership
Statistics 1,516 Deviations 24,710 Comments 211,664 Pageviews

Newest Deviations

Donate

WhiteBAG has started a donation pool!
165 / 2,396
It's for a 12 month premium membership!

You must be logged in to donate.
  • :iconannorelka:
    Annorelka
    Donated Sep 22, 2014, 5:11:20 AM
    40
  • :iconannorelka:
    Annorelka
    Donated Sep 20, 2014, 1:22:08 AM
    50
  • :icona-naya:
    A-naya
    Donated Aug 12, 2014, 2:28:39 PM
    5
  • :iconolga950:
    Olga950
    Donated Jun 5, 2014, 9:02:27 AM
    2
  • Anonymous
    Anonymous Deviant
    Donated Jun 4, 2014, 11:57:46 AM
    3

deviantID

WhiteBAG
Bianka Anna Gudaczewska
Artist | Hobbyist | Digital Art
Poland
:heart: :icongilotyna815::iconwhitebag: :heart:
--
My last name is Gudaczewska. It's pronounced: Good-ah-chev-skah ;D
--
:iconrequestsclosed::icontradesclosed2::iconcollabsclosed::iconnocommissions::iconpointcommishesclosed::icongiftsclosed::iconnokiribans:
Interests

Activity


Society Of The Blind Eye by WhiteBAG
Society Of The Blind Eye
Just some really quick sketches/fanarts of the newest episode of Gravity Falls. It was so good!

1) "Robbie you remember Dipper from the convience store?" "Uh, no..."
Poor Robbie. And we all thought it's just him being a jerk. Turns out he really didn't remember him!
2) Human!Bill, because why not.
3) Just two best buddies. But hey, since the portal is canonically a gateway to crossovers this could happen, right?... Right?

Gravity Falls belongs to Alex Hirsh and Disney
Adventure Time belongs to Pendleton Ward and Cartoon Network
Those sketches belong to meh.

Enjoi! :la:
Loading...
This is so beautiful and badass at the same time:



I just want to watch it forever.
Rozdział 2d

Octavia

Reijo wszedł do jej pokoju. W środku siedzieli już Ophelia, Padraig i Likaon, który okazał się równie porywczy co Pad, ale był znacznie lepszy w planowaniu, niż on.
-I co? Na co wpadliście? – spytał wolpir.
-Klaura i spółka jeszcze nie wrócili. – odpowiedział mu Lika. – Ale mówiłeś, że chciałbyś porządną imprezę, niekoniecznie dziś.
-O, tak, niech będzie porządna. – Reijo pokiwał głową i usiadł między Octavią, a Padraigiem.
-Pomysł jest taki, żebyśmy wsiedli w pociąg i wrócili wszyscy do Miasta Środkowego. – zawyrokowała Ophelia ze złożonymi rękami.
-Ale dopiero co tutaj przybyliśmy!
-Ale jedynie w Mieście Środkowym znajdzie się porządny klub nocny, z całym sprzętem i muzyką. – zauważył Padraig. – Tutaj niczego nie zdziałamy.
-A to oznacza, że wszyscy jedziemy na południe, spotkać się tam z Klaurą i spółką. – powiedziała Octavia.
-Ale... nikt z nas nie potrafi obsługiwać pociągu! – zaprotestował Reijo.
-Pàl twierdzi, że mógłby spróbować. – Pad przewrócił oczami. – Powiedział, że rozmawiał o tej kupie żelastwa z Milo. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
-A co, jeżeli nie wyjdzie?
-Wtedy poszukamy planu B.
-A co, jeżeli miniemy się z Klaurą i resztą?
-Zostawimy im liścik. – powiedziała szybko Octavia. – Żeby się nie martwili, że my też zniknęliśmy, czy coś. Hm... Chociaż może lepiej zostawić im kilka identycznych  liścików, w różnych miejscach. Żeby na pewno zobaczyli tę informację.
-Dobra myśl. – zgodził się Padraig.
-To... co teraz? – spytał Reijo.
-Powiemy o wszystkim Gizelli i pozostałym. – Likaon oparł się o ścianę. – A z wyjazdem zaczekamy do jutra.
-Jak myślicie? Dlaczego Klaura i spółka nie wrócili na noc? – Ophelia zmieniła temat.
-Prawdopodobnie woleli spędzić noc na południu. – Lika wzruszył ramionami.
-Ale dlaczego? – spytała Octavia.
-To niebezpieczne latać na smoku w nocy. Różne rzeczy mogą cię zaatakować.
-Daj spokój. – prychnął Padraig. – Niby co mogłoby zaatakować smoka?
-Cóż, inny smok. Albo ruk. Dwa albo trzy mieszkają w górach.
-Um. – Pad powstrzymał złośliwy śmiech. – Góry są na Północy, nie na Południu.
-Wiesz co to jest ruk? Widziałeś jakiegoś?
-Cóż... nie. – przyznał wampir, tracąc nieco pewność siebie.
-Pozwól więc, że cię oświecę. To największe latające stwory, jakie kiedykolwiek żyły. Żywią się w nocy, chwytają zbłąkane smoki i behemoty. Są na szczycie łańcucha pokarmowego, ale jak wspominałem, jest ich tylko dwa albo trzy.
-Dlaczego nigdy wcześniej o nich nie słyszeliśmy? – Octavia zrobiła okrągłe oczy.
-Nie stanowią zagrożenia dla jednostek. – wilkołak uśmiechnął się. – Dla nich jesteśmy jak mrówki. Nie ma mowy, żeby ruk zaatakował kogoś tak małego. Po co miałby to robić?
-Dla zabawy? – zaryzykował Padraig.
-Hej, słuchajcie, zabraniam wam panikować. – rzekł Lika stanowczo. – Widziałem go na własne oczy kilka razy i ani razu się mną nie zainteresował. On szuka tylko behemotów i smoków. Daję słowo. Nie ma żadnych powodów do obaw.
-Ale... co z waszym smokiem? – spytał Padraig, unosząc brwi.
-Zwykle ukrywamy go na noc w ogródku. Spokojnie, Klaura ma głowę na karku. Na pewno ukryje go gdzieś w Mieście. A spółka jej w tym pomoże. Będzie dobrze.
  Wszyscy się rozluźnili.
-Skoro już mowa o spółce, co myślicie na temat Minnie? – podjęła Octavia.
-A co? – Ophelia poruszyła się niespokojnie.
-Czy nie wydaje się wam trochę... dziwna? Moim zdaniem ona coś ukrywa. Nie mówię o teoriach spiskowych, Pad. – dodała, bo wampir otwierał już usta. – To po prostu podejrzane, że Gizella zaprasza kogoś na wakacje, a nie wie nawet jakie ta osoba ma nazwisko!

Minnie

Na drzwiach widniała tabliczka z napisem Panna M. Andersen.
-Tutaj mieszkasz? – spytała Klaura, rozglądając się po klatce schodowej.
-Tak. – Minnie przygryzła wargę. Udało się im pozbyć Kai i Luciusa, którzy sprawdzali sytuację w Mieście Środkowym, ale ta cała Wolfgang po prostu uparła się, żeby odwiedzić Miasto Zachodnie. A nie mogły wejść razem do mieszkania. Po prostu... nie. – Posłuchaj, czy... mogłabyś zaczekać tutaj? To sprawa osobista...
-Jasne. Poczekam. – odsunęła się. – To twój dom i twoja rodzina, nie moja.
-Dziękuję. – szepnęła strzyga. Wyjęła spod wycieraczki klucze, otworzyła zamek i ostrożnie weszła do środka, starannie zamykając drzwi za sobą. I tak nie spodziewała się, że zastanie tu kogokolwiek. Jej opiekunka była w Ondynach, odwiedzała grób zmarłej bliźniaczki, a o rodzicach mogła wręcz powiedzieć, że mieszkają w pracy.
  W tej chwili jej misja polegała jedynie na schowaniu rodzinnych zdjęć. Obeszła po cichu wszystkie pokoje, starannie, ale w miarę szybko przeczesując szuflady. Zebrała wszystkie dokumenty, rodzinne fotografie i rysunki, które wykonała, będąc dzieckiem. Weszła do pokoju swojej opiekunki i schowała wszystko w jej szafie. Przecież nikt nie ośmieli się tu zaglądać. Postała jeszcze przez chwilę w miejscu, skupiając się na sobie, by wywołać łzy. Ćwiczyła to już wcześniej wiele razy, w dzieciństwie. Zawsze działało wtedy, więc dobrze zadziałało teraz. Poszła do łazienki, żeby wytrzeć twarz, zanim pojawią się kryształki.
  Nie wiedziała jak to się dzieje i właściwie po co, ale zawsze, gdy wywoływała łzy na siłę, już po chwili zamieniały się w drobinki lodu. Musiała je otrzeć, zanim uszkodziłyby jej oczy. Już nie płakała, ale twarz była zaczerwieniona, więc osiągnęła swój cel.
  Po chwili wyszła z mieszkania, do Klaury.
-Nikogo nie ma? – spytała wilkołaczka ze współczuciem.
  Minnie smutno pokręciła głową.
-Myślisz, że Przywódców też wcięło? – pytała dalej dziewczyna. – Nie chce mi się wierzyć, że tutaj też nie ma absolutnie nikogo. Myślisz, że to dobry pomysł, by pójść i sprawdzić?
-A co to da? – bąknęła strzyga, ocierając nos. – Zniknęli to zniknęli.
-Cóż, nie zaszkodzi spróbować. I tak nic innego nam nie zostało. Gizella na pewno chciałaby usłyszeć ode mnie osobiście, że w Trzech Miastach nie ma żywej duszy, łącznie z jej tatą. Jej tata jest Przywódcą Miasta Środkowego, wiesz?
-Wiem. Mówiła mi.
-Więc skoro jesteśmy już tutaj, nie zaszkodzi nam sprawdzić, czy tutejszy Przywódca też zaginął. Prawda?
-Niech ci będzie. – Minnie ruszyła za koleżanką po schodach w dół.
-Gdzie mieszka wasz Przywódca? – spytała jej koleżanka, gdy wyszły na ulicę.
-Pokażę ci... – zaczęły iść w stronę centrum.
-Więęęc... Minnie Andersen?
-Hm?
-Twoje nazwisko. Nazywasz się Minnie Andersen?
-Tak, to ja...
-To było twoje własne mieszkanie?
-Czemu pytasz?
-Na drzwiach była tabliczka z twoim imieniem i nazwiskiem.
-Cóż... to nie moje imię widziałaś... mieszkam razem z opiekunką, bo rodzice są... strasznie zajęci. Prawie nigdy nie ma ich w domu.
-Więc ta opiekunka to jakaś twoja ciocia?
-Można tak powiedzieć, tak.
-Fajnie masz. Ja nie mam żadnej rodziny. Mieszkam z Brownami odkąd pamiętam. Wow!
  Klaura przystanęła i wskazała palcem na budynek przed sobą. Była to wielka willa otoczona wysokim żywopłotem. Podeszła bliżej, a Minnie podreptała za nią.
-To tutaj mieszka wasz Przywódca?
-Tak. – strzyga przewróciła oczami. – Nie cieszy się zbytnią popularnością wśród mieszkańców. Wszyscy szanują Cody’ego McCooka. Wszyscy boją się Duncana Robinsona. I wszyscy nie mogą znieść Cosmo Wellsa. Nie wychodzi ze swojej posiadłości, nigdy nikomu się nie pokazuje. Siedzi na swoim tronie i nie wyściubia nosa.
-Ma tron? – Wolfgang parsknęła śmiechem.
-Cóż... – Minnie zastanowiła się. – Nie. Znaczy chyba nie. Ja tylko powtarzam plotki.
-Jest chyba miejscową legendą.
-Okrył się pewną rodzaju sławą. – zgodziła się, kiwając głową. – Ale nie jest to dobra sława.
-Jeżeli nie wyściubi nosa ze środka, to znaczy, że to my musimy się dostać do niego. – Klaura dotknęła bramy, po czym zaczęła się na nią wspinać. – Ma jakieś zabezpieczenia?
-Słyszałam, że całe mnóstwo. Ale to jego służba odpowiada za jego bezpieczeństwo. On nie kiwnąłby palcem.
-Więc skoro tam jest, to nie odpali żadnych rakiet, czy czegoś w tym rodzaju?
-Nie sądzę. I wątpię, że on tam w ogóle jest.
-Ale sprawdzić można! – wilkołaczka przerzuciła nogi i wylądowała po drugiej stronie płotu. Wkrótce Minnie dołączyła do niej i zaczęły razem iść długą, prostą ścieżką, ku drzwiom willi. – Nigdy wcześniej nie byłam w żadnych z Trzech Miast, wiesz? Czy wszyscy Przywódcy mają takie olbrzymie królewskie pałace?
-Nie, tylko nasz. – strzyga parsknęła śmiechem. – Moja mama twierdzi, że nie zasłużył na to wszystko. Przywództwo jest dziedziczne, chyba, że mieszkańcy danego Miasta zadecydują inaczej. My pragniemy kogoś innego od bardzo dawna. Ale Wellsowie rządzą tu od kilku pokoleń, mają w nosie, czy się nam to podoba, czy nie.
-To nie w porządku. A co twój tata o tym myśli?
-On również uważa, że ktoś nowy powinien przejąć pałeczkę. Mówi, że byłoby ciekawie, gdyby tym razem Przywódcą została kobieta.
-Kobiety nie mogą pełnić tej roli?
-Mogą, ale nie znalazła się jeszcze taka, która by się nadała.
  W końcu znalazły się u progu willi. Okazało się, że olbrzymie drzwi nie były zamknięte, więc po prostu weszły do środka. Hall był ogromny, ledwie mogły ogarnąć go wzrokiem.
-Czego tak właściwie szukamy? – spytała Minnie. – Obie wiemy, że nikogo nie ma w domu.
-Tak, ale to prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz, kiedy mogę zwiedzić ten budynek.
-Też racja. To może się rozdzielimy? Kto pierwszy znajdzie biuro Wellsa, wygrywa.
-Niech ci będzie. Ale pod jednym warunkiem. Jak tylko skończymy zwiedzać, opowiesz mi więcej o swojej rodzinie. Twoi rodzice wydają się być interesujący.
-Ech... skoro tak uważasz...
  Klaura ruszyła na lewo, a Minnie na prawo. Wszystkie korytarze były wąskie i wyglądały bardzo podobnie, wiły się bez ładu i składu. Ściany były pełne drogich ozdób wliczając w to obrazy, gobeliny, płaskorzeźby i inne ozdóbki. Cosmo Wells powinien otworzyć swój dom jako muzeum i zapraszać chętnych do zwiedzania.
  W końcu strzyga odnalazła biuro, w tej części budynku, która wyglądała na nowszą. Weszła do środka. Pomieszczenie było ironicznie małe, w porównaniu do reszty budynku, ale to musiało być miejsce, w którym pracował Cosmo – jeżeli kiedykolwiek naprawdę pracował. Minnie zaczęła przeglądać jego biurko, dla pewności. Jakieś papiery w szufladach... więcej papierów... butelka wina, a jakże... Termometr. Mógł się przydać, ale nie miała gdzie go schować. Zauważyła kilka fotografii – głównie jego siostry, Elektry, ale również sekretarki, Juniper, oraz dwie mniejsze fotki harpii Beryl i mermanki Mai. Eh... Cosmo zawsze cenił sobie bliskich współpracowników... Minnie nieco zażenowana popatrzyła na biurko jeszcze chwilę, po czym wyszła na korytarz, żeby poszukać Klaury.
-Wygrałam! – zawołała wesoło, w głąb pustego mieszkania.
  Nikt nie odpowiedział, więc potruchtała przed siebie, by znaleźć koleżankę. Im dłużej szukała, tym bardziej dręczyło ją niemiłe uczucie w żołądku. W końcu ujrzała ją, przyglądającą się jednemu z gobelinów. Ssanie w żołądku nie opuściło jej, wręcz przeciwnie – nasiliło. Coś poszło nie tak. Minnie wpadła w olbrzymie kłopoty.
  Intuicja niestety jej nie zawiodła. Klaura powoli odwróciła wzrok od dołu gobelinu, przedstawiającego olbrzymie drzewo genealogiczne rodziny Wellsów.
  Super, tato – warknęła Minnie w myślach. – A więc to tak chcesz zachować moje istnienie w tajemnicy? Załatwiasz mi opiekunkę i wysyłasz z dala od domu, ale mimo to uwieczniasz moją podobiznę na swoim przeklętym drzewie rodowym?
-Ty jesteś Minnie Wells. – wyszeptała Klaura. – Jesteś córką Cosmo.

Lucius

Kaja chwyciła go mocno za rękę. Przystanęli, wytrzeszczając oczy.
-Ulica Szybka. – wyszeptał chłopak. – Jest... jest...
-Pusta.
  Przed nimi roztaczał się krajobraz opuszczonego miasta. Nienaturalna cisza wręcz biła po uszach. W pobliżu ani żywej duszy. A ulica Szybka aż prosiła się, by nią pobiec. Lucius aż czuł, jak Kaja drży z podekscytowania. I był wściekły na siebie za to, co miał zamiar jej zaraz powiedzieć. Odchrząknął.
-Kaju.
-Tak? – spytała wesoło.
-Nie mogę dołączyć do drużyny zielonych.
-Czemu?
-Pamiętasz jak... Bernard wziął mnie na stronę?
-Taak...
-Podszedł mnie! Cwaniak chciał, żebym się z nim założył. Powiedział, że jeżeli okaże się, że w całym Trójkącie nie ma żywej duszy, to zostanę w jego drużynie. Kazał mi przysiąc.
-Lucius... – puściła jego rękę. To nie był dobry znak.
-Obietnica jest obietnicą. – mówił dalej, unikając jej wzroku. – Muszę jej dotrzymać.
-Lucius! To tylko Bernard! Wiem, że jesteś bardzo... uporządkowany, ale przecież nie musisz dotrzymywać obietnicy złożonej JEMU! To niesprawiedliwe!
-Nie, Kaju. To jest bardzo sprawiedliwe. Przykro mi, ale... Gram według zasad.
-Jego zasad!
-Mówisz tak, jakbyś sama nie miała żadnych.
-Może nie mam! Może liczyłam na twoją pomoc! Nie pomyślałeś o tym?
-Nie prosiłaś mnie o pomoc.
  Krzyknęła coś jeszcze, ze łzami w oczach, odepchnęła go i odbiegła ulicą Szybką. Bardzo, bardzo szybko... Możliwe, że popełnił błąd, stawiając zasady na pierwszym miejscu, a Kaję na drugim. Ona nie znosiła drugich miejsc. Źle to na nią wpływało.
  Nie było sensu jej gonić. Nikt nigdy by jej nie doścignął. Ruszył lekkim truchtem przed siebie. Po pewnym czasie dotarł na plac przed Kwaterą Główną Wilkołaków – i właśnie wtedy to poczuł.
  Fala uderzeniowa nadeszła zupełnie niespodziewanie. Zapewne przewróciłaby go, gdyby nie zaparł się nogami. Dochodziła od strony, w którą pobiegła jego dziewczyna. Lucius był pełen złych przeczuć, ale mimo to najpierw ruszył w strony Kwatery. Sprawdził wszystkie biura, ale nigdzie ani śladu Cody’ego McCooka i jego współpracowników. Całkiem bez sensu. Dlaczego akurat ONI mieliby przetrwać? Nie różnili się przecież niczym od pozostałych mieszkańców Trójkąta.
  Po paru godzinach Lucius stanął na wschodnim krańcu Miasta, ale nie znalazł tam Kai. Czyżby pobiegła dalej? I czym była ta fala, którą poczuł? Ogarnął go strach – był w opuszczonym mieście zupełnie sam, w dodatku coś złego mogło przytrafić się jego dziewczynie. Czując się naprawdę paskudnie, ruszył do jej domu. Może po prostu wróciła do siebie? – starał pocieszyć się w myślach.
  Drzwi były zamknięte, więc wyważył je kopniakiem – stracił nerwy i cierpliwość, żeby w takiej sytuacji być delikatniejszy. W środku oczywiście nie zastał nikogo, oprócz zwierzątek domowych Kai – jej kot, Lecik, leżał na kuchennym stole. Kiedy go zobaczył, wstał, przeciągnął się i spojrzał na niego wzrokiem mówiącym „Jestem tu najważniejszy, a ty nie jesteś nawet interesujący”. Dziwny pomysł, by trzymać w domu najzwyklejszego kota z Powierzchni. Lucius zajrzał do pokoju swojej dziewczyny, a jej leniwy pazuzu, Toffi, przecisnął się obok jego nóg i pobiegł na krótkich nóżkach w stronę miski w kuchni, po czym łapczywie zaczął wyjadać karmę, której Lecik nie zdążył jeszcze tknąć.
-Cholera. – warknął wampir, coś sobie uświadamiając.
  W całym Trójkącie, w kilku miliardach mieszkań, wciąż znajdowały się zwierzątka domowe. Trzeba je powypuszczać, bo inaczej zdechną z głodu.
-Cholera, cholera, cholera! – krzyknął Lucius. Nigdy w życiu nie uratują tych wszystkich zwierząt. Była ich zaledwie szesnastka i mieli na głowie własne problemy. Ogarnął go niewiarygodny smutek. Lubił zwierzęta, nie chciał skazywać ich na śmierć.
  Nie miał bladego pojęcia, co robić. Usiadł pod ścianą obok miski i zaczął głaskać małego pazuzu. Po chwili Lecik zeskoczył ze stołu i zaczął ocierać się o jego drugie ramię.
-Hej, słuchajcie. – zwrócił się do swoich nowych towarzyszy, dotknięty nagłą myślą. – Na Powierzchni też są Trójkątczycy! Przecież możemy ich tu sprowadzić! Pomogą nam w kryzysie! Tak! Tak, to świetny pomysł, chodźcie!
  Wstał i wyszedł z mieszkania, kierując się ku Ścianie Południowej. Po chwili, ku swojej radości zobaczył, że Toffi biegnie za nim. Lucius zwolnił, żeby pazuzu mógł za nim nadążyć.
-Czyli jednak ze mną idziesz?
*Jeść. – usłyszał Lucius w swoich myślach.
-Och, czyli jednak mówisz! – Kaja opowiadała chłopakowi, że czasami Toffi komunikuje się z nią, jeżeli czegoś chce, ale sam nie miał jeszcze okazji pogadać z tym stworzeniem.
*Jeść.
  No tak. Kaja ostrzegała go, że nie są to inteligentne rozmowy.
-Daj spokój. Przed chwilą jadłeś.
  Szli dalej, w stronę Ściany. Toffi nie odezwał się już. Chyba się obraził.
  Kiedy dotarli na miejsce, Lucius zawahał się. Jeszcze nigdy nie przechodził przez portale. Powinien tu stać strażnik, zażądać przepustki. Wampir zbliżył się do wejścia jaskini, po czym wziął głęboki wdech i ruszył śmiało przed siebie. Raz kozie śmierć, tak?
  I wtedy wpadł na ścianę.
  Nie było tu żadnych portali.

Klaura

Leciały nad Miastem Środkowym bardzo długo, zanim wytropiły Luciusa na dole. Chłopak szedł bardzo powoli ulicą Szybką, w towarzystwie małego stworzenia, które z dala przypominało mopsa. Wyglądało na to, że wampir nie do końca wie, dokąd idzie. Klaura skierowała Farleya w dół, aż wylądował na ulicy. Lucius zbliżył się do nich, nie spiesząc się.
-Gdzie jest Kaja? – spytała wilkołaczka.
-Nie wiem. – odparł, przecierając ręką oczy.
-Co to jest? – dodała, patrząc na towarzyszące mu zwierzątko.
-Och, to jest Toffi. Pazuzu Kai.
-Słodki. – przyznała Minnie, uśmiechając się.
  Klaura przysięgła jej, że nikomu nie zdradzi prawdziwej tożsamości strzygi. Nie była pewna, co ta dziewczyna przeżyła w dzieciństwie, ale wyraźnie podkreśliła, że nazywa się Andersen i nic, oprócz więzów krwi, nie łączy jej z Cosmo Wellsem. Skoro tak bardzo nie chciała się do niego przyznać, no to zgoda. Klaura nie powie nikomu. Teraz posiadały mały sekret, który wspólnie dzieliły.
  Po chwili Lucius opowiedział im o tym, jak pokłócił się z Kają i jak zaginęła. I o tym, że portale zniknęły, tak jak Trójkątczycy. I o tym, że we wszystkich domach w Trójkącie uwięzione są zwierzątka domowe. To dosyć śmieszne, że ze wszystkich okropnych rzeczy, które miały miejsce, to właśnie ta informacja dotknęła dziewczyny najbardziej. Cała trójka wiedziała, że nie ma mowy, by uratowali je wszystkie. Już niedługo Trzy Miasta nie będą niczym innym, jak cmentarzyskiem zwierzątek.
-To naprawdę straszne... – jęknął wampir, głaskając pazuzu po głowie.
-To co robimy teraz? – spytała Minnie niepewnie. – Wracamy do pozostałych bez Kai?
-Nie... – Klaura spojrzała w niebo. – Robi się ciemno. Trzeba gdzieś schować Farleya na noc.
-Może lotnisko. – podsunął Lucius. – Jest w tamtym kierunku...
  Na lotnisku mieszkały inne smoki. Patrzyły na przybyszów niespokojnie, ale ich strach minął, gdy ujrzały Farleya, który ruszył prosto ku nim.
-Co on robi? – spytała Minnie.
-Chyba już był kiedyś na tym lotnisku. – Lucius wzruszył ramionami.
-Możliwe... – Klaura zastanowiła się. – Może to jacyś jego znajomi.
-To co robimy teraz? – spytał wampir.
-Nie wiem. Musimy gdzieś przeczekać tę noc.
-Możemy iść do mnie do domu. Mamy dużo pokoi, każdy będzie mógł sobie wziąć jeden.
  Wbrew temu, co mówił Lucius, cała trójka i pazuzu zajęli jeden, wspólny pokój – sypialnię Aindreasa i Marion White. W łóżku tych rozmiarów zmieściłoby się co najmniej pięciu Luciusów, więc cała trójka była dostatecznie blisko, ale jednocześnie nawet nie dotykała się ramionami. Klaura spała po środku, z Minnie po swojej lewej stronie i Luciusem po prawej. Toffi położył się w kłębek, w nogach łóżka.
-Pierwszy raz śpię u znajomego jako, no wiecie, gość. – przyznała cicho.
-Naprawdę? – pisnęła strzyga. – Ja też!
-O rany. – usłyszały wampira. – A mówili mi, że to ja nie mam życia towarzyskiego.
-A ty spałeś już u kogoś? – spytała Minnie.
-Tak, u... – zawahał się. – Raz u Morty. Kiedyś u Tanela. No i... u Kai.
  Westchnął, w ciszy, która nastała.
-Martwię się o nią. Nie mam pojęcia, co mogło się stać... ta fala uderzeniowa...
-Znajdziemy ją. – pocieszyła go Minnie.
  Klaura nie chciała okłamywać Luciusa. Ona również miała bardzo złe przeczucia. Kaja nie mogła sobie po prostu zniknąć, musiało być jakieś wytłumaczenie. Czy zniknęła tak, jak Trójkątczycy, czy w jakiś inny sposób? Dlaczego portale przestały działać?
-Mam pewną teorię. – wyszeptała.
-Na temat Kai? – spytał Lucius natychmiast.
-Nie... na temat tego wszystkiego... Co jeżeli to nie dorośli zniknęli, tylko... to my zniknęliśmy? Co, jeżeli to nie jest Trójkąt, który znamy? To nie może być to samo miejsce, skoro nie ma żadnych portali! Portale muszą być! One łączą się z Powierzchnią! A skoro ich nie ma, to nie ma też Powierzchni!
-A może jednak to dorośli zniknęli? – powiedziała Minnie. – Gdyby przeniosło jedynie nas... chyba raczej nie byłoby tu żadnych zwierząt, nie?
-Nie wiem... – westchnęła wilkołaczka. – Już nic nie wiem... to wszystko jeden wielki chaos...
-Może powinniśmy iść spać. – zaproponował Lucius.
-Dobry pomysł. – Minnie schowała się głębiej pod kołdrę. – Dobranoc!
-Dobranoc.
-Branoc... – mruknęła Klaura. Ale długo jeszcze nie mogła zasnąć.

CDN
.:16 Elementow:.2d
O, patrzcie, nowy rozdział.
O, patrzcie, nazwisko Minnie.
O, patrzcie, pazuzu umieją mówić.
O, patrzcie, portali też nie ma.
O, patrzcie, Kaję wcięło.
Dobra, przestaję. Przecież wiem, że widzicie. ;P

Enjoi!
Loading...
Ophelia

-Chcesz nam pomóc w przygotowaniach do przyjęcia urodzinowego dla Reijo? – spytała się jej Octavia. Niemal podskakiwała z podniecenia.
-Czy ty przypadkiem nie udajesz, że on i Tanel nie istnieją? – Ophee pochyliła się w jej stronę, marszcząc brwi.
-Tak było... – wilkołaczka zastanowiła się. – Ale skoro jest nas szesnastka i zero szans na spotkanie kogoś innego... równie dobrze mogę spróbować się przełamać i poznać bliżej wszystkich dookoła. Gizella od dawna tego chciała.
-Tylko pamiętaj, że robisz to dla siebie. Nie dla kogoś innego.
-Oczywiście, że robię to dla siebie. – Octavia mrugnęła do niej i odeszła.
  Ophelia patrzyła, jak jej najlepsza przyjaciółka oddala się z Padraigiem... hm. Ten White... i ona... coś się kroiło. Córka Gladys miała do tego nosa, potrafiła wyczuć takie rzeczy. Zobaczyła, że Reijo przechodzi obok, więc chwyciła go za przedramię i pociągnęła do siebie.
-Co? – spytał zmieszany.
-Spójrz na nich, palancie. – od razu zażyczyła sobie, by chłopak zignorował słowo „palancie’.
-Masz na myśli Padraiga i Octavię? Co z nimi?
-Myślisz, że coś z tego będzie?
-Masz na myśli... że oni... Nie. Nie, nie ma mowy, żeby im wyszło.
-Czemu nie? Założymy się? Jeżeli pod koniec miesiąca będą ze sobą chodzić, to wygrywam.
-Nie widzę w tym żadnego sensu. Niby co chcesz wygrać?
-Hm... – dziewczyna zastanowiła się. Czego mogła chcieć od Reijo? Mógłby jej wisieć przysługę, ale brzmiało to nudno. Podniosła palec wskazujący do buzi i przygryzła paznokieć. Ten Sadusky był całkiem przystojny. Nie wiedziałaby tylko, czy chciałaby z nim chodzić. Sprawdzić, żeby się w niej zakochał, to przecież banalne! Dziecinnie proste! Przecież gdyby tylko chciała, mogłaby chodzić dosłownie z każdym z pozostałej piętnastki. Nie, nie, będzie o wiele zabawniej, jeżeli Reijo nie będzie w niej zakochany. – Okej, chyba już wiem. Jeżeli wygram, to chcę od ciebie... Buziaka.
  Chłopak uniósł brwi. Nie spodoba ci się ten pomysł, nakazała dziewczyna w myślach.
-Eee, no dobra, ale jeżeli ja wygram, to... eee... nie będę musiał tego robić.
  I o to chodziło.
-Stoi. – Ophelia wyszczerzyła zęby.
-Ostrzegam tylko, że raczej nici z twoich planów. Po pierwsze; między tamtą dwójką nie zaiskrzy. Po drugie; między nami też nie. Wiesz, kolory naszych włosów strasznie się kłócą.
-Wcale nie. – dziewczyna dotknęła swojej fryzury. – To kolory dopełniające. Dopełniamy się.
  Oboje zaczęli się śmiać.
-Nie, raczej nie. – Reijo nagle spoważniał.
-Wiem, wiem, tak tylko żartuję. – masz być przyjaźnie nastawiony, dodała w myślach.
-Ophee? – spytała Gizella, podchodząc do nich. – Poszłabyś do ogrodu, nazbierać jabłek? Mogłabym zrobić z nich surówkę na obiad, albo coś podobnego.
-Już się robi, kochaniutka. Reijo, idziesz?
  Chłopak wzruszył ramionami i poszedł za nią. Wyszli z budynku i skierowali się w stronę drzew, uginających się od owoców. Kiedy jednak podeszli bliżej, odkryli, że wiele z nich jeszcze nie dojrzało. Dziewczyna westchnęła.
-Szukaj tych, które da się zjeść. – poleciła mu.
-Zgoda.
-Reijo? – spytała, kiedy obchodziła drzewa dookoła.
-Hm?
-Słyszałam od Octavii, że ty i jej... erm, ojciec... nienajlepiej się dogadujecie. No i pomyślałam, że o to spytam, bo, okej, powiem to, jestem dość ciekawska. To jak to jest, co? – spytała, bo chłopak wciąż milczał. – Nienawidzicie się, czy...
-Nie, nic z tych rzeczy. – westchnął wolpir, wyciągając rękę po jabłko. – Noxar chyba po prostu... nie chciał mieć braci. Urodził się, kiedy mój tata miał pięćdziesiąt lat.
-To bardzo niedużo!
-Wiem. Tata chyba nie potrafił się nim wtedy zająć, więc oddał go wujkowi Cody’emu.
-Rozumiem...
-Noxar uważa się za syna Cody’ego, więc... chyba po prostu nie uważa mnie za brata... Nigdy mnie nie obraził, ani nie był wrogo nastawiony, no wiesz, akceptuje fakt, że istnieję i szanuje mnie. Ale... pamiętam, jak urodził się Tanel i jak rodzice zaczęli poświęcać mu więcej uwagi niż mi... gdybym ja był starszy o trzysta lat, pewnie też bym się do niego nie odzywał. To jednak... kupa czasu i dość niezręczna sytuacja.
-Więc nie rozmawiacie ze sobą, bo to po prostu... niewygodne?
-Tak. Można tak powiedzieć.
-Och, dzięki Bogu! – westchnęła dziewczyna głośno, a Reijo uniósł brwi. – To znaczy... to ulga, że się nie nienawidzicie! Gizella była przekonana, że nie potraficie siebie znieść!
-Hm. – chłopak zastanowił się. – Może faktycznie powinienem jej to sprostować...

Kasandra

Kiedy zakończyli przygotowania do obiadu, zasiedli do stołu.
-Mam nadzieję, że Likaon wkrótce wróci. – powiedział Fenrir, przyglądając się zawartości talerzy. – Myślicie, że coś mogło mu się stać?
-Z Mortą nic mu nie grozi. – odparł Tanel. – Spokojnie.
-Ale to właśnie Morta najbardziej mnie martwi.
-No wiesz. – Bernard posłał mu uśmiech. – Zawsze można ją... gdzieś wrzucić!
  Wybuchł radosnym, dziecięcym śmiechem. Po chwili przestał, bo nikt inny się nie śmiał.
-Nie macie poczucia humoru. – orzekł.
-Mnie bardziej ciekawi, czy Minnie, Klaura, Lucius i Kaja zdążą na obiad. – westchnęła Gizella. Kasandra, która siedziała obok niej, zerknęła ukradkiem na jej twarz.
  Kas nieczęsto się odzywała. Odkryła, że nie ma za bardzo o czym rozmawiać z resztą przyjaciół Gizy. Oni wszyscy byli... cóż, chyba normalni. Normalni nastolatkowie i młodzi dorośli, rozmawiający o przyziemnych sprawach, takich jak miłość, troska o zaginionych dorosłych, żarty... Nie było tu nikogo, z kim mogłaby porozmawiać o genetyce, ani o tym co robić, kiedy wszyscy schodzą ci drogi, chociaż chcesz ich zatrzymać bliżej siebie, no i nikogo też nie interesowały rozmowy o zdrowiu.
  Fenrir wydawał się jej bardzo interesującą osobą. Chciała go spytać o to, jak stracił oko, czy już do tego przywykł i jak sobie radzi teraz. Ale jeszcze w pociągu Gizella ostrzegła ją, żeby nie poruszać tematu oka, kiedy rozmawia z Fenkiem. Ponoć nie lubił tego wspominać i nie odczuwał przyjemności płynącej z rozmów na ten temat.
  Tak więc Kasandra milczała.
  Ledwo dotknęła swojego kurczaka. Znów zerknęła na twarz Gizy i pochyliła się ku niej.
-Ja tu chyba nie pasuję. – przyznała cicho.
-Dlaczego tak myślisz? – jej koleżanka zatroskała się.
-Nie czuję się dobrze w licznym towarzystwie. – Kas wzruszyła ramionami. – Poza tym nikt tu nie jest zainteresowany rozmową ze mną, nie licząc ciebie.
-To co powiesz na to... – wilkołaczka zastanowiła się. – Zagonię jedną osobę, żeby z tobą porozmawiała... a potem drugą. I Trzecią. Nie wszyscy naraz. Pojedynczo. W ten sposób poznasz innych lepiej, a inni poznają ciebie. I nie będziesz musiała się martwić, że dookoła ciebie są tłumy. Co ty na to?
-To... brzmi dobrze. Dziękuję. – tak naprawdę to wciąż brzmiało tak sobie, ale nie chciała ranić jej uczuć. Obie zaczęły się rozglądać po jadalni.
-Co powiesz na Fenrira? – spytała w końcu McCook z uśmiechem.
-Co powinnam o nim powiedzieć?
-Chciałabyś go poznać?
-Cóż... mogę spróbować...
-Na dobry początek. – zachęciła Gizella.
  Wstała, podeszła do wilkołaka i szepnęła mu coś na ucho. Wymienili między sobą kilka zdań, po czym Fenrir podniósł się i z uśmiechem podszedł do Kasandry.
-Więc masz ochotę na przejażdżkę po okolicy? – spytał, odsuwając jej wózek od stołu.
  Pokiwała niepewnie głową.
-Niestety nie mamy dobrych dróg w okolicy. – mówił dalej chłopak, prowadząc ją przez korytarz, w stronę drzwi wyjściowych. – Ale mogę cię poprowadzić ścieżkami dookoła budynków. Co powiesz na to?
-Myślę, że to dobry pomysł.
  Podniósł jej wózek, jakby nic nie ważył, zniósł po stopniach, po czym postawił na ścieżce.
-Jak myślisz? – spytał, kiedy się upewnił, że nie ma tu nikogo poza nimi. – Gdzie mogli się podziać moi rodzice... i bracia... no i wszyscy?
-Nie wiem. – przyznała dziewczyna, ze smutkiem. – To co się dzieje, jest wbrew wszelkiej logice. Próbowałam ustalić fakty, ale wszystko to nie ma dla mnie sensu.
-Dla mnie też nie. – Fenek pchał ją ogródek. – Trochę martwię...
-Ja też. Zastanawiające, czy moich rodziców spotkał ten sam los...
-Zaraz, zaraz, myślisz, że oni... oni wszyscy... nie żyją?
-Nie można tego wykluczyć.
-Och, nie... – przez chwilę był cicho. – Słuchaj... tylko nie mów o tym Padraigowi, okej?
-Czego mam mu nie mówić?
-To straszny palant, ale... chyba nie zniósłby dobrze faktu, że jego rodzice... nie żyją. Znaczy wiesz, to tylko teoria, tak? Ale... jeżeli jednak to prawda... on mógłby się zupełnie załamać. I, no wiesz, mam wrażenie, że załamywanie się jest ostatnim, czego teraz potrzebujemy. Musimy spróbować być dobrej myśli i myśleć logicznie. Nie wolno się nam rozdrabniać.
-Wezmę to pod uwagę.
  Kasandra zastanowiła się, o czym jeszcze mogłaby z nim porozmawiać.
-Od jak dawna ty i Gizella się znacie? – spytała w końcu.
-Oh, od bardzo dawna. Już nawet nie pamiętam. – przyznał chłopak. – Pewnego razu po prostu... po prostu już była. Byliśmy małymi dziećmi. A nasi ojcowie najlepszymi przyjaciółmi, więc po prostu... poznali nas ze sobą.
-Rozumiem. – zastanowiła się. – Twoje nazwisko to Brown, tak?
-Tak.
-A twój ojciec nazywał się Seth?
-Tak.
-Mój ojciec znał twojego ojca.
-Naprawdę?
-Mój ojciec nazywa się Gary Smith.
-Jesteś córką Gary’ego Smitha? Tego Gary’ego Smitha?
-Tak.
-O, rany! Nie wiedziałem! Mój tata opowiadał mi o tym, jak się poznali! Tata należał do małego gangu, przewodził dzieciakami, które spotkał na ulicy. Mówił, że rozrabiał w Mieście Środkowym, razem z Codym McCookiem, Garym Smithem, Florendą i Tomem Burtonem... a znacznie później z Jackiem Wolfgangiem. Jack jest ojcem Klaury, ale nigdy go nie poznałem. A Burtonowie od dawna nie żyją.
-Wiem. Mój ojciec też opowiadał mi tę historię.
-Więc dlaczego nigdy wcześniej nie przyjechałaś tu razem z Gizellą? Mogliśmy być przyjaciółmi z dzieciństwa. To przez wózek?
-Nie. – dziewczyna zwiesiła nieco głowę. – Nie zawsze byłam niepełnosprawna. Chyba po prostu... zajęta. Tam w domu jestem wielkim naukowcem...
-Jesteś naukowcem? To brzmi super-ciekawie! Czym się zajmujesz?
-Dokonałam pewnych... odkryć w dziedzinie genetyki... – Kasandra poczuła jak się rumieni i ze złością odkryła, że nie potrafi tego ukryć. Jak dobrze, że stał za nią i nie mógł tego zobaczyć. Dziewczyna dostrzegła, że właśnie okrążyli pierwszy budynek.
-To naprawdę niezwykłe! Jedyne co ja odkryłem, to fakt, żeby nie wsiadać na smoka, jeżeli się nie jest tego pewnym. Oraz, żeby nie podchodzić za blisko osady Elfów. Oraz...
  Urwał. Przez bramę weszli Likaon i Morta. Kasandra czekała na to, co powie Fenrir.
-Oho, mój braciszek wrócił. Hm. – zamyślił się, po czym kontynuował pchanie wózka po ścieżce. – Poczeka. To, co ma do opowiedzenia, nie jest teraz najważniejsze.

Gizella

Rozmawiała z Tanelem, w kuchni.
-...co ja mogę myśleć o Likaonie... – zastanowiła się, przeczesując ręką włosy.
-Chyba... chyba bardzo mu się podobasz. – przyznał wolpir, patrząc gdzieś w bok.
-Tak, wiem o tym. – dziewczyna wzruszyła ramionami. – Widać to po nim.
-Serio wiesz o tym?
-No jasne! – parsknęła. – Za bardzo to on się z tym nie kryje.
-No... w sumie nie. ...To co o nim myślisz?
-Tanel, mam wrażenie, że mamy ważniejsze sprawy na głowie, niż...
-O rany! – wolpir zirytował się. – Nie pytam o to dla siebie. Bernard chce to wiedzieć.
-Co? Czemu?
-Uważa, że ta informacja pomoże mu wygrać w tę jego grę, w którą gra.
  Gizella zaśmiała się.
-Okej, muszę przyznać, Bernie jest dość słodki. Skoro tak bardzo chce wiedzieć... Przekaż Bernardowi, że Lika jest... cóż, słodki, kochany i bardzo zabawny, zawsze ma zaplanowane najróżniejsze rozrywki, kiedy do niego przyjeżdżam... zawsze liczy się z uczuciami innych i jest taki mądry, miły, radosny i optymistyczny dwadzieścia cztery na dobę... i zawsze potrafi podnieść innych na duchu i aż zaraża tym swoim entuzjazmem...
-Zaraz, zaraz... – Tanel posłał jej lekki uśmieszek. – Czy on przypadkiem nie podoba się też tobie?
-Cóż... sama nie wiem. Jest bardzo fajny, ale...
-Ale co? Sześć lat młodszy?
-Nie, nie, to nie to. Potrafi się zachować jak pajac, ale jest bardzo dojrzały. Myślę, że... po prostu chodzi o to, że trochę się boję... to znaczy, nie boję się tego, że go urażę, albo że boję się związku, tylko, że... – odchrząknęła. – Zawsze jak tu przyjeżdżałam, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Najpierw ja, Klaura i Fenrir, a niedługo potem dołączył też Likaon i... traktuję ich trochę jak rodzinę, no wiesz. Zawsze będę mnie wspierać, jeżeli będę tego potrzebować. Przeżyliśmy kilka fantastycznych przygód w tych lasach i... już teraz jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Trochę się martwię, że gdybyśmy zaczęli się zachowywać jak para, to odcięłabym się w ten sposób od tamtych dni. Nie mogłabym spojrzeć na nas inaczej, nie bylibyśmy już tylko przyjaciółmi. Moje dzieciństwo by się skończyło.
-Masz dwadzieścia pięć lat.
-Dopiero w grudniu! Poczekaj! – Tanel chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu, podnosząc rękę. Jej nozdrza poruszyły się. – Lika wraca!
-Skąd to wiesz?
-Potrafię wywęszyć członka rodziny na odległość. – mrugnęła do niego i wybiegła z kuchni.
-Ty wszystkich swoich przyjaciół masz za członków rodziny! – krzyknął za nią Tanel.
  Giza przebiegła przez korytarz i popędziła do bramy, po czym rzuciła się na Likaona, żeby go uściskać. Odwzajemnił uścisk z jeszcze większym entuzjazmem. Dziewczyna puściła go i chciała uściskać też Mortę, ale ta odsunęła się krok do tyłu, ściskając swój koszyk pełen ziół, więc wilkołaczka zostawiła ją w spokoju.
-Chodźcie do środka, jedliśmy właśnie obiad. – Gizella machnęła ręką w stronę drzwi.
-Super! – Lika roześmiał się. – Umieram z głodu!
  Kiedy jednak weszli do środka, Morta od razu skierowała się na górę.
-Hm, Morta? – wilkołaczka przyjrzała się jej uważnie. – Ty nie jesz?
-Nie.
-Wszystko w porządku?
  Odpowiedź nadeszła w postaci zamykanych drzwi.
-Pokłóciłeś się z nią? – spytała szeptem Giza.
-A skąd! – Lika wzruszył ramionami. – Wiesz, że nie potrafię się długo gniewać, na nikogo. Próbowałem do niej zagadać, ale ona traktowała mnie, jakbym nie istniał.
  Skierowali się do jadalni i usiedli razem przy stole.
-Zgaduję, że do niektórych po prostu nie można dotrzeć.
-A co, jeśli można? – spytała wilkołaczka, kiedy Likaon przysunął sobie talerz z jedzeniem. – Minnie rozmawiała z nią w pociągu całkiem swobodnie. Może ona wie, jak porozumieć się z Mortą. No i... Lucius i Kaja spędzają z nią zwykle większość czasu.
-Może. – Reijo przysiadł się do nich. – Ale tak się składa, że cała ta trójka poleciała na południe, niestety.
-A może Padraig wie. W końcu to rodzeństwo.
-Co ja? Co ja? – wampir, zajęty rozmową z Octavią i Ophelią, podniósł głowę.
-Na pewno wiesz jak rozmawiać z Mortą. – zawyrokował Lika.
-Nie. – Pad natychmiast wrócił do przerwanej rozmowy.
-Ja tylko chcę, żeby dobrze spędziła te wakacje. – zmarkotniała Giza.
-Nawet, jeżeli wszystkich dorosłych wcięło? – Reijo uniósł brew.
-Zwłaszcza dlatego.
-Na twoim miejscu nie martwiłbym się o Mortę. – mruknął Lika z pełnymi ustami.
-Dlaczego nie?
-Miałem okazję jednak trochę ją poznać, tam, na tym spacerze. U niej wszystko gra.

Morta

Rozłożyła na łóżku swój zestaw małego chemika. Ustawiła na szafce fiolki. Wyjęła z koszyka zioła. I rozpoczęła pracę.
  Wszyscy dorośli zniknęli, co napawało ją zarówno strachem, co satysfakcją. Niebawem cała szesnastka stanie przeciwko sobie, czy Gizella tego chce, czy nie. Ale tym razem Morta nie da się wepchnąć do studni. Tym razem będzie walczyć do upadłego. Będzie gotowa na wszystkie niespodzianki. A zanim Bernard zaatakuje, jej już tu nie będzie.
  No dobra, no to od początku.
  Co mogło się jej przydać?
  Na początek kilka prostych trucizn i może od razu odtrutek, czy też eliksirów leczniczych. I może kilka trucizn, które sprawiają, że jest się bardziej odpornym na trucizny – tak, umiała takie przyrządzić, to nic wielkiego. Zrobi też coś na paraliż, tak. Nieruchomy Bernard to niegroźny Bernard. Wszystkie roślinki posegregowane i gotowe do warzenia.
  Co my tu mamy... warzucha? Jest. Krwawnik kichawiec? Jest. Asfodel? Jest, ale w sumie niepotrzebny. Te kwiaty rzuca się na płonące stosy, żeby okazać szacunek zmarłym. Dyptam jesionolistny? Tak, tak, przyda się do leku na zranienia. Dzięgiel też. Dobry boże, czego nie było w tych lasach? Jutro wyruszy na poszukiwanie mandragor.
  Miała też lubczyk – główny składnik eliksiru miłosnego. Wiła Candy nauczyła ją kilku sztuczek. Morta miała cichą nadzieję, że uda się jej uwarzyć coś o silnym działaniu. Chaos i łzy... byłyby nie do opisania.
  Spojrzała jeszcze raz na łóżko, szukając wzrokiem najważniejszej rośliny. Ruta? Jest. Szałwia? Jest. Malwa? Jest. Ah! A oto i goście programu.
  Pokrzyk, zwany też wilczą jagodą. Piołun, gorzka przyprawa, w nadmiarze szkodliwa. I jej ulubiony po wszech czasy – tojad. Jej ukochany, najdroższy tojad.
  Czas się trochę zabawić!
  Rozpoczęła pracę, nasłuchując, czy nikt nie wchodzi po schodach na górę, albo, broń boże, nie podsłuchuje pod drzwiami. Tak czy inaczej, dostałby nauczkę.
  Likaon trochę ją dzisiaj zirytował. Najpierw chciał jej chyba zrobić wykład na temat tego, że nie wolno samemu chodzić do lasu. A potem nagle stał się wesoły. Za wesoły. I chciał jej pomagać, bezczelny! Musiała się siłą powstrzymywać, żeby nie uderzyć go w nos. Czyżby coś go oślepiło? Nie wiedział tego, co się działo? W okolicy ani jednego dojrzałego dorosłego. I on myślał, że wszystko będzie w porządku? Że jakoś to będzie? Akurat!
  Jej brat wszystko zapoczątkuje. Będzie sprawiał kłopoty, wybijał szyby w oknach, kradł i imprezował – zawsze marzył o takim życiu, gdzie nikt nie będzie go w stanie powstrzymać. To tylko kwestia czasu, już niedługo zorientuje się, ile ten nowy, pusty świat ma możliwości.
  Jeżeli chodzi o samą Mortę, to miała już swoje plany, ale wiedziała, że w takich sytuacjach jak ta, wszystko może ulec zmianie. Była jednak pewna, że trzeba zacząć od ważenia eliksirów.
  Co jak co, ale tego zawsze była tego pewna.
  Ale co potem? Cóż... Sama do końca nie wiedziała. Postanowiła, że nie będzie planować za bardzo naprzód. Niech kolejne dni będą niespodzianką.
  Kolejne godziny spędziła przy swoim małym, podręcznym laboratorium, tworząc swoją linię obrony. Zamykała eliksiry w małych fiolkach i ukrywała je w walizce. Kiedy skończyła, wysprzątała wszystko, a bagaż ukryła pod łóżkiem. Przecież nikt nie będzie tu grzebał.
  Dopiero teraz odkryła, jaka jest głodna. Ciekawe, czy obiad wciąż był na stole...
  Cóż, skoro teraz była przygotowana na niebezpieczeństwa, równie dobrze mogła zejść na dół i pokazać wszystkim, że się nikogo nie boi. Tak.
  Wzięła kilka oddechów i wyszła z pokoju, po czym zeszła po schodach. Stół był już pusty. Nikt z zebranych nie spojrzał w jej kierunku, wszyscy rozmawiali między sobą. I tak cały dzień... Chyba... planowali jakieś przyjęcie... Co za nudziarze.
-Jesteś! – Gizella posłała Morcie uśmiech. Wampirzyca nie odwzajemniła go. – Jesteś może głodna? Jeżeli tak, to w kuchni została porcja dla ciebie.
  Morta bez słowa poszła do kuchni, wzięła swój talerz i wróciła na górę, do pokoju.
  Nikt oprócz Gizelli nie zwrócił na to uwagi.

CDN
.:16 Elementow:.2c
5 minut przed północą. WYROBIŁAM SIĘ, but I was in a hurry.

And also, I love expoSITION AND DIALOGUES >:I   Who doesn't

Enjoi :P
Loading...

AdCast - Ads from the Community

×

Comments


Add a Comment:
 
:iconmelisistem-msist:
Melisistem-Msist Featured By Owner Oct 24, 2014  Student Filmographer
Hey! thanks for fave me!
Reply
:iconthewanderer93:
TheWanderer93 Featured By Owner Oct 24, 2014
Thanks for liking my stuff ^u^
Reply
:iconprincesslunalovesme:
PrincessLunalovesme Featured By Owner Oct 21, 2014  Hobbyist Digital Artist
:iconthanksforfaving:
Reply
:icontrujayy:
trujayy Featured By Owner Oct 21, 2014  Student Digital Artist
Thanks for the watch!!! :hug:
Reply
:iconpolishynell:
Polishynell Featured By Owner Oct 21, 2014
Dlaczego usunęłaś przeszłość?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Oct 21, 2014  Hobbyist Digital Artist
Nie usunęłam, schowałam do storage :)
Reply
:iconpolishynell:
Polishynell Featured By Owner Oct 22, 2014
Fiuu... Dzięki. Myślałem, że Cię wystraszyłem rozmową pod "Jak się nie ma co się lubi".
Druga sprawa: chciałem na Wiki dodać tamten rysunek, co go narysowałaś z okazji uruchomienia konta na Facebooku z podpisem "Nie myślcie sobie, że będę tu wstawiała słitfocie"(był jednym z tych, co go schowałaś). Wstawisz to?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Oct 23, 2014  Hobbyist Digital Artist
Okej ale po co chcesz dodać na wiki tamten rysunek? Usunęłam mojego fejsa wieki temu XD
Reply
(1 Reply)
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Edited Oct 19, 2014  Student Artist
www.youtube.com/watch?v=dTXGyL…
Film przez który ludzie się zrazili do włoskiej animacji. XD
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Oct 19, 2014  Hobbyist Digital Artist
Właściwie, to znam ten film, dzięki temu panu:
www.youtube.com/watch?v=PjCejJ…
xD
Wiem że nie lubisz gościa, ale skoro wiesz, że ten film jest jaki jest... Możesz obejrzeć, to dosyć zabawne xD
Reply
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Oct 20, 2014  Student Artist
Wybacz, nie obejrzę. XD
Reply
:iconchristinekalliri:
ChristineKalliri Featured By Owner Oct 15, 2014  Hobbyist General Artist

~Thank You So Much~
  . H i a t u s . by ChristineKalliri

            ~oOo~
Reply
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Oct 4, 2014  Student Artist
Dobra, nie wiem kogo się zapytać, ale po losowaniu padło na Ciebie i Edzię. XD

Na forum o sailorkach mi to podesłano:
media.tumblr.com/2d01f3c45a6cd…
nie oglądam tego całego Crystala, ale mniejsza.
Czy ty też nie masz zielonego pojęcia o co kaman w tej scenie? Ja znam kontekst i nie wiem.
Trzeba jakiś konkurs zrobić na interpretacje...
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Oct 4, 2014  Hobbyist Digital Artist
Wtf, nie mam pojęcia, wygląda jakby odleciała w kosmos xD
Reply
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Oct 4, 2014  Student Artist
Podobno upada z wycieńczenia.
PODOBNO.
Reply
:iconoph3liactheory:
oph3liactheory Featured By Owner Sep 30, 2014  New member Student Traditional Artist
THANK YOU FOR THE WATCH! :heart: :heart: :heart:
Reply
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Sep 28, 2014  Student Artist
Co ostatnio piszesz wszystkie komentarze po angielsku? XD
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 28, 2014  Hobbyist Digital Artist
Czy ja wiem, dla mnie tak jest czasem łatwiej |D
Reply
:iconannorelka:
Annorelka Featured By Owner Sep 28, 2014  Student Artist
Myślałam, że szlifujesz jakoś ambitnie język czy coś. :D
Reply
:iconlubie-kisiel:
lubie-kisiel Featured By Owner Sep 26, 2014  Hobbyist Filmographer
Dziękuję za łocza : D.
Reply
:iconethereal-harbinger:
Ethereal-Harbinger Featured By Owner Sep 22, 2014  Student Digital Artist
Thank you for +fav! We hope that you continue to enjoy/like our works. =) (Smile)
Reply
:iconkraziekazoo:
KrazieKazoo Featured By Owner Sep 20, 2014  Hobbyist Digital Artist
Thanks for the watch!
Reply
:iconnorthpines:
northpines Featured By Owner Sep 18, 2014  Hobbyist Digital Artist
Thank you so much for the watch and the faves!!! ;v; <3
Reply
:icon04startyonlinebc88:
04StartyOnlineBC88 Featured By Owner Sep 6, 2014  Student General Artist
They don't let me watch MLP. :C
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 6, 2014  Hobbyist Digital Artist
Why? And who are they? :c
Reply
Add a Comment: