Shop Mobile More Submit  Join Login
×

:iconwhitebag: More from WhiteBAG


More from DeviantArt



Details

Submitted on
August 8, 2011
File Size
16.9 KB
Link
Thumb

Stats

Views
231
Favourites
7 (who?)
Comments
6
×
Rozdział 11 – Kelpie

Chociaż wszędzie było już ciemno, dwoje wilkołaków nadal szło wzdłuż rzeki, co chwila potykając się o własne nogi.
-Jack... – wymamrotała Laura, tocząc się za nim. – Jestem taka zmęczona...
-Tak... Ja też. – przyznał. – Zatrzymujemy się tu?
-Tak, nie mam już sił iść dalej... – westchnęła dziewczyna, siadając na trawie.
-Świetnie... Trzeba zrobić ognisko, żeby odstraszyć ghule... Jestem pewien, że jakieś tu mieszkają. – Jack spojrzał na Laurę i ze zdumieniem stwierdził, że dziewczyna leży na trawie i śpi. – No dobra... Do roboty...
   Zrzucił plecak, wzruszył ramionami, żeby się rozluźnić, potarł dłonie, po czym zaczął szukać drewna i układać je niedaleko śpiącej Laury. Kiedy już mu się to udało, przypomniał sobie, że nie ma przy sobie zapałek. Westchnął ciężko i spróbował rozniecić ogień, pocierając o siebie dwa patyki. Ręce miał już zupełnie czerwone i strasznie go piekły, ale nie przestawał, nawet wtedy, gdy poczuł drzazgi. Chciał sobie zrobić przerwę, ale wiedział, że jeżeli zaśnie teraz, to może już się nigdy nie podnieść. Musiał rozpalić ognisko za wszelką cenę. Udało mu się tego dokonać dopiero po jakiejś godzinie. Wydał z siebie ciche westchnienie, po czym poczłapał się do rzeki, myjąc obolałe ręce. Później, ostatkiem sił, podczołgał się w stronę Laury, i padł obok niej, wyczerpany, niemal natychmiast zasypiając.

-Dziękuję za wszystko, ale muszę już iść. – rzekł Seth, ubierając kurtkę, w blasku świec.
-Co? – Heather zrobiła wielkie oczy. – Chcesz już sobie iść? W nocy?
-Muszę znaleźć przyjaciół... – zaczął Seth, patrząc na jej smutną twarz. – Muszę ich znaleźć... Jestem ci wdzięczny za wszystko, ale... Muszę... Już...
-W porządku. – szepnęła kobieta, spuszczając głowę. – Ale to bardzo niebezpieczne.
   Seth już był w drzwiach, gdy przystanął, przygryzając wargę. Wbił wzrok w dżunglę przed sobą. Heather swoją lepiankę urządziła pośród drzew. Dookoła było tak ciemno, że Brown nie zauważyłby ghuli, które mogły się czaić w ciemnościach. Nie mówiąc o tym, że nie miał przy sobie żadnej broni. Spojrzał przez ramię na Heather, która, pociągając nosem, powlekła się w stronę łóżka.
-Smutna, samotna kobieta. – mruknął Seth, czując, jak wzbiera się w nim współczucie.
   Wrócił do środka, zamykając za sobą proste, drewniane drzwi.
   Heather chlipnęła, pewna, że już wyszedł, zostawiając ją samą. Dlatego była bardzo zaskoczona, gdy zobaczyła kątem oka, że jednak postanowił jeszcze trochę zostać. Seth odchrząknął znacząco, gdy na twarzy Heather pojawił się jej szeroki uśmiech.
-Potrzebny mi będzie przewodnik. – powiedział, zdejmując kurtkę i wieszając ją z powrotem na haku.

Ognisko zalane wodą w jednej chwili zgasło. Pojedyncze krople wody padły na twarz Laury, budząc ją ze snu. Usiadła, pocierając oczy i wpatrując się w ciemność.
   Na brzegu stał wielki koń, błyszczący się trochę jak księżyc.
-Jednorożec? – spytała Laura, wytężając wzrok, patrząc na jego granatową grzywę. – ...Bez rogu?
   Koń miał ciemne, puste oczodoły, ale wydawało się, że ją widzi. Nie był to na pewno jakiś pierwszy, lepszy rumak – wierzchowiec miał długą nie tylko grzywę, ale i sierść – o wiele dłuższą od przeciętnego konia.
-Gdzie twój jeździec? – spytała Laura, wstając zaintrygowana i podchodząc bliżej do konia.
   Zwierze uklękło przed Laurą.
-Ja? – spytała niby to zaszczycona. Zerknęła na Jacka Poruszył się we śnie. – Ja mam być twoim jeźdźcem?
   Wahała się jeszcze przez dłuższą chwilę. Strasznie ją korciło, żeby wsiąść na grzbiet konia i zobaczyć, dokąd ją zawiezie. Jack przewrócił się na bok. Houn zadarła nogę, zamierzając ją przerzucić na drugą stronę grzbietu zwierzęcia.
-LAURA, NIE! – krzyknął Jack, w jednym momencie zrywając się i podbiegając do niej.
   Dziewczyna krzyknęła, gdy rumak wstał raptownie i uniósł się na tylnych nogach, wymachując przednimi. Tak tym Laurę zaskoczył, że przechyliła się do tyłu i padłaby na trawę, gdyby Jack jej nie złapał.
-Na drzewo, już! – zawołał, biegnąc z nią w stronę dżungli, łapiąc ją w biegu za talię i unosząc, żeby mogła się złapać najniższej gałęzi.
   Kiedy była już na górze, zaczęła wciągać Jacka, ale rumak ruszył w ich stronę galopem, uderzając całym sobą w konar. Drzewo zatrzęsło się gwałtownie, Jack stracił równowagę, padając na grzbiet konia.
-JAAACK! – wrzasnęła rozpaczliwie Laura, gdy stwór pogalopował w stronę rzeki, a po chwili zniknął pod taflą wody.
   Zapadła cisza.
-Jack... – szepnęła Laura, czując jak jej ciałem zawładnęły gwałtowne dreszcze.
   Zsunęła się z drzewa i podeszła na drżących nogach w stronę rzeki. Dostrzegła coś ciemnego na powierzchni wody.
   Krew.
-Jack... – jęknęła Laura, padając na kolana, płacząc bezgłośnie.
   Nagle jednak wilkołak wynurzył się z wody, rozpaczliwie łapiąc powietrze.
-Jack! – krzyknęła Laura, wyciągając ku niemu ręce. Wolfgang wyciągnął ku niej dłoń, a ona złapała ją i wyciągnęła trzęsącego się Jacka na brzeg.
-Bogu dzięki, że miałem to. – wydyszał, odrzucając od siebie nóż, a Laura zrozumiała, że krew na powierzchni wody nie była krwią Jacka. Odetchnęła z ulgą.
-Myślałam, że utonąłeś! – jęknęła, także ledwie żywa, odsuwając się od niego trochę, bo Jack przetoczył się na plecy, plując wodą. – Co to było?
-Dziewczyno, dlaczego ty tak mało wiesz... – wyrzucił z siebie. – To był kelpie! Mógł cię zabić! – jęknął, jakby to nie było oczywiste.
   Nadal się trząsł, ale nagle dotarło do niego, że Laura usiłuje mu zdjąć bluzę.
-Co ty wyprawiasz? – spytał, siadając prosto.
-To pierwsza zasada... – mruknęła, trochę nieprzytomnie. – Nie wierzę, że ciebie ich nie uczono.
-Jaka znowu zasada? – spytał Jack trochę zbity z tropu.
-Dlaczego ty tak mało wiesz... – odparła z ledwo dostrzegalnym przekąsem Laura, zdejmując z niego mokrą podkoszulkę. – Jeżeli wpadniesz do wody, zdejmij mokre ubranie... i buty.
   Jack skrzywił się, ale posłusznie to zrobił. Tymczasem Laura podeszła do plecaka i wyjęła z niego koc.
-A jeżeli ci zimno... – dodała, siadając na jego nogach, i otulając ich obojga kocem. – To wtedy koniecznie się do kogoś przytul.
-To naprawdę jedna z zasad? – spytał Jack zaskoczony, gdy poczuł na swoich plecach jej ciepłe dłonie.
-Tak. Nie wierzę, że nie zapisałeś się na te zajęcia jako dziecko. Odbywają się dla chętnych.
-Najwidoczniej nie myślałem, że kiedyś mi się to przyda... – wymamrotał, speszony, czując na swoim ciele ciepło Laury.
-I to dlatego porwałeś mnie. – zażartowała dziewczyna, kładąc swoją głowę na jego ramieniu.
-Taaak... – szepnął, zginając nogi, żeby schować je pod kocem, tym samym przyciskając do siebie Laurę. Objął ją, czując, jak robi mu się nie tyle ciepło, co gorąco.

Cody zsunął się powoli z kanapy. W końcu stracił równowagę i padł na podłogę, budząc się gwałtownie.
-Gdzie ja jestem? – spytał niemrawo, rozglądając się po salonie. Przez firanki wpadało już dużo słońca; był późny ranek. – Florenda... – wyszeptał, nagle wszystko sobie przypominając.
   Zerwał się i pobiegł w stronę jej pokoju, waląc do drzwi i wykrzykując jej imię. W końcu otworzyła. Miała nieco roztrzepane włosy, podkrążone oczy, a w dłoni trzymała butelkę z winem. Wyglądało na to, że w nocy nieźle sobie popiła. Na szczęście zrezygnowała ze swoich szmat, upodabniających ją do Buki z Muminków; tym razem miała na sobie bluzkę dopasowaną do jej sylwetki, oraz fioletowe spodnie-sindbady.
-Nie odczepisz się, co? – spytała kobieta, po czym czknęła głośno.
-Flo, ty... Ty jesteś pijana! – oburzył się Cody, ale ona jedynie wzruszył ramionami.
-Flo Houn już tu nie mieszka. – odparła kobieta, wychodząc jednak z pokoju i zaglądając do butelki. – Pusta... – szepnęła z rozczarowaniem, odrzucając ją.
-No ale co ci się stało? – Wtajemniczony nadal nie mógł zrozumieć.
   Houn poszła w stronę salonu, więc McCook podreptał za nią.
-Dobrze zgadłeś, wtedy, wczoraj wieczorem... Ukrywam się.
-Ale przed kim? Dlaczego nie wróciłaś do domu, Houn?
-Przed wszystkimi! – wybuchła, podchodząc do baru i przewracając wszystkie kieliszki na bok. – Po za tym Houn to już przeszłość. Jestem Burton. A, tu jest. – dodała z ulgą, wyciągając zakurzoną butelkę.
-Chcesz się upić do nieprzytomności? – spytał, odbierając jej trunek i chowając z powrotem w barku.
-Nie, chcę się zapić na śmierć. Mój plan runął w momencie, gdy cię spotkałam. Mogłam cię zabić na miejscu, byłby święty spokój.
-Jak możesz tak mówić, Flo? – Cody aż zatoczył się od tych słów, podążając za kobietą, która rozwaliła się na sofie.
-Mówiłam ci; dawna Flo już nie żyje. Przeszłość to już... przeszłość. – dokończyła trochę kulawo. – Ale ty wrócisz do domu, znajdziesz mojego męża, tą kanalię, i wszystko mu rozpowiesz, rozpowiesz wszystkim, a oni mnie tu znajdą i albo zabiją, albo każą wrócić do Miasta. I nie próbuj zaprzeczać, Cody. Jesteś Wtajemniczonym, wiem, że to zrobisz.
   McCook schował twarz w dłoniach, siadając na sofie obok niej. Musiał pomyśleć.
-A więc... Flo Burton... Powiedz mi, czy naprawdę wróciłaś do swojego dawnego nazwiska?
-Uciekłam z domu od Wilbura... Więc chyba można to nazwać swego rodzaju rozwodem. – zaśmiała się chrapliwie.
-Wiedziałem, że ten Wilbur Houn to świnia. – warknął Cody, zaciskając pieści.
-Nie mów tak... – Flo pokręciła głową, nagle poważniejąc. – Dzięki niemu mam... a przynajmniej miałam... trójkę najwspanialszych córek na świecie... Chodź, poznasz je.
   Cody wstał zaskoczony, gdy Florenda chwiejnym krokiem wyszła z salonu i skierowała się po schodach na górę. Wtajemniczony podążał za nią, aż trafili do zupełnie pustego pokoju bez okien. Flo zamknęła drzwi i zapaliła światło. Jedyną rzeczą, która przyciągała uwagę w tym pomieszczeniu, były ściany.
   Cody aż gwizdnął z podziwem.
   Na ścianie w której tkwiły drzwi widniał autoportret Florendy, niezwykle realistyczny. Z kolejnych trzech ścian uśmiechały się trzy dorosłe już dziewczyny. Ta pierwsza miała blond włosy i odstające uszy. Druga była bardzo podobna do pierwszej, ale ta miała włosy brązowe. Trzecia miała długie, kręcone włosy, również brązowe, tak jak jej poprzedniczka. Wszystkie miały te same, ciemnoniebieskie oczy.
-To ja! – zawołała Flo niezbyt mądrze. – A to jest Klara! A to jest Laura! I Melodia! Moje córeczki! Moje kochane córeczki...
   Nagle, ku przerażeniu Cody'ego, Florenda wybuchnęła głośnym płaczem, wieszając się na ramieniu Cody'ego.
-Moje córki! – wykrzyknęła, płacząc wylewnie. – Codziennie do nich przychodzę i z nimi rozmawiam! Ale nigdy nie odpowiadają! Ale teraz są szczęśliwe! – Flo wytrzeszczyła oczy na Cody'ego, znowu śmiejąc się chrapliwie, przez łzy. – Zobacz, jak się uśmiechają! Bo ty tu jesteś! Tak dawno nie miały żadnych gości! Zobaczcie, dziewczęta! – zwróciła się do ścian. – To Cody McCook! Mój przyjaciel z dzieciństwa! Wasz niedoszły tatuś!
   Cody był już porządnie wystraszony. Do jego oczu napływały też łzy, i nie mógł na to nic poradzić. Florenda puściła go i przeszła na środek pokoju.
-A wiecie, dlaczego jednak nie jest waszym tatusiem? Bo byłam głupia i rzuciłam go, gdy został Wtajemniczonym! Ale Wilbur nie okazał się lepszy, prawda? – wykrzyknęła dziko. – On także został Wtajemniczonym! A ja głupia myślałam, że będę z nim szczęśliwa!
   Kobieta chwiejnym krokiem ruszyła ku Cody'emu, który oblał się zimnym potem. Cofnął się szybko, wpadając na drzwi.
-To dlatego odeszłam i ukryłam się! Nienawidzę Wilbura z całego serca. Nie chcę do niego wrócić, za żadne skarby świata! Myślał tylko o sobie, i nie zrobił nic, żeby ocalić Klarę i Melodię! NIC! Nic nie zrobił... – Flo położyła głowę na ramieniu McCooka, zanosząc się bezgłośnym płaczem.

CDN
SORRY! Only in Polish!!!

I znowu dodaję dwa rozdziały pod rząd... jakim cudem ja piszę tak szybko?
Add a Comment:
 
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 8, 2011
Po prostu cudowny rozdział. Końcówka była taka smutna i jednocześnie bardzo nostalgiczna. Piszesz prześwietnie :)
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
Opowiadanie zaczyna się rozkręcać :XD: Oprócz głównych wątków chcę wkręcić jeszcze jakoś opisy fauny tego lasu, nie wiem jak ja to zrobię O.o'
Reply
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 8, 2011
Zaiste :XD:
Na pewno jakoś podołasz temu zadaniu. ;)
Reply
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Artist
Ty to robisz specjalnie !
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
No ale co? 8D
Reply
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Artist
Wróciłam ! I mam z Edzią umowę x33
Reply
Add a Comment: