Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconwhitebag: More from WhiteBAG


More from deviantART



Details

Submitted on
August 8, 2011
File Size
13.7 KB
Link
Thumb

Stats

Views
703
Favourites
8 (who?)
Comments
56
×
Rozdział 12 – Nowe decyzje

Cody biegł przed siebie na złamanie karku.
   Wybiegł na podwórko tak szybko, że jego stopy ledwie dotykały trawy.
-To wariatka... – wydyszał, padając bez tchu na żelazne drzwi. Zaczął się mocować z zasuwą, jednak po chwili przestał, dysząc i zbierając myśli. Oparł czoło o chłodny metal; przyniosło mu to pewną ulgę.
   Nie mógł zostawić Florendy. Na pewno nie teraz. Był pewien, że gdy odejdzie, biedaczka zapije się na śmierć, albo coś sobie zrobi. Pomyślał, że on również jest odpowiedzialny za stan psychiczny kobiety, nie tylko Wilbur. Po za tym byli kiedyś wielkimi przyjaciółmi – Cody nie był pewien, czy tak jest i teraz, ale gdy tylko zaczął wspominać swoje dzieciństwo, które spędził razem z Sethem, Tomem, Florendą i Garym, dotarło do niego, że nie może sobie po prostu ot tak odejść, zostawiając ją samą, na pastwę losu.
   Po za tym wciąż mam tyle pytań, pomyślał, zerkając w stronę budynku.
   Po chwili wszedł ponownie do pokoju z malowidłami, trzymając koc, który zabrał z salonu. Flo leżała na środku pokoju – spała, chrapiąc głośno. Cody okrył ją kocem i zaniósł na dół, kładąc na sofie.

-Zaczekaj, Jack. – Laura położyła rękę na ramieniu przyjaciela.
-Co się stało? – spytał, odwracając się w jej stronę.
-Jeżeli nadal będziemy iść wzdłuż rzeki, natrafimy prędzej czy później na Wtajemniczonych. Jesteś pewny, że uda nam się potem ich wyminąć?
-Hm. – Jack uśmiechnął się przelotnie. – Co więc proponujesz?
-Żebyśmy nie szli wzdłuż rzeki, tylko zagłębili się w las.
-Ale wtedy się zgubimy! – zaprotestował Jack, kręcąc gwałtownie głową. – Oszalałaś?
-Mamy przecież kompas. – Laura zmrużyła powieki. – Pójdziemy trochę na wschód, a potem dalej na Północ.
-Ale to nam zajmie całe dni!
-A chcesz się spotkać z Wtajemniczonymi? – Laura położyła ręce na biodrach.
-Nie. – mruknął Jack niechętnie przyznając jej rację.
-Więc jak będzie?
-No dobra, księżniczko. – Jack uśmiechnął się do niej złośliwie, podając jej kompas. – Ale ty prowadzisz.

Rankiem Heather pokazała Sethowi okolicę, zapoznając go niemalże z każdym drzewem.
-Mam do ciebie kilka pytań... – mówił Seth, krocząc za nią. – O ile nie masz nic przeciwko.
-Ostrożnie. – ostrzegła go. – Idź po tym zwalonym pniu. Pod nami jest bagno.
-Okej... – Seth posłusznie dostosował się do jej polecenia. Nie mógł się nadziwić jak ta, wyglądająca na kruchą, istota, z łatwością pokonuje las, dodatkowo wyprzedzając Browna o kilka metrów, za każdym razem, gdy już myślał, że ją dogania.
   Sam Seth nie czuł się tak dobrze już od bardzo dawna. Był małomówną osobą, bo z natury był raczej nieśmiały w stosunkach z innymi osobami. Jednak ta kobieta sprawiała, że chciał się otworzyć, zwierzyć się, pogadać. Po za tym Heather wywarła na nim naprawdę duże wrażenie, swoją znajomością terenu, śmiałością i zwinnością. Widać było, że odczuwa to samo co Seth; mieszkała tutaj całkiem sama, a teraz nareszcie los dał jej na srebrnej tacy nowego towarzysza, którym mogła się nacieszyć do woli.
-Masz niezwykłe imię! – zawołał za nią. – Co ono oznacza?
-Oznacza: wrzosy na wrzosowisku. – zaśmiała się wilkołaczka, truchtając po mchu, zupełnie boso.
-Od jak dawna tu mieszkasz?
-Zawsze tu mieszkałam! To mój dom już od kilku stuleci. Nie pamiętam moich rodziców.
-Wiem, że nie wolno pytać kobiet o wiek, ale ile w takim razie masz lat?
-Nie liczę. Nie wiem. A ty?
-Z jakieś 450.
-Och, w takim razie ja mam chyba więcej. – zaśmiała się znów Heather. – Ostrożnie, kamienie pod nami są bardzo śliskie!
-A czy... Och, faktycznie śliskie... A czy zawsze tu przebywałaś? Znaczy... Czy byłaś kiedyś na Powierzchni?
-Na Powierzchni? Nie, a co to jest Powierzchnia?
-Tam mieszkają ludzie...
   Ku zaskoczeniu wilkołaka, Heather znowu roześmiała się.
-Przecież to my jesteśmy ludźmi!
-Nie, nie jesteśmy. – Seth otworzył szeroko oczy. – Jesteśmy wilkołakami.
-Więc czym są ludzie? – pytała dalej kobieta, nadal przemierzając żwawo las.
-No... Różnią się od nas trochę... Mają inne nosy i uszy... Nie mają ogonów... Trudno to wytłumaczyć, musiałabyś ich zobaczyć.
-A czy ludzie są zwierzętami?
-Nie, ludzie to ludzie.
-Czym więc różnią się ludzie od zwierząt? Czy oddychają?
-Tak, ale...
-Czy jedzą i piją?
-No tak...
-Czy rozmnażają się?
-Przecież wszystkie istoty się rozmnażają. – Seth uniósł wzrok, lekko zirytowany.
-Ha! No właśnie! – nagle Heather zatrzymała się i podeszła do zaskoczonego Setha, z uśmiechem pukając palcem w jego klatkę piersiową. – A wiesz co to znaczy? A to znaczy, że my wszyscy jesteśmy tacy sami. Nie różnimy się niczym od zwierząt, roślin, czy bakterii. Jesteśmy istotami żyjącymi razem z innymi istotami, tu, na ziemi. Wszyscy jesteśmy złączeni łańcuchem życia. Jesteśmy wilkami, jesteśmy istotami, jesteśmy zwierzętami, jesteśmy wilkołakami, jesteśmy ludźmi.
-Jak żyję nie słyszałem niczego podobnego. – wydusił Brown po dłuższej chwili.
-Jeszcze nie jedno słowo usłyszysz.
   Heather odwróciła się i pognała dalej przez las. Seth pobiegł za nią, zaintrygowany.

Florenda obudziła się w porze obiadu. Pomyszkowałem po kuchni i zrobiłem nam obojgu sałatkę owocową. Kiedy Flo doszła już do siebie zaczęła mi opowiadać o tym, co się wydarzyło, gdy opuściła Miasto. Opuściła dom rodzinny, zostawiając męża i Laurę (którą początkowo chciała zabrać ze sobą, lecz zmieniła zdanie, gdyż nie chciała narażać ją na niebezpieczeństwo). Wiedziała, że wymówka, że chce wyruszyć na Północ, jest równoznaczna z upozorowaniem własnej śmierci i pewnością, że nikt nie będzie jej szukał – a już szczególnie Wtajemniczeni, czy członkowie jej rodziny. Ruszyła więc samotnie do Ściany Zachodniej i szła wzdłuż niej na Północ. Była to bardzo długa wędrówka, bo kobieta cały czas szła pieszo, mając po swojej prawej stronie Jezioro. W końcu jednak doszła do puszczy, w której przeżyło sporo przygód, których nie będę tutaj przytaczać, bo nie po to prowadzę mój dziennik.
Odkryła to miejsce jakiś rok temu, i zdążyła się do niego przyzwyczaić. Stara baza Wtajemniczonych stała przed nią otworem, więc postanowiła tu zamieszkać. Przebywa w tej dżungli już dłuższy czas i zna ją niemalże tak dobrze jak własną kieszeń – a przynajmniej po tej stronie rzeki. Po drugiej stronie mieszka ktoś jeszcze, jakaś kobieta, jednak Florenda powiedziała mi, że nie powie mi kto to, bo te dwie panie ufają sobie nawzajem i postanowiły nikomu nie zdradzać swoich prawdziwych tożsamości – na wypadek, gdyby ktoś ich szukał. Nie naciskałem więc już pod tym tematem.
Florenda powiedziała mi, że w dżungli faktycznie są Wtajemniczeni – nigdy jednak nie zaglądali do tej bazy – najwidoczniej o niej zapomnieli. Czasami jednak wysyłają patrole, na które trzeba uważać. Jakby las nie był i bez nich niebezpieczny.
Ponoć mają niewielką osadę na skraju lasu, po obu stronach rzeki. Florenda powiedziała mi, że nie ma pojęcia dlaczego tam stacjonują. Nie miała też odwagi, by podejść do nich bliżej, w obawie, że ktoś mógłby ją rozpoznać i odesłać do domu. Aż mnie korci, żeby rozwiązać tą zagadkę, ale Flo mówi, że to zbyt niebezpieczne. Prosiłem ją, żeby pokazała mi chociaż gdzie znajdę tą osadę, ale odmówiła mi i zakazała wychodzenia za mur. Okazało się, że nagle stałem się zależny od mojej starej, dobrej znajomej.
Chociaż w jej „domu" nie jest aż tak źle. Dostałem swój własny pokój, równie przytulny co salon. Mamy tu olbrzymie zapasy jedzenia, oraz źródełko wypływające na rogu jej podwórza. Od źródełka uchodzi maleńki strumyk, wpadający do stawu przed budynkiem oznaczonym numerem 2. W stawie żyją ryby, które można albo podziwiać, albo łowić – do wyboru do koloru. Nie wspominając o rozłożystych jabłoniach, porastających teren.
Florenda niewiele się zmieniła. Nadal jest uparta jak osioł i ma silny charakter – który zawodzi ją tylko wtedy, gdy wchodził do pokoju z malowidłami. Odwiedza go codziennie. Pomijając to, muszę wspomnieć, że ta kobieta ma naprawdę olbrzymi talent – ja nie potrafiłbym namalować tak realistycznych i wielkich portretów, w dodatku na ścianie.
Słowem nie wspomniałem Florendzie o tym, że nie przybyłem tu sam. Myśli, że towarzyszył mi jedynie Jack Wolfgang – o nim mogłem spokojnie wspomnieć, bo go nie zna. Nie chciałem jej mówić o Alexie, ani tym bardziej o Secie, bo być może chciałaby wyruszyć, żeby się z nim spotkać, a tym samym mogłaby odnaleźć Laurę – a to mogłaby już być katastrofa. Prawdopodobnie użyłaby mnie jak narzędzia, żeby odnaleźć córkę, którą uwięziłaby ją tu, tak jak mnie teraz, i biedna Laura już nigdy nie mogłaby wrócić do domu.
Prowadzę więc grę. Mój główny cel: wymknąć się Florendzie i uciec stąd, ale tak, żeby się nie zorientowała. Muszę od nowa zbudować między nami zaufanie. Może nawet pozwoli mi odejść dobrowolnie. A kiedy już mi się uda, muszę znaleźć pozostałych i wynosić się stąd. Nie mam pojęcia jak tego dokonam.
Muszę nosić dziennik cały czas przy sobie, żeby niczego nie przeczytała, bo wtedy... wtedy gra skończona.
- przeczytała Florenda, parskając śmiechem.
   Zakryła sobie usta dłonią i spojrzała na śpiącego Cody'ego. Wieczorem dolała mu środka nasennego do wina, więc spał jak zabity.
-Kartkowałam twój notesik już wcześniej i widziałam imię mojej córki, Cody, nie jestem głupia. – wyszeptała, zaciskając zęby, wkładając dziennik z powrotem do kieszeni McCooka. – A więc chcesz się pobawić tak? Dobrze, Cody. Wchodzę do gry.

-Jeżeli się zgubiliśmy, to cię zabiję. – warknął Jack, powłócząc nogami na Laurą. Wieczorem zawsze robił się marudny.
-Oj, zamknij się. – fuknęła Laura, idąc zgodnie z kierunkiem wskazywanym przez kompas.
-Jak długo jeszcze będziemy iść na wschód? – marudził dalej Wolfgang.
-Chyba na razie się tu zatrzymamy. Trzeba się przespać.
-I dobrze. Padam z nóg.
-Śpimy na ziemi?
-Nie, to zbyt ryzykowne. Właź na drzewo. Pośpimy sobie na gałęzi.
-A jak spadniemy?
-To trudno. – wilkołak wzruszył po swojemu ramionami.

CDN
SORRY! Only in Polish!!!

...jak widać relacje Cody-Flo są jeszcze bardziej zagmatwane niż mogłoby się na początku wydawać...
Add a Comment:
 
:iconolga950:
Olga950 Featured By Owner Feb 21, 2012  Hobbyist Traditional Artist
Łał! Niezła ta Florenda. Na początku myślałam, że to wariatka, a teraz widzę, że jest tak sprytna jak np. jej córka :D
Świetny rozdział. :D
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Aug 30, 2011  Hobbyist Writer
Kurczak Maciej, nawet nie wiesz jak bardzo ci dziękuję :icontearplz:. Inspiracja, jaką mnie zalało po przeczytaniu tego fragmentu. . . Wreszcie! Poszukiwałem tego od tak dawna. . . Wreszcie zrozumiałem najważniejszą postać w moim universum.

Dziękuję ci :happycry:.
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 31, 2011  Hobbyist Digital Artist
Naprawdę? :happycry:
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Aug 31, 2011  Hobbyist Writer
Nie :P.

Ale tak, naprawdę :XD:. Jak na ironię, najważniejsza postać w całym moim universum nie pojawia się ani razu w Sadzę o Wolnych Jeźdźcach :rofl:. Ale zostaje kilkukrotnie wspomniana. A teraz ją wreszcie zrozumiałem :dummy:! Dzięki tobie :heart:.
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Digital Artist
YAY! :tighthug:
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Writer
[link] panele 3-4 :giggle:
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Digital Artist
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Writer
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 3, 2011  Hobbyist Digital Artist
<kręci się, kręci i kręci, aż traci równowagę i wpada na Mikołaja>
Reply
(1 Reply)
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 8, 2011
Oj! Ich relacje są skomplikowane i to jak. Tak poza tym Heather jest doprawdy bardzo ciekawą postacią. Już ją lubię :)
Standardowo czekam na ciąg dalszy :XD:
Reply
Add a Comment: