deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 25.0 KB
more ▶

More from ~WhiteBAG

Featured in Groups:

Details

August 24, 2011
25.0 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 18
Favourites: 5 [who?]

Views: 213 (0 today)
Downloads: 5 (0 today)
[x]
Rozdział 15 – Skrzynka kontaktowa

Liczę dni, żeby nie zgubić rachuby. Chyba jestem tutaj razem z Florendą już jakiś tydzień, chociaż nie mogę mieć stuprocentowej pewności, mimo wszystko.
Czemu?
Bo nie mam dnia wolnego. Te wypady do dżungli są jeszcze bardziej wyczerpujące od mojej starej pracy Wtajemniczonego.
Chociaż czuję, że gdyby ktoś mnie teraz zmusił do papierkowej roboty, to wrzuciłbym go w łajno ghuli.
Nie mam czasu, by prowadzić dziennik. Po powrocie do bazy niemalże od razu zasypiam, jednak dzisiaj postanowiłem wpisać cokolwiek, żeby mieć jakiekolwiek pojęcie o tym, co przez ten czas robiłem.
Skończyłem stary dziennik, teraz mam nowy. Znalazłem puste zeszyty w starych rzeczach, których nie zabrali Wtajemniczeni, kiedy się stąd wynosili.
Nadal mnie zastanawia, co Wtajemniczeni robią na skraju lasu. Mam nadzieję, że kiedyś się tego dowiem.


-Idziesz czy nie? – spytała Flo, pędząc przed siebie na zachód.
-Jestem tuż za tobą. – odpowiedział jej Cody.
-Musimy być cicho.
-Tak jest.
   Przebiegli jeszcze kilka kroków. Byli bardzo blisko Zachodniej Ściany. Bliżej niż kiedykolwiek. Cody zaciskał palce na pistolecie podarowanym przez Florendę.
-Słyszysz? – spytała kobieta, stając. Cody uniósł nieco uszy, po czym skinął głową.
-Słyszę.
   Ruszyli powoli przed siebie. Dźwięki nasiliły się. Z daleka było słychać nosowe i niskie głosy, niezbyt przyjemne dla ucha, nie mówić już o tym okropnym smrodzie, jaki się tu roztaczał.
   Po chwili dostrzegli skraj lasu. Podeszli jeszcze bliżej, na palcach, a kiedy mogli już obserwować pustą przestrzeń między drzewami a Ścianą, Flo nakazała Cody'emu wejść na drzewo.
   Zrobił to, a po chwili obok niego usiadła Florenda. Uśmiechała się, zafascynowana. Była również przepełniona satysfakcją, że jej przeczucie, oraz tygodniowe tropienie wreszcie przyniosło jakiś skutek.
   Na polanie między Ścianą a lasem trwała bitwa.
-Trolle weszły na terytorium ogrów. – wyszeptała Florenda Cody'emu do ucha. – Jest na co popatrzeć.
   I w istocie tak było.
   Cody patrzył razem ze swoją ex-dziewczyną, jak wśród okropnych zapachów i dźwięków, trolle biegną w stronę ogrów, wymachując przy tym masywnymi maczugami.
-Właśnie takie mam tu rozrywki. – dodała Flo z uśmiechem, widząc jak Cody patrzy na ogry, usiłujące odeprzeć atak.
-Super. – wyszeptał, z podziwem kiwając głową.
-Szkoda, że nie mamy tu popcornu, co? – zażartowała Flo, zdejmując kaptur i rozsiadając się wygodniej na gałęzi.
   Cody spojrzał na nią. Przez chwilę poczuł się tak, jakby znów był nastolatkiem, a obok niego siedziała ta sama Florenda Houn jaką znał z dzieciństwa.
-Szkoda, że nie ma tu twojego brata, Toma. – odparł Cody, również rozsiadając się wygodniej. – O Garym i Secie nie wspomnę.
-Taaak... Miło byłoby znów zebrać naszą paczkę, co? – Flo przymknęła oczy, rozkoszując się okrzykami wojennymi, dochodzących z pola bitwy.
   Cody wiedział, że to widowisko warte jest epickiego, tolkienowskiego opisania, ale wiedział też, że nie będzie miał do tego głowy, gdy wróci, i zapisze w swoim dzienniku jedynie krótką wzmiankę o tym, co tu zobaczył.
   Zerknął w stronę Florendy. Była równie piękna co kiedyś. Jej uszy kręciły się i splatały razem z włosami, dając całkiem niezły efekt. Nie licząc tego, że jej włosy były koloru blond (co nie zdarza się często wśród wilkołaków), to Flo miała jeszcze jedną ciekawą cechę – miała ciemne brwi, rażąco kontrastujące z jej lokami. Laura odziedziczyła po matce kolor ciemnoniebieskich oczu, oraz kształt twarzy. I chyba też trochę charakter.
   Ale nagle przed oczami Cody'ego pojawił się widok Alexy. Jej zielonych oczu i ciemnych włosów, związanych w koński ogon. Jej uszu, które przypominały troszeczkę uszy Noxara. Alexa była zupełnym przeciwieństwem Florendy, ale Cody zrozumiał, że nawet jeżeli łączyło go jakiekolwiek uczucie z Flo, to było to dawno, dawno temu. Cody westchnął ciężko.
   Uczucie tęsknoty zżerało go od środka, a nie mógł się nawet nikomu zwierzyć.

Minął kolejny tydzień, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Florenda nadal nie ufa mi całkowicie, chociaż ja nauczyłem się jej ufać, oraz wykonywać jej polecenia bez szemrania. Na jej patrolach nauczyłem się mówić lakonicznie, tak jak ona. Przeszedłem pod jej okiem niezły trening dyscypliny.
Flo to zupełnie nowa osoba. Bardzo się zmieniła. Mam jednak nadzieję, że pod jej twardą skorupą wciąż kryje się moja droga przyjaciółka z dzieciństwa.
Podczas jednej z naszych wypraw, a było to, o dziwo, w środku nocy, Flo pokazała mi Elfy. Szły spokojnie i dostojnie przez las, w pewnym oddaleniu od naszej kryjówki, chociaż były dobrze widoczne z powodu poświaty, jaka od nich emanowała.
W Mieście Elfy są takie same. Wywyższają się, z nikim nie rozmawiają, są piękne i smukłe. Jednak cieszę się, że w Trójkącie żyją Elfy. Bez nich świat byłby o wiele brzydszy.
Flo zabroniła mi ich śledzić. Powiedziała, że mogłyby mnie zabić. Nikt nie wie, gdzie Elfy mają swoje siedziby. I może lepiej, żeby tak zostało. Lubię tę tajemniczość Elfów. Jest niczym Zakazany Owoc, którego lepiej nie zrywać, bo wtedy cały czar mógłby prysnąć.
Ich widok napełnił mnie również głębokim smutkiem. Jaka to szkoda, że moi towarzysze nie mogli widzieć tego, co ja...


Cody przecinał niedbałymi ruchami liście, które przeszkadzały mu na drodze; używał do tego maczety, którą znalazł w bazie oznaczonej cyfrą 2 – w tymże budynku znajdowała się dawna zbrojownia Wtajemniczonych.
-Wiem, że nie lubisz, gdy o to pytam, ale dokąd idziemy? – spytał wilkołak, obserwując papugę arę, która usiadła na pobliskim drzewie.
   Zgodnie z przypuszczeniem, Florenda odpowiedziała zupełnie nie na temat.
-Trzymaj się blisko mnie.
-No trzymam się, trzymam...
   Cody przewrócił oczami, gdy nagle dostrzegł małe, różowe stworzonko o wielkich niebieskich oczach, które podleciało do jego twarzy.
-Hej, przecież to morf! – Cody wyszczerzył zęby. – Jeszcze nigdy żadnego nie widziałem...
-Bądź ciszej. – warknęła Flo, wychodząc razem z Codym na niewielką polankę, na którą, jakiś tydzień temu, wbiegła Heather.
   Florenda podeszła do skały, wsuwając rękę w zagłębienie nad półką. Cody nie zwracał na nią uwagi, zafascynowany morfem. Usiadł na pobliskim kamieniu, wyjął z kieszeni dziennik i ołówek i zaczął go szkicować, co nie było łatwe, bo stworzonko bezustannie się poruszało. Wyglądało trochę jak bezkształtny, różowy glut, unoszący się w powietrzu.
-Czy wiesz, co to jest morfix? – spytał Cody, szkicując drugiego morfa, który pojawił się przy pierwszym; oboje zaczęli latać dookoła siebie niczym motylki.
-Nie bardzo. – odparła Flo, znajdując w końcu woreczek, który zostawiła dla niej Heather.
-Jest to substancja, nad którą główkują Wtajemniczeni w swoich laboratoriach. Jest to niezwykle ciekawe zjawisko, bo morfix potrafi przybierać każdy kształt, naśladować każdy dźwięk, a niektóre zmieniają nawet kolor, jeśli zajdzie taka potrzeba.
-Fascynujące. – mruknęła Florenda, rozwiązując woreczek.
-Morfy to duszki składające się niemalże jedynie z morfixu. To niezwykłe istoty... Och, spójrz!
   Flo mimowolnie odwróciła głowę, patrząc razem z Codym, jak jeden z morfów zmienił swoją formę; teraz do złudzenia przypominał miniaturowego Cody'ego, ale to nie wszystko, bo ów mały Cody mówił piskliwym głosikiem, jakby przedrzeźniał tego prawdziwego: „Morfy to duszki składające się niemalże jedynie z morfixu."
   Houn przewróciła oczami, po czym powróciła do owoców, które znalazła w woreczku. Na każdym znajdowały się słowa. Flo spróbowała je ułożyć we właściwej kolejności.
-Istnieje nawet nieco niedorzeczna teoria, że On to po prostu wielki, potężny morf, który ewoluował do tego stopnia, że...
-Cody, czy możesz się przymknąć? – warknęła kobieta.
-Dlaczego? – wilkołak opuścił smętnie ręce.
-Bo muszę się skupić. – odparła Flo, czytając wiadomość od Heather. Na twarzy Houn pojawiła się zmarszczka.
-Co to jest? – spytał Cody, wstając.
   Miał właśnie zamiar podejść bliżej, gdy Florenda rzuciła owoce na ziemię i rozdeptała je, niszcząc w ten sposób wiadomość. Cody stanął, unosząc brwi w niemym zaskoczeniu.
-Wracamy do bazy. – zażądała. – Natychmiast.
-Dlaczego?
-Muszę coś przemyśleć. Ruszaj się.
   Cody westchnął, po czym, ociągając się, ruszył smętnie za Florendą, oglądając się za siebie, żeby jeszcze przez moment popatrzeć na dwa morfy. Ten drugi zmienił się właśnie w małą Florendę, i mówił: „Ruszaj się. Ruszaj się. Ruszaj się."
   McCook dogonił Houn, prostując się.
-Po raz pierwszy poszliśmy na wschód i już musimy wracać? – spytał, robiąc żałosną minę.
-Niedaleko stąd mieszkają sfinksy. – Flo uniosła jedną brew. – Jesteś pewien, że chcesz tu zostać na dłużej?
-Sfinksy. – powtórzył Cody, robiąc wielkie oczy. – Eee... Flo? Czy mogłabyś mi powiedzieć o WSZYSTKICH niebezpieczeństwach, które tu czekają, czy będziesz mi robić co chwila jakieś niespodzianki?
-Skoro koniecznie chcesz wiedzieć, to mieszkają tu również pająki-mutanty. Po drugiej stronie rzeki istnieje ich łagodniejsza odmiana hodowlana, ale te na zachodzie są dzikie, niebezpieczne, a przede wszystkim WIĘKSZE, i żadne z nas nie miałoby z nimi szans.
-Okeeej... Coś jeszcze?
-Tak, trzeba również uważać na szyszymory, bo nigdy nie wiesz, czy przypadkiem nie natkniesz się na ich bagno, a jedyny ratunek przed nimi to szybka ucieczka, wierz mi. Radzę ci też omijać centaury. Na ogół nie robią kłopotów, ale lepiej ich nie wkurzać. O Elfach, ghulach, trollach i ograch na pewno już wiesz. Wieczorami nad rzeką można też spotkać kelpie.
-Prawdziwego kelpie? – Cody gwizdną z podziwem.
-Tak... Trzeba też omijać chochliki, bo potrafią być złośliwe... – Flo zastanowiła się. – Nie licząc tego żyją tu też minotaury, jednorożce, pegazy, alikorny, mantykory, gryfy i hipogryfy... No i oczywiście smoki.

-Smoki? – powtórzył Jack, robiąc wielkie oczy. – Tam? Na końcu TEGO korytarza?
-No przecież mówię, nie? – Tezeusz uniósł brwi, w geście irytacji.
   Młody minotaur zabrał wilkołaka ze sobą na obchód terenu. Tezeusz znał chyba układ wszystkich podziemnych korytarzy na pamięć, czego Jack nie potrafił sobie wyobrazić, bo wszystkie wyglądały dokładnie tak samo.
-Ale jesteś pewien? – pytał dalej Jack.
-Słuchaj, jesteśmy dokładnie w tym miejscu... no... – zerknął w stronę sufitu. – A raczej POD tym miejscem, w którym powiedziałem wam, że już wiem, co wystraszyło centaury, pamiętasz ten dzień?
-Tak, wtedy również mówiłeś, że to smoki, ale myślałem, że żartujesz!
   Tezeusz pokręcił głową. Oboje spojrzeli w stronę dalszej części tunelu. Stali przy ciężkich, ognioodpornych drzwiach, które zwykle były zabarykadowane, teraz jednak zostały otworzone przez Tezeusza.
   Minotaur i wilkołak spojrzeli na siebie, po czym jednocześnie wyszczerzyli do siebie zęby.
-Tak jak, idziemy, nie? – Tezeusz ruszył korytarzem przed siebie.
-Jasna sprawa. – odparł Jack, żwawo ruszając za nim. – Nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie popatrzeć na smoki, tym bardziej, że siedzę tu pod ziemią jakiś tydzień, jeżeli nie dłużej. Laura to przynajmniej wychodzi do lasu, razem z Ariadną, doglądać pająków...
-Ale nie będzie miała tego zaszczytu, obejrzenia sobie smoków, czyż nie? – Tezeusz złożył dłonie i rozprostował palce tak, że aż mu strzeliły w stawach.
-No raczej nie. – zgodził się z nim Jack, kiwając głową z uśmiechem.
-Musimy być ostrożni... – mruknął Tezeusz, kiedy wkroczyli w tę część tunelu, w której było zbyt ciemno, żeby coś zobaczyć.
-Mam latarkę. – przypomniał sobie Jack, wyjmując ją i zapalając.
   Szli prostym tunelem, który łagodnie opadał w dół, dopóki Tezeusz nie zatrzymał się.
-Co się stało? – spytał Jack.
-Ci... – Tezeusz nasłuchiwał. – Słyszysz to?
   Wolfgang wytężył słuch i usłyszał. Skinął głową. Z dala dochodziły echem krótkie okrzyki.
-Musimy teraz mówić bardzo cicho. – wyszeptał minotaur. – Musimy też być ostrożni. Nie do końca wolno nam tu być... – odwrócił się na chwilę w kierunku, z którego przyszli. – Smoki są bardzo niebezpieczne. Nie chciałbym narażać wioski na niebezpieczeństwo.
-Jasne. – Jack skinął głową.
-Idziemy dalej, ale powoli...
   Wkrótce Tezeusz nakazał Jackowi, wyłączył latarkę i żeby się czołgał, tak jak on. Przeczołgali się przez kilka metrów, aż ściany po bokach zniknęły – Jack nie widział tego, ale instynktownie poczuł, że znaleźli się w znacznie większym pomieszczeniu. Nagle wyczuł, że Tezeusz się nie rusza, więc on także przestał się czołgać, opadając cicho na ziemię obok minotaura. Jack instynktownie wiedział, że ma się nie odzywać. Wyciągnął ręce przed siebie, a one napotkały na pustkę – byli na skraju jakiejś skalnej półki.
   Krótkie okrzyki rozlegały się nieco dalej, odbijając się echem od ścian jaskini.
   I wtedy Jack to zobaczył.
   Strumienie ognia, rozświetlające wszystko dookoła.
   Wylatywały z kilku długich, jaszczurzych pysków, z różnych miejsc w jaskini. Oświetlały wielkie, łuskowate cielska i rozpostarte skrzydła, które mieniły się niczym diamenty. Jack zauważył, że wiele z tych stworzeń nie dorównuje jednak wielkości szkieletu smoka, po którym przechodzili.
   To pewnie jakiś inny gatunek, pomyślał.
-Super, co? – Jack ujrzał w nikłym świetle, jak Tezeusz wyszczerza do niego zęby.
-Taaak... – skinął głową Jack, oczarowany widokiem smoków.
-No nic... Czas wracać... – dodał minotaur po chwili, wycofując się powoli.
-Co one tu w ogóle robią? – spytał Jack kilka minut później, gdy Tezeusz zamykał za nimi ciężkie drzwi do tunelu.
-Ukrywają się, tak jak my. – odparł Tezeusz, marszcząc czoło. – Wiesz co, chętnie wykopałbym stąd wszystkich Wtajemniczonych. – dodał, otrzepując ręce. – Żeby znów wszyscy mogli być wolni.
-Ta... A żebyś wiedział, że ja też. – mruknął Jack, wracając razem z minotaurem do wioski.

-Siedź tu. – poleciła Florenda.
-Ale przecież... – próbował protestować Cody.
-Powiedziałam! – warknęła Flo i wyszła, zarzucając na siebie kaptur.
   Cody westchnął i opadł ciężko na poduszki, ułożone na sofie w salonie. Wyglądało na to, że Flo wróciła do bazy tylko po to, żeby się go pozbyć, bo sama miała własne plany.
   I w istocie tak było. Flo biegła przed siebie na złamanie karku, zapominając o wszystkich zasadach bezpieczeństwa. Po paru godzinach dotarła nad rzekę. Na brzegu czekała na nią Heather. Była sama. Kiedy zobaczyła Florendę, odetchnęła z ulgą.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zgodziłaś się ze mną spotkać... – powiedziała. – To poważna sprawa.
-No, to co chodzi? – spytała Flo łagodnie, podchodząc do niej bliżej. Dla bezpieczeństwa nie zdejmowała jednak kaptura.
   Heather zaczęła sobie wykręcać palce, przygryzając wargę.

Seth segregował właśnie fiolki z przyprawami, które należały do Heather, kiedy ta wróciła do domu, cała spięta.
-Hej, fajnie, że już jesteś. – Seth uśmiechnął się do niej. – To gdzie byłaś?
   Kobieta nie odpowiedziała, tylko spojrzała na niego żałośnie, po czym wydała z siebie ciche, pełne bólu westchnięcie. Seth zauważył, że coś jest nie tak i zmierzył ją uważnie wzrokiem. Zostawił fiolki z przyprawami i podszedł do niej.
-Przytul mnie. – wyszeptała Heather, spuszczając wzrok.
   Seth wziął ją w swoje ramiona. Był od niej o głowę wyższy, więc położył swój podbródek na czubku jej głowy, zanurzając rękę w jej długich, brązowych, splątanych włosach.
-Co się stało? – spytał ciepło, kiwając się razem z nią z boku na bok.
-Spotkałam się z moją znajomą. – wyszeptała Heather.
-Tą, o której mówiłaś, że nie możesz mi zdradzić jej imienia?
-Tak, tej. – chlipnęła Heather. Seth usłyszał, że szlocha, więc przytulił ją do siebie mocniej. – Spytałam się ją, czy może ci pomóc znaleźć przyjaciół.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że masz taki plan? – spytał Seth, wypuszczając ją z objęć i patrząc na nią.
-Bo się bałam... – Heather odwróciła się, pocierając ramiona.
-Czego? – Seth pokręcił głową nie mogąc zrozumieć.
-Że odejdziesz. – Heather spojrzała na niego wielkimi, brązowymi oczyma. – Że mnie zostawisz, i już nigdy nie wrócisz. I że znów zostanę sama...
   Seth objął Heather i poprowadził w stronę łóżka, gdzie oboje usiedli.
-Heather. Muszę szukać moich przyjaciół, ale jeżeli chcesz, możesz iść razem ze mną. Co ci powiedziała ta twoja znajoma?
   Ku jego zdumieniu, Heather rozpłakała się jeszcze bardziej i ukryła twarz w dłoniach.
-Kiedy jej powiedziałam, że nazywasz się Seth Brown, wpadła w szał. Chciała od razu iść razem ze mną, żeby cię zobaczyć, bo mówiła, że cię dobrze zna. Nie wiedziałam co robić, więc powiedziałam jej, że szukasz Cody'ego, Jacka i Laury a ona wpadła w jeszcze większy szał, zaczęła na mnie krzyczeć, że Cody McCook jest u niej. – Heather czknęła głośno. – Musiałam uciekać, bo bałam się, że zacznie mnie śledzić i uda się jej do ciebie dotrzeć i zabrać cię daleko stąd...
-Jak się... nazywa... ta twoja... znajoma? – spytał Seth powoli, marszcząc czoło.
-Nazywa się Florenda Houn. – wyjęczała Heather, a Seth wytrzeszczył oczy ze zgrozą. – Seth! Tak strasznie cię przepraszam! – dodała, padając na łóżko i chowając twarz w pościeli. – Nie powiedziałam ci wcześniej jak się nazywa, bo nie miałam pojęcia, że ją znasz...
   Heather nabawiła się głośnej czkawki, a Seth wstał sztywno i skierował się ku wyjściu. Stanął za drzwiami, analizując to, co przed chwilą usłyszał. Kiedy już przetrawił wszystkie informacje, wrócił do środka. Heather już trochę się uspokoiła, siedziała na łóżku, wycierając łzy. Seth podszedł do niej, uklęknął przed nią i ujął jej dłonie.
-Heather... Spójrz na mnie. Powiedz mi... Czy wiesz, gdzie mieszka Florenda? Heather, to dla mnie bardzo ważne.
   Kobieta zacisnęła powieki i usta, po czym pokiwała głową.
-Czy zaprowadzisz mnie do niej?
   Heather znów pokiwała głową, a spod jej powiek popłynęły nowe łzy. Seth wstał, zmuszając kobietę, żeby zrobiła to samo, po czym przytulił ją mocno.
-Nigdy cię nie zostawię. – wyszeptał. – Obiecuję.

CDN
:iconwhitebag:
SORRY! Only in Polish!!!

Najwyższy czas na kolejny rozdział :P
Add a Comment:
 
:iconmikimonster:
~MikiMonster Aug 28, 2011  Hobbyist Traditional Artist
Czytam teraz cały czas z mapą :XD:
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG Aug 28, 2011  Hobbyist Digital Artist
Miałam nadzieję, że ktoś to powie TuT
Reply
:iconmikimonster:
~MikiMonster Aug 28, 2011  Hobbyist Traditional Artist
:XD: Na serio. Czytam, i co chwila spoglądam na mapkę :XD:
Reply
:iconluxerna:
Kocham Twoje opowiadania :love:
Masz naprawdę niesamowitą wyobraźnię! No, i są tam smoki :XD:
Reply
:iconelianess:
~ElianeSS Aug 24, 2011  Hobbyist Artist
Zrobiłaś to specjalnie.
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG Aug 24, 2011  Hobbyist Digital Artist
Ale co? :o
Reply
:iconelianess:
~ElianeSS Aug 24, 2011  Hobbyist Artist
Setha i Heather. Już wiesz, co.
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG Aug 24, 2011  Hobbyist Digital Artist
Nie, nie wiem :o
Reply
:iconelianess:
~ElianeSS Aug 24, 2011  Hobbyist Artist
Dobra, nieważne. Będzie postać o takim samym imieniu i nazwisku jak moja, ale nie to mam Ci za złe. Są gorsze rzeczy na świecie.
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG Aug 24, 2011  Hobbyist Digital Artist
Czyżbym znowu pomyślała tak jak ty? :o
Reply
Add a Comment: