deviant art

Deviant Login Shop
 Join deviantART for FREE Take the Tour
×

More from ~WhiteBAG


×
Rozdział 20 – Znowu razem

-Ten, no, fajnie, że jesteście. – Cody mimo woli uśmiechnął się do Jacka i Laury.
-Daj spokój. – Jack trącił Cody'ego ramieniem.
-Zamknąć się! – krzyknął Dexter, chodząc wzdłuż szeregu utworzonego z Tezeusza, Ariadny, Laury, Jacka, Cody'ego, Setha i Heather. Przy Robinsonie szła Florenda, patrząc na więźniów z góry, tak jak Wtajemniczony.
-Mam nadzieję, że jesteś zadowolona. – warknął Cody w stronę Flo, która bez cienia skruchy wytrzymała jego spojrzenie.
   Wszyscy stali skuci przed kopalną oddaloną od baz Wtajemniczonych o jakiś kilometr. Było to przy obrzeżach Głazowiska. Wszędzie kręcili się Wtajemniczeni i wydawało się, że ich więźniowie nie mają żadnych szans.
-Niedługo przekopiemy się do jaskiń, których tak długo szukaliśmy dla Eris. – mówił inkub, wyraźnie z siebie zadowolony. – A wy pójdziecie z nami, żeby patrzeć, aż osiągamy to, co nam było pisane.
-Gadka szmatka. – prychnął Tezeusz. Dexter zatrzymał się przy nim na dłużej, po czym wymierzył mu siarczysty policzek. Siła inkuba sprawiła, że Tezeusz padł na ziemię. Ariadna wykrzyknęła jego imię, padając przy ukochanym i sprawdzając, czy nie stało mu się nic poważnego.
-Minotaury możecie zabrać z powrotem do celi. – rozkazał Robinson kilku Wtajemniczonym, którzy natychmiast postawili Tezeusza i Ariadnę na nogi i poprowadzili z powrotem do bazy. – Nie będą nam potrzebni, a mogliby jedynie przeszkadzać.
-Nie rozumiem po co to robisz. – zaryzykował Cody.
-Jesteś Wtajemniczonym, panie McCook. – Dexter podszedł do wilkołaka, uśmiechając się nieznacznie. – Co może być lepszego na służbie niż awans, niż zadowolenie pracodawcy?
-Eris nie przewidziała wszystkiego. – Cody zaczął się lekko szarpać. – Potrafi wpływać na nasze umysły, ale my wciąż mamy silną wolę. A ERIS NIC MNIE NIE OBCHODZI. – dodał głośno. – BO PODEJMUJĘ WŁASNE, ŚWIADOME DECYZJE!
-Jak śmiesz... – zaczął Dexter, ale urwał, bo kilku robotników wybiegło z kopalni, uśmiechając się szeroko.
-Udało się, szefie! – zawołał któryś.
-Nareszcie. – inkub wyprostował się, a na jego twarz powrócił uśmiech. – Dzięki nowym informacjom... – rzucił okiem na Laurę i Jacka. - ...wiemy gdzie jest wioska minotaurów, nie mówiąc o tym, że niedługo dopełni się to, nad czym pracowaliśmy od lat. – westchnął błogo. – Sawyer!
-Tak jest! – lisołak natychmiast pojawił się przy nim, salutując krótko.
-Dołącz do reszty. Wiecie co robić, znacie rozkazy.
-Tak jest, sir! – po tych słowach Sawyer puścił oko do Florendy i biegiem zawrócił do bazy.
   Tymczasem Dexter ruszył do kopalni. Flo szła tuż za nim, a pozostali Wtajemniczeni, ślepo idąc za swym przywódcą, prowadzili więźniów.
-Czeka nas długa droga. – oznajmił inkub, gdy tunel, którym szli zaczął się zwężać i zakręcać ostrym łukiem na prawo. Przy tym cały czas schodzili w dół, drogą oświetloną pochodniami.
   Seth zauważył kątem oka jak ich wrogowie taszczą ze sobą materiały wybuchowe, broń oraz inne maszyny, które widział pierwszy raz w życiu. Oni sami zostali całkowicie rozbrojeni. Czuli się tak, jakby wpadli w ręce ludzi.
-Nad nami jest rzeka... – wyszeptała Heather po chwili, węsząc i patrząc w sufit. – Rzeka...
   Laura rozmyślała nad tym, co wydarzyło się jakąś godzinę temu, kiedy przesłuchiwali ją i Jacka. Rzucili nim wtedy o podłogę, tuż przed jej stopami, przykładając lufę do jego skroni i wrzeszcząc na nią, żeby zdradziła im kryjówkę minotaurów. Zdradziła. Nie mogła postąpić inaczej. Najgorsze jednak było spotkanie z matką, kiedy wysiadła ze śmigłowca.
   Pociągnęła nosem na samo wspomnienie, wdychając zapach chłodnej, wilgotnej ziemi.
   Florenda ze łzami w oczach przytuliła ją z całych sił. Płakały obie, w końcu matka stęskniła się za córką, a córka myślała, że matkę straciła dawno temu. Jednak chwila ulgi i szczęścia trwała krótko, bo oto okazało się, że nie wszystko jest takie, jakie powinno być. Za Laurą wysiadł Jack, który od razu oberwał od Florendy po nosie. Kobieta wrzeszczała na niego przy wszystkich Wtajemniczonych, oskarżając go o uprowadzenie Laury. A kiedy Laura próbowała przekonać wszystkich, że jest inaczej, Florenda uderzyła ją, za sprzeciwianie się matce. Później przesłuchiwano Laurę i Jacka, którego bardzo dotkliwie pobito. A Florenda wciąż uśmiechała się przyjaźnie i powtarzała, że to dla ich własnego dobra.
   Laura potknęła się o nierówność w ziemi, powracając do rzeczywistości. Przebiegła kilka kroków, zatrzymując się przy Jacku. Wolfgang ruszał się nieco ociężale, bo wciąż czuł się tak, jakby smagały go bicze.
-Jack... – pisnęła dziewczyna, patrząc na niego przez łzy. – Tak strasznie cię przepraszam...
   Wilkołak spojrzał na nią powoli, ale nic nie powiedział. Nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć. Laura chlipała sobie dalej, wzdrygając się na samo wspomnienie tego, co stało się po przesłuchaniu. Flo przytuliła ją tak, jak to robiła zawsze i głaskała ją uspokajająco po głowie, ale w tamtym momencie Laura chciała po prostu uciec jak najdalej. Nie mogła nawet powiedzieć Florendzie, że nie chce od niej żadnych czułości, bo ta niechybnie by ją uderzyła.
-Mam nadzieję, że jesteś zadowolona. – syczał Cody w stronę Florendy, która zaciskała jedynie pięści, żeby nie wybuchnąć. – Zdradziłaś swoich przyjaciół i swoją rodzinę, żeby osiągnąć to, czego chcesz. Ale czego ty chcesz? Co takiego osiągnęłaś? Jeżeli za osiągnięcie można uznać układy z Wtajemniczonym inkubem, to gratuluję serdecznie.
   W tym momencie Florenda odwróciła się w stronę Cody'ego, złapała go za kołnierz i odciągnęła na bok, pozwalając przejść reszcie więźniów. Kilku Wtajemniczonych zatrzymało się, obserwując Houn i McCooka, i nadzorując sytuację. Kobieta, cały czas trzymając wilkołaka za kołnierz, uniosła go i przygwoździła do ściany tunelu.
-Po tym wszystkim nareszcie ułożę sobie życie. – warknęła w jego stronę, a jej lewe oko zadrgało niebezpiecznie. – Dexter powiedział, że podzieli się ze mną zyskiem. Pozwoli mi opuścić Trójkąt. Ja i Laura wyjdziemy na Powierzchnię i będziemy żyć razem przez całe wieki, tylko ja i moje córeczki...
-Jesteś obłąkana... – Cody próbował się jej wyszarpać. – Twoje dwie córki nie żyją, a Laura nie chce mieć z tobą nic wspólnego, odkąd dowiedziała się, kim się stałaś...
   Cody chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zaczął się dusić.
-Proszę pani? – spytał niepewnie jeden z Wtajemniczonych, a Flo puściła Cody'ego, który osunął się po ścianie, łapiąc oddech.
-Ścierwa. – warknęła kobieta, ruszając dalej tunelem, pragnąc dogonić Dextera. Wtajemniczeni podnieśli Cody'ego, zmuszając go, by dołączył do reszty więźniów.
   W końcu trafili do większej, okrągłej sali, oświetlonej tak mocno, że wydawało się, że promieniuje czerwienią. Efekt ten powiększał fakt, że po środku unosił się wielki, bordowy balon, wypełniając sobą prawie całą przestrzeń. Unosił się po środku jaskini, a pod nim ziała wielka, czarna dziura.
   Do balonu nie było przytwierdzonego koszyka, tylko płaska, solidna platforma. Na tymże podeście ogrodzonym siatką było dość miejsca, by zmieścili się Dexter, Flo, więźniowie i kilkunastu Wtajemniczonych. Weszli po kładce na pokład.
-Na sam dół. – mruknął po chwili inkub, po czym balon zaczął łagodnie opadać, w głąb przepaści pod nimi. W jaskini było ciemno, jedynie lampy zawieszone na podeście oświetlały to, co było najbliżej. Dexter opierał się o ogrodzenie i obserwował w milczeniu swoich więźniów. Nie był pewien dlaczego zabrał ich ze sobą. Wiedział jednak, że nie pozwoli im powrócić z tego miejsca. Uśmiechał się nieco, pewny siebie i pewny swych racji.
   Jack milczał, co w jego przypadku było wyjątkowo dziwne. Rozmyślał nad tym wszystkim co spotkało go, odkąd dotarł do Kąta Północnego, aż do teraz. Wszystko to wydawało mu się takie nierealne, że aż nie potrafił w to do końca uwierzyć. Seth rozglądał się czujnie, przytulając do siebie Heather, która bała się, że w każdej chwili go straci. Cody wpatrywał się uparcie w Florendę, a Florenda w Laurę, która wolała nie patrzeć na nikogo – zamknęła oczy, spod których płynęły łzy. Odkryła, że nie chciałaby mieszkać razem z matką do końca swojego życia – szczególnie, jeżeli ta matka nie była do końca zdrowa psychicznie. Laura odkryła również, że oddałaby wszystko, WSZYSTKO, żeby tylko odzyskać te dni, w których wychodziła na podwórko tylko po to, żeby poprzekomarzać się ze swoim sąsiadem...
   Po jakiejś godzinie podest zbliżył się w końcu do dna. Dexter wyskoczył stamtąd zanim platforma uderzyła twardo o ziemię – kilka osób straciło równowagę i powpadało na tych, co stali obok.
-Ruszać się, przed nami jeszcze trochę drogi! – zawołał Dexter, kiedy pozostali pasażerowie wysiedli i stanęli na twardym gruncie.
   Gromada Wtajemniczonych, pięciu więźniów, Florenda i Dexter na czele ruszyli więc dalej. Po chwili Cody, rozglądając się, odkrył, że wkroczyli na most linkowy. Były Wtajemniczony zatrzymał się, gdy dojrzał przepaść pod swoimi stopami.
-Ruszać się! – warknął ktoś z tyłu. Cody poczuł tępy dźwięk, gdy ktoś uderzył do w tył głowy. Zacisnął zęby i, powstrzymując łzy, szedł dalej przed siebie, starając się zapomnieć o lęku wysokości. Udało mu się to dopiero wtedy, gdy stanęli na drugim brzegu przepaści.
   Szli dalej korytarzem, w którym było niezwykle parno i gorąco. Heather węszyła zawzięcie, aż w końcu rozpoznała specyficzny zapach...
-Seth? – wyszeptała drżącym głosem, ciągnąc go za rękaw, Pochylił się ku niej. – Wydaje mi się, że za ścianami tunelu są... smoki...
-Możesz mieć rację...
-Zamknąć się! – warknął Dexter. – Zaraz dotrzemy na miejsce.
   Minęło jednak jeszcze kilka minut, zanim ich oprawca kazał Wtajemniczonym zatrzymać się. Powiedział im, że dalej poprowadzi więźniów sam, a po tych słowach Laura poczuła się tak, jakby szła na ścięcie.
   Tunel szedł dalej prosto i zwężał się, a jego sufit niknął gdzieś w mroku. Było tu tak ciemno, że inkub musiał zapalić pochodnię, stanowiącą obecnie jedyne źródło światła. Podróżnicy potykali się bezustannie o nierówności w ziemi. Po jakiejś godzinie dotarli w końcu do końca tunelu. W zaokrąglonej, nierównej ścianie widniało małe przejście, z którego wydobywało się nikłe światełko.
-Do środka. – rozkazał Dexter.
   Seth minął Wtajemniczonego i pomyślał o tym, żeby go obezwładnić, ale wiedział, że to zbyt ryzykowne – po takiej akcji Wtajemniczeni czekający na nich przy wyjściu nie przywitaliby ich z otwartymi ramionami. Nie wiadomo było też jak Florenda mogłaby na to zareagować. Przeszedł więc przez dziurę w ścianie, idąc za Codym. Był nieco bardziej szerszy w barach od innych, ale udało mu się przecisnąć na drugą stronę dosyć sprawnie. Jego oczom ukazał się niezwykły widok.
   Cody wytrzeszczał oczy, a Laura i Jack wstrzymali oddechy. Heather rozchyliła lekko usta.
-Dex... – wyszeptała Florenda, w stronę dziury w ścianie.
-No co jest? – wysapał inkub, przeciskając się na drugą stronę.
-Powinieneś to zobaczyć...

CDN

173

4 1 3
Download HTML download, 15.3 KB
SORRY! Only in Polish!!!

Sory, że tak długo czekaliście na rozdział o niczym :I

W najbliższym czasie postaram się narysować wam Ariadnę, Heather i Dextera. I Sawyera :3

I wiem, że to straszne, ale mam już pomysły na kolejne opowiadanie :noes:

Details

Stats

Submitted on
September 30, 2011
File Size
15.3 KB
Views
173
Favourites
4 (who?)
Comments
1
Downloads
3
URL
Thumb
Only verified accounts can report policy violations. Please check your email and click on the verification link.
* Required field
love 1 1 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:icontuptaju:
Mood: Love ~Tuptaju Oct 1, 2011  Hobbyist Traditional Artist
Nowy rozdział! Smoki! :w00t:
Reply
Add a Comment: