Shop More Submit  Join Login
×

:iconwhitebag: More from WhiteBAG


More from deviantART



Details

Submitted on
August 2, 2011
File Size
25.2 KB
Link
Thumb

Stats

Views
301
Favourites
7 (who?)
Comments
16
×
Rozdział 7 – „Zęby"

Jack i Laura bardzo szybko doszli do siebie i znów zaczęli uprzykrzać sobie nawzajem życie. Tym razem jednak Jack stał za sterem, strasznie z siebie dumny, a Laura stała obok niego, co chwila mówiąc mu, że wszystko robi źle. Przed nimi rozciągała się ciemna linia, zbliżająca się z każdą chwilą. Nad ranem podróżnicy doszli do wniosku, że nie dopłynęli do lądu, lecz do olbrzymich, ciemnych skał, wystających z wody i wznoszących się na wysokość powyżej jakichś dziesięciu metrów, zwężających się ku górze; na samym czubku musiały być niewyobrażalnie ostre.
-Wyglądają trochę jak zęby. – stwierdził Seth. – Zęby jakiegoś nieprawdopodobnie wielkiego stworzenia.
-Trzeba będzie między nimi przepłynąć. – Cody zmarszczył brwi. Wcale mu się nie spodobała nowa przeszkoda. – Już nie damy rady ich ominąć, ciągną się na prawo i lewo jak okiem sięgnąć.
   Kiedy podpłynęli bliżej, stwierdzili, że „zęby" nie tworzą pojedynczej ściany, lecz sięgają dalej. Wyglądało to trochę jak labirynt. Nie widzieli dalszej części jeziora.
-Trzymaj kurs. – polecił Cody Jackowi.
   Wpłynęli w cień rzucany przez „zęby", omijając większe i mniejsze skały.
-Słuchaj, czy my na pewno dobrze robimy? – spytała Laura.
-Tak, nie ma innej drogi. – odpowiedział jej Jack z wyższością.
-Ale...
-Zdaj się na mężczyzn, kobieto, oni wiedzą co robić.
-Że co...?
-Powinnaś być mi wdzięczna, że pozwalam ci tu stać i za darmo uczyć się żeglować.
-Wiesz co...?
-Po za tym wydaje mi się, że statek to nie do końca odpowiednie miejsce dla kobiet.
   Żeby nie wybuchnąć, oburzona Laura musiała odwrócić się od Jacka i wziąć kilka głębokich oddechów.
   Płynęli w cieniu rzuconym przez „zęby", mijając wąskie przejścia pomiędzy nimi, aż w końcu dotarli do miejsca, w którym było o wiele szerzej, chociaż nadal tak ciemno, jakby był wieczór. Na znacznie niższych zębach i skałach osadzone były wraki statków o różnej wielkości – niektóre były w naprawdę opłakanym stanie. Cody zadrżał na ten widok.
-To jest cmentarzysko... – wyszeptał Seth, rozglądając się dookoła. – Cmentarzysko statków.
-Nie tylko statków. – wyszeptał Cody, wskazując na coś, co sterczało nieopodal nich, wystając z wody; były to czaszki nabite na ostre pale, które wykonane były prawdopodobnie ze starych desek pokładowych.
   Wydawało im się, że wcale nie jest tu tak cicho, jak mogli przypuszczać. Cała czwórka słyszała dziwne, odległe dźwięki, które nie mogły być szumem wody ani śpiewem ptaków. Okolica była opustoszała, a jednak w ich uszach wyraźnie grała muzyka. W miarę jak płynęli wolno przed siebie, coraz głośniej to słyszeli.
-Co to za dźwięk? – spytała w końcu Laura, rozglądając się niepewnie.
-Ciii... – wyszeptał Jack delikatnie, machając w jej stronę ręką, żeby zamilkła.
   Laura zerknęła na niego. Rozglądał się po okolicy trochę tak, jakby spotkało go coś bardzo, bardzo przyjemnego. Albo miało spotkać. Laura zerknęła na Cody'ego i Setha – o dziwo, oni również mieli takie miny. Tajemniczy dźwięk przybierał na sile – przypominał śpiew. Laura zmarszczyła czoło, patrząc za burtę.
   I nagle je dostrzegła.
-Jack...? – Laura wycofała się w jego stronę. – Coś tu...
   Wypłynęły zza skał i zbliżały się do nich. Trzy postacie o długich włosach i szpiczastych uszach, za którymi kryły się skrzela. Wyglądały naprawdę przepięknie, kiedy płynęły w ich stronę, machając płetwami i rybimi ogonami. Śpiewały niebiańskim głosem, który słyszeli nawet wtedy, gdy owe istoty znajdowały się pod wodą.
-Syreny... – wyszeptała Laura, z ciekawości znów podchodząc do burty i wyglądając za nią.
   Były to naprawdę piękne stworzenia, jednak, gdy tylko jedna z nich wypłynęła na powierzchnię i zwróciła swoją twarz ku Laurze, wilkołaczka zrozumiała, że syreny nie mają przyjaznych zamiarów; ta, która wypłynęła, błysnęła oczami i wyszczerzyła w krwiożerczym uśmiechu swoje małe, ostre ząbki, po czym znów zanurkowała.
   Laura przełknęła ślinę, po czym podbiegła do Wolfganga i potrząsnęła jego ramieniem.
-Jack?
   Jednak wilkołak w ogóle nie zareagował, opierając się o ster z błogim uśmiechem na twarzy, wsłuchany w śpiew syren.
-Jack! – krzyknęła dziewczyna, machając mu dłonią przed nosem. Nie zareagował na to w żaden sposób. – Cody!
   Spojrzała w stronę McCooka, ten jednak zataczał się po okręcie, jakby był pijany.
-Seth... – Laura zerknęła w stronę kogoś, na kogo zawsze można było liczyć.
   Ale nie tym razem.
   Seth leżał, opierając się o maszt, z lekko rozwartymi ustami i przymkniętymi powiekami, wpatrując się w przestrzeń.
   Laura wystraszyła się nie na żarty. Nagle się okazało, że jest jedyną osobą na pokładzie, która jest trzeźwa, i na której głosy syren nie wywierają żadnego efektu.
-Oh, do diaska... – wymamrotał Jack, opierając się o ster. Laura pochyliła się nad nim, żeby posłuchać, co jej powie, ale słowa te nie były skierowane do Laury. – Ale laska...
-Mężczyźni. – dziewczyna pokręciła głową z irytacją, gdy nagle spostrzegła, że Jack kieruje statek prosto na skały, na których usiadły syreny, śpiewając głośno. Laura nie widząc innego wyjścia chwyciła Jacka za nogę i odciągnęła go od steru; upadł obok, nie zwracając uwagi na otoczenie. Laura chwyciła za ster i zakręciła nim, żeby ominąć skały. Statkiem szarpnęło, kiedy otarł się bakburtą o „zęby", ale na szczęście nie stało się nic poważniejszego – płynął nadal.
   Nie był to jednak koniec przygód. Syreny zeskoczyły do wody, okrążyły statek, a potem wspięły się na niego po sterburcie, wyciągając ku Cody'emu i Sethowi długie, szponiaste dłonie, pokryte błoną, jak u żaby.
   Laura rozejrzała się szybko, aż w końcu znalazła długi sznur. Zbiegła po schodkach na pokład, po czym kilkakrotnie okrążyła Cody'ego i Setha, którzy już kroczyli ku syrenom, wyciągając do nich ręce, oczarowani ich śpiewem. Houn chwyciła oba końce sznura, sprawiając, że pętla zacisnęła się na McCooku i Brownie. Szybko przywiązała ich do masztu, żeby się nie ruszali. Natychmiast wróciła za ster, kręcąc nim zawzięcie i omijając mniejsze skały, które już czyhały na ich zgubę.
   Syreny nie zamierzały się jednak poddać. Jedna z nich, zalawszy pokład wodą, wpłynęła na okręt, docierając do pustej skrytki na jedzenie – tylko, że ta skrytka nie była tak do końca pusta. Drzwi zostały rozbite w drobny mak przez długi, syreni ogon.
-Voodoo... – wyszeptała Laura, po czym zerknęła na prawdziwego Jacka, leżącego obok niej; gdyby nie to, że miał na sobie ubrania, a dookoła było dosyć ciemno, to wyglądał tak, jakby się opalał.
   Tymczasem syrena porwała Jacka-Voodoo, który nadal był związany i znów zaczął wierzgać niczym dzikus (którym zresztą był). Wskoczyła razem z nim do jeziora. Laura, starając się myśleć szybko i logicznie, chwyciła prawdziwego Jacka, uniosła go i położyła na sterze, żeby utrzymywał swoim ciałem jako taki kurs – wyglądał tak, jakby trochę się dusił, i nic dziwnego – Voodoo przebywał pod wodą.
   Dziewczyna chwyciła kolejną linę, zbiegając z powrotem na pokład – dzięki Bogu, na jednym z końców liny widniał hak. Użyła całej swojej siły, przerzuciła jeden z końców sznura przez reję, po czym chwyciła oba końce. Wzięła rozpęd i wyskoczyła ze statku, cały czas trzymając linę.
   Jack-Voodoo nadal był związany, a syrena siedziała z nim tuż pod powierzchnią tafli, co znacznie ułatwiało zadanie – Laura wczepiła hak w Jacka-Voodoo, nawet nie zanurzając się w wodzie, po czym przehuśtała się z powrotem na rufę statku. Pociągnęła mocno za linę, a Voodoo wyrwał się syrenie niczym podniesiony dźwigiem, i zawisł na rei, na maszcie. Usatysfakcjonowana Laura przywiązała koniec liny do rufy.
   Jednak to nie był koniec ciężkiej pracy, do której Houn została tak brutalnie zmuszona, żeby ocalić resztę załogi. Jedna z syren pojawiła się tuż przed prawdziwym Jackiem, który opuścił miejsce przy sterze i zaczął zataczać się dobrowolnie – ale nie świadomie – w jej stronę.
   Kobieca podzielność uwagi pozwoliła Laurze zaobserwować, że to nie jedyny problem. Jack schodzący po schodkach na pokład za syreną to nic, w porównaniu z małym wodospadem, który roztaczał się przed nimi. Laura już wiedziała, że nie uda jej się go ominąć, więc pobiegła za Jackiem, chwyciła go za bluzę i pociągnęła na środek pokładu. Syrena także ujrzała wodospad i skoczyła z powrotem do wody. Laura zrozpaczona całą tą beznadziejnością, pobiegła z powrotem do steru, jednak, kiedy już się przy nim znalazła, statek przychylił się gwałtownie i spadł, wraz z kaskadami wody. Była to niewielka wysokość, jednak wystarczyła, by Laura straciła równowagę i wypadła nad sterem, z krzykiem lecąc w dół.
   Statek uderzył o wodę i wyprostował się do poziomu, dzięki czemu Laura nie spadła do wody, lecz na pokład, uderzając przy tym całą sobą w Jacka, który zatrzymał się na maszcie. Kiedy już jej zmysł równowagi zorientował się, że wszystko jest na swoim miejscu, odkryła, że Jack ją całuje; myśląc, że Laura jest syreną. Oburzona dziewczyna zacisnęła dłoń w pięść i uderzyła go z całej siły w bok twarzy – Jack padł na pokład, nieprzytomny. Laura otarła sobie usta wierzchem dłoni, spluwając pogardliwie.
   I nagle to spostrzegła.
   Przed nimi wznosiła się jedna z tych niezwykłych rzeczy, które można spotkać w Trójkącie.
   Okazało się, że spadając z wodospadu, znaleźli się w wąskiej rzece otoczonej zewsząd skałami, która po chwili płynęła do góry – bardzo stromo do góry. Wyglądało to trochę jak wodospad do góry nogami. Woda wspinała się po jednym z „zębów", rozbryzgując się o mniejsze skały, i wyparowując w górze.
   Laura już wiedziała, że nie ominie w żaden sposób tej przeszkody. Dostrzegła jeden z wraków, który utknął na pewnej wysokości między dwoma zębami, tuż przy tym dziwnym wodospadzie. Wrak był już mocno spróchniały, nie miał już nawet masztu.
   Ale za tym wrakiem była już dalsza część jeziora. Bez „zębów". Bez syren. Tam była wolność.
   I nagle dziewczynie wpadł do głowy pewien pomysł.
   Czuła, jak jej serce bije gwałtownie, gdy skierowała statek prosto na wodospad. Syreny przysiadły na wraku, patrząc na to ze znużeniem – wiedziały, że nikt jeszcze nie wyszedł z tego żywy – i nadal śpiewały.
   Laura zacisnęła dłonie na sterze, widząc, jak Jack powoli odzyskuje przytomność. Wodospad był coraz bliżej. Czas działać.
   Kiedy woda zaczęła unosić statek, Laura gwałtownie zakręciła sterem, zmieniając kierunek okrętu, który wpadł na pokład wraku. Zaskoczone syreny umknęły szybko do wody, gdy statek prowadzony przez Laurę, nadal unoszony do góry przez wodę, mknął po wraku, rozbijając deski w drobny mak. Łodzią trzęsło bardzo mocno, kiedy ta rozbijała kilem spróchniałe deski pokładu pod nimi – kilka ze spróchniałych kawałków wystrzeliło w powietrze; jedna z nich uderzyła Jacka prosto w głowę, na nowo go ogłuszając.
   Laura zaciskała zęby, modląc się, żeby się udało. Jednak sprawa była już przesądzona – nic nie mogło zatrzymać rozpędzonego statku. Wystrzelił z wraku niczym pocisk, lecąc w powietrzu, aż opadł mocno, rozpryskując wodę dookoła. Pokładem zatrząsnęło ostatni raz; Laura straciła równowagę i przewróciła się.
   Ale było już po wszystkim.
   Śpiew syren umilkł. Laura wstała na drżących nogach i odwróciła się – „zęby" zostały za nimi. Przed nimi na powrót rozciągnął się piękny widok; jezioro, sięgające aż po horyzont. Dziewczyna zachwycona roześmiała się. Udało się jej! Naprawdę jej się udało! Przepłynęła przez teren syren i uszła z życiem! Co więcej, ocaliła także Jacka, Cody'ego i Setha, którzy powoli odzyskiwali świadomość. Dziewczyna złapała za ster, kierując ich dalej na Północ i uśmiechając się do siebie.
-Ała... Co się stało? – spytał Cody, patrząc na Jacka. Jack musiał się oprzeć o sterburtę, żeby wstać. Zerknął w stronę rufy, podobnie jak Brown.
-Laura. – powiedział Seth tak, jakby pierwszy raz ją zobaczył. – Stoi przy sterze.
-Laura? – spytał Cody z niedowierzaniem.
-Uratowała nas przed syrenami. – Seth skinął głową.
-Laura nas uratowała. – powtórzył Cody głucho, również wpatrując się w jej stronę. Po chwili uśmiechnął się i skinął głową z uznaniem.
   Jack wypuścił powietrze przez usta. On, Cody i Seth pamiętali wszystko jak przez mgłę, ale Wolfgang dobrze wiedział, że Laura będzie się teraz wywyższać ponad wszelką miarę, bo okazała się lepsza od całej ich trójki. Wilkołak wszedł powoli na schodkach (kilka z nich złamało się, gdy „jechali" kilem po wraku), a kiedy stanął przy sterze, spostrzegł, że Laura nadal kieruje ich na Północ i nie patrzy na swojego towarzysza. Odchrząknął, żeby zwrócić na siebie uwagę.
-Wciąż uważasz, że to nieodpowiednie miejsce dla kobiet? – spytała, dopiero teraz spoglądając w jego stronę. W tym pytaniu było tak dużo pewności siebie, że Jack nie wytrzymał i wybuchnął gniewem:
-ABSOLUTNIE! – warknął. Laura była tym tak zaskoczona, że aż cofnęła się o krok, nie wypuszczając jednak steru z rąk. Wpatrywała się w Jacka z rosnącym zaskoczeniem i oburzeniem, oczekując wyjaśnień. Nie musiała na nie długo czekać. – No bo... Popatrz na statek!
   Podszedł do nieco roztrzaskanej burty i pokazał na nią palcem.
-Balustrada to był ręcznie rzeźbiony mahoń! A tutaj...! – podbiegł do steru, wskazując na misterne ozdoby, które zostały tam wykonane; teraz jednak kilka z nich było zniszczonych. – Zobacz jak to teraz wygląda!
   Seth uniósł brwi i wymienił spojrzenie z Codym. Od kiedy to Jack zainteresował się wyglądem ich łodzi?
-...I dlatego właśnie kobiety nie mogą sterować. – teraz to Jack zrobił zarozumiałą minę. Laura ledwo żywa z oburzenia, otworzyła usta i pokręciła głową.
-OSZALAŁEŚ? – wydusiła w końcu. – Ja cię uratowałam!
   Jack jedynie prychnął, odtrącił od steru, po czym sam za nim stanął.
-Dałbym sobie radę. – odparł zimno. – Już ty się nie martw.
-Dobra. – wycedziła Laura, po czym zeszła po złamanych schodkach na pokład, mrucząc pod nosem i zaciskając pięści. – Co za niewdzięcznik...
   Kiedy przechodziła między Codym i Sethem, ci rozstąpili się potulnie, żeby zrobić jej miejsce, ale tego nie dostrzegła, nadal przeklinając Jacka.
-Wredny typ... – mruczała, kierując się do kajuty.
-I porysowałaś lakier! – zawołał za nią Jack. – W dwóch miejscach! Widziałaś?! I gdzie my tu znajdziemy lakiernika?!
   Laura wydała z siebie nieartykułowany dźwięk, pokazała Jackowi wulgarny gest, po czym zniknęła w kajucie. Cody i Seth odprowadzali ją wzrokiem, ale kiedy zeszła pod pokład, oboje odwrócili się jednocześnie w stronę Jacka, patrząc na niego wymownie. Wolfgang wolałby zapomnieć o całym tym dzisiejszym dniu, ale im dłużej Cody i Seth patrzyli bezczynnie w jego stronę, tym bardziej wiedział, że nie będzie to takie łatwe. Był dodatkowo rozdrażniony, bo hak, który Laura wczepiła w ciało Voodoo dyndającego na rei, wrzynał mu się boleśnie w plecy.
   W końcu wilkołak wydał z siebie nieartykułowany dźwięk, tak jak Laura, po czym zeszedł na pokład, ociągając się i mrucząc pod nosem, również tak jak Laura. Kiedy stanął przy zejściu do kajut, postanowił, że nie będzie schodził do Laury. Niech ona przyjdzie do niego, żeby Cody i Seth to widzieli i mu odpuścili. Uderzył więc kilkakrotnie nogą w deski, czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Zerknął ze złością na Cody'ego i Setha, którzy w milczeniu jedynie złożyli ręce, uparcie się w niego wpatrując.
   Po chwili Jack uderzył w deski jeszcze raz, i dopiero wtedy głowa Laury pojawiła się nad pokładem.
-CZEGO? – warknęła. Jack wziął głęboki oddech, żeby zachować spokój.
-Dziękuję. – odparł krótko.
-Bardzo proszę! – Laura wykrzywiła usta w fałszywym uśmiechu.
-Nie ma sprawy! – Jack pochylił się nad nią.
-Nie przejmuj się tym! – powiedziała Laura zirytowana.
-Nie będę! – odkrzyknął jej Jack.
-Super! – Laura skinęła głową ze złością.
-To cześć! – szczeknął Jack, zaciskając pięści.
-To na razie! – warknęła Laura, po czym znów schowała się w kajucie.
   Jack wyprostował się i odwrócił, patrząc wyzywająco na Cody'ego i Setha, ale oni dostali to, co chcieli, więc z uśmiechem zabrali się do roboty – trzeba było ściągnąć Voodoo z rei i stanąć za sterem. Natomiast Jack odetchnął głęboko jeszcze kilka razy, po czym zerknął w stronę kajuty i uśmiechnął się.

Nie jestem pewien, czy pamiętam wszystko, co się dziś wydarzyło. Wiem na pewno, że „zęby" to terytorium syren, a przeżyliśmy tylko dlatego, że Jack postanowił uprowadzić sobie dziewczynę. Laura, która jako jedyna na pokładzie zachowała trzeźwość umysłu podczas ataku syren, uratowała nas przed śmiercią. Zadziwiające jest to, że udało się jej nie tylko odeprzeć atak niebezpiecznych istot, ale także wyciągnęła nas z „zębów", obsługując cały okręt zupełnie sama. Jestem naprawdę pod olbrzymim wrażeniem.
Jack porządnie rozzłościł mnie i Setha, ale chyba i tym razem mu darujemy, bo szybko naprawił swój błąd.
Jack-Voodoo nie odniósł poważniejszych obrażeń – a to bardzo dobrze, bo to znaczy, że prawdziwy Jack również jest cały i zdrowy. Bolą go jedynie plecy, bo Laura chcąc uratować Voodoo, musiała wczepić w lalkę hak. Jednak już wszystko jest w porządku. Ponieważ drzwi od komórki, w której był więziony Voodoo, zostały roztrzaskane, ulokowaliśmy go w tym drugim składzie – teraz również pustym, bo jedzenie przenieśliśmy do skrytki niemającej już drzwi – można więc powiedzieć, że zapasy żywności i Jack-Voodoo zamienili się miejscami. Żeby jedzenie nie uciekało na pokład, zastawiliśmy wejście skrzynką – na razie powinna wystarczyć.
Jack i Laura jeszcze nie do końca się ze sobą pogodzili, ale i tak jest już między nimi lepiej, niż poprzednio. Wciąż się kłócą, ale... dla nich to chyba normalne.
Na horyzoncie chyba widać już kolejny ląd. Miejmy nadzieję, że to już koniec jeziora. Mam dosyć tych „morskich" przygód.

   Cody odłożył dziennik na bok, nie mając pojęcia, że to, co ich spotkało na jeziorze, to drobnostka, w porównaniu z tym, co jeszcze na nich czekało.

CDN
SORRY! Only in Polish!!!

...no i niemalże cały rozdział skopiowałam z "Sindbada..." TnT Kiedy ja się oduczę?...

Enjoi :P
Add a Comment:
 
:iconolga950:
Olga950 Featured By Owner Feb 20, 2012  Hobbyist Traditional Artist
Dziewczyny górą! :dummy:
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Aug 30, 2011  Hobbyist Writer
Wodowzlot?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 30, 2011  Hobbyist Digital Artist
Chyba tak :'D
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Aug 31, 2011  Hobbyist Writer
Muszę sobie skądś skombinować Sinbada :P. Dawno nie oglądałem.
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 31, 2011  Hobbyist Digital Artist
Na ekinie jest <3
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Aug 31, 2011  Hobbyist Writer
A, to ja mam tylko anakina. Wisi mi w pokoju :shrug:.

Chodzi o plakat Gwiezdnych Wojen - [link]
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Digital Artist
Chodziło mi o ekino, głuptasku, nie o Anakina <3 [link]
Reply
:icongilotyna815:
gilotyna815 Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Writer
Yay, dzięki :dummy:. Fajna stronka :meow:.
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Sep 2, 2011  Hobbyist Digital Artist
Nie mów mi, że jej nie znałeś :meow:
Reply
(1 Reply)
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 6, 2011
Bardzo ciekawy i interesujący rozdział. Może trochę przypomina "Sindbada", ale co tam. Laura zachowała się świetnie :)
Reply
Add a Comment: