Shop More Submit  Join Login
×

:iconwhitebag: More from WhiteBAG


More from deviantART



Details

Submitted on
August 5, 2011
File Size
22.0 KB
Link
Thumb

Stats

Views
188
Favourites
6 (who?)
Comments
6
×
Rozdział 8 – Sok drzewny

To rzeczywiście był już koniec jeziora. Pasmo lądu rozpościerało się dumnie przed nimi, ukazując niewielkie plaże i gęste lasy. Zauważyli też wkrótce małą zatoczkę, do której wpadała szeroka rzeka. Postanowili, że popłyną wzdłuż niej. Zanim jednak dotarli do lądu, postanowili osiąść na chwilę na pobliskiej wysepce i odpocząć.
-Tylko ostrożnie. – ostrzegł Seth. – Nie chcemy powtórki wyspy voodoo, prawda?
   Jednak wydawało się, że tym razem nic im nie grozi. Wyspa była znacznie mniejsza, rosło na niej jedynie kilka drzew, oraz roślin przypominających nieco kaktusy. Składała się z płaskich kamieni, nachodzących na siebie, wyrzuconych tu zapewne przez nurt pobliskiej rzeki.
-Jak jedna baba może wyrządzić tyle szkód...? – mruczał Jack, oglądając uważnie wszystkie połamane deski na okręcie; wilkołak oceniał, co da się w miarę szybko naprawić. Skoro mieli płynąć dalej, w górę rzeki, to musieli naprawić chociaż część statku.
-I jak? – spytał Cody, podchodząc do niego.
-No dobra... – Jack zatarł dłonie. – Myślę, że potrzebne są nam jakieś trzy metry drewna.
-To nie będzie trudne, drzew nam tutaj dostatek. – Seth zerknął w stronę wyspy.
   Jack pogładził z czułością porysowaną balustradę.
-Och, nie wygłupiaj się! – parsknęła Laura. – Pochlapiesz trochę sokiem drzewnym i statek będzie jak nowy!
-Jak będę potrzebował rady... – Jack odwrócił się w jej stronę, ale ona już schodziła po kładce na brzeg.
-Wiesz, że ona ma racje. – Seth pochylił się w stronę Jacka. – Sok drzewny wystarczyłby...
   Brown umilkł, gdy napotkał spojrzenie przyjaciela. Uniósł więc tylko brwi, po czym zeszedł po kładce za Laurą.
   Po chwili cała czwórka plątała się po wyspie. Ścieli jedno z nielicznych drzew, zrobili z nich deski, po czym wymienili te zepsute ze statku. Robota ta zajęła im niemalże cały dzień, ale nie przejęli się tym. Laura była szczęśliwa, bo znowu pracowali jak zespół, chociaż wciąż nie przestała się złościć na Jacka.
   W końcu zostało im już tylko zebrać trochę żywicy, żeby pokryć nią nowe deski. Jack nie mógł już znieść tego, że Laura w ogóle się do niego nie odzywa, więc wybuchnął:
-Przecież już podziękowałem! A chyba o to ci chodzi, nie?
-Mnie chodzi o naprawienie statku. Jak zepsułam, to naprawię. – odparła dziewczyna z wyższością, podchodząc do jednego z kaktusów. Wyciekała z niego maź przypominająca coś pomiędzy ropą a żywicą. Dziewczyna zastanowiła się, czy sok ten nada się na pokrycie statku. W końcu jednak podjęła decyzję. – Nóż proszę.
-Och, tak, jeszcze dam ci broń do ręki. – sarknął Jack, jednak ku jego zdumieniu, Cody i Seth natychmiast podali jej swoje noże.
-Dziękuję, Seth. – Laura uśmiechnęła się do niego przyjaźnie; nóż Setha był trochę bardziej zaostrzony.
   Jack spiorunował McCooka i Browna wzrokiem.
-Słuchaj, ona nas uratowała. – Wtajemniczony pokiwał głową z uśmiechem, chcąc się usprawiedliwić.
-Dziękuję, Cody. – teraz Laura posłała uśmiech w jego stronę. Wbiła nóż w kaktus, z którego natychmiast wypłynął gęsty sok. Podstawiła wiaderko, czekając, aż się napełni.
-I pomaga naprawić statek. – dodał Seth, chcąc wytłumaczyć Jackowi, że Laura naprawdę zasłużyła sobie na lepsze traktowanie.
-Przydatna jest bardzo. – zgodził się Cody.
-I dzielna. – wyliczał dalej Seth.
-Ta... panna... nie poradzi sobie ze złamanym paznokciem! – wybuchnął Jack, kopiąc jakiś kamyk w geście irytacji.
   Laura, która skończyła napełniać wiaderko, odwróciła się w jego stronę, rozeźlona.
-Wiesz co, jesteś najbardziej gburowatym i tępym facetem, jakiego znam. – wycedziła, podchodząc do niego powoli.
-Hej, posłuchaj mnie, kotku. – Jack posłał jej pogardliwy uśmieszek. – Mieszkam obok ciebie od zawsze i widziałem tych wszystkich lalusiów, z którymi się zadawałaś. – prychnął. – Jestem jedynym mężczyzną jakiego znasz.
   Odwrócił się w stronę statku, gdy Laura zacisnęła zęby i pięści ze wściekłości, ale ledwie zrobił kilka kroków, a wiaderko z sokiem drzewnym uderzyło go w tył głowy, rozbryzgując na jego włosach i ramionach kleistą maź.
   Jack powoli spojrzał na Laurę. Wydawało się, że znów odzyskała pewność siebie, bo patrzyła na niego z góry. Jack z lekkim uśmiechem pochylił się i zgarnął błoto spod swoich stóp.
-Oh, nie... – Laura powoli zaczęła mu grozić palcem, gdy ten podniósł błoto wyżej. – Nie... Nie...
   Kula brązowej breji uderzyła Laurę prosto w twarz, i to z taką siłą, że biedna dziewczyna upadła na plecy. Po chwili wstała, rozwścieczona, wycierając się z błota, podczas gdy Jack strzepywał z siebie sok drzewny.
-Pięć na to, że wygra Laura. – szepnął Cody w stronę Setha.
-Dziesięć na to, że wygra Jack. – odparł, uśmiechając się zawadiacko.
-Stoi. – mruknął Cody półgębkiem.
-Ty... – Laura szukała odpowiednich słów, wycierając plamki błota z twarzy. – Egoistyczny...
-Zepsuta. – powiedział Jack, przeczesując palcami włosy.
-Myślałem, że nie uznajesz hazardu. – szepnął Seth w stronę Cody'ego, unosząc brwi.
-Ale zakład z tobą to nie hazard. – Cody parsknął śmiechem. – To inwestycja.
-Bufonowaty... – ciągnęła dalej Laura, idąc w stronę Jacka – Pozerny...
-Podstępna! – zawołał Jack, który, tak jak Laura, nie zwracał uwagi na to, że ich przyjaciele robią sobie zakłady.
-Nadęty, nielojalny! – wyliczała Laura, podnosząc z ziemi kamyki, oraz inne przedmioty, które nawinęły się pod rękę i rzucając nimi w Jacka.
-Wredna baba! – wykrzyknął Jack, zaraz przed tym, jak wielki krab odbił się od jego czoła. – Ała!
-Niewdzięczny, nieznośny, bezczelny! – krzyczała Laura, gdy nagle zorientowała się, że nie ma już czym w niego rzucić. Jack również to zauważył i stanął tuż przed nią.
-Przynajmniej jestem szczery! – zaśmiał się, stając na palcach, żeby udać wyższego.
-Szczery?! – parsknęła Laura rozhisteryzowana. – Ja ci pokażę szczerość...
   Pochyliła się, użyła całej swojej siły i oderwała jeden z płaskich kamieni, które tworzyły wyspę. Uniosła płaski głaz nad głową, zamierzając przełamać go na pół, uderzając o głowę Jacka, jednak przerwał im jakiś dziwny dźwięk.
   Jack i Laura zamarli, wpatrzeni w swoje twarze, stojąc tuż obok siebie w cieniu rzucanym przez głaz, który unosiła Laura. Po chwili znowu usłyszeli ten dźwięk. Przypominał głośny skrzek jakiegoś ptaka. Albo całej gromady ptaków. Cody i Seth odwrócili głowy, poszukując źródła owego hałasu.
   Po chwili podbiegło do nich kilka postaci, stojąc w niedużej odległości, za kaktusami.
   Miały ludzkie twarze, nogi chude jak patyki, oraz skrzydła zamiast rąk, którymi machały bez przerwy. To właśnie owe istoty wydawały te piskliwe odgłosy.
-Odejdźcie! – skrzeknęła ta, która stała najbliżej. – Jeżeli zniszczycie nasz dom, rozszarpiemy was na kawałki!
   Wyglądało na to, że nie żartują. Nogi miały zakończone trzema ostrymi pazurami, a kiedy skrzeczały, widać było ich ostre jak brzytwa zęby.
-Odłóż to. – rozkazał półgębkiem Jack. Laura pokiwała głową, uśmiechając się nerwowo, po czym powoli położyła kamień na swoje miejsce. – To są harpie. Nerwowe z natury.
-Niezwykłe... – Cody już zamierzał wyciągnąć notes, żeby narysować te stworzenia, jednak dostrzegł, że każdy jego ruch jest obserwowany przez owe istoty.
-Odejdźcie! – powtórzyła skrzekliwie harpia, machając ostrzegawczo wielkimi skrzydłami.
-Wracamy na statek. – mruknął Seth, patrząc znacząco na swoich towarzyszy.
   Powoli ruszyli w stronę statku, uważając, żeby nie robić zbyt gwałtownych ruchów, które mogłyby zdenerwować harpie, które podążały za nimi, wciąż pozostając w pewnej odległości.
-Och. – Laura nagle zatrzymała się, przypominając sobie o czymś. – Wiaderko! Sok drzewny...
   Zawróciła i przebiegła parę kroków, chcąc zabrać ze sobą wiaderko, jednak harpie zareagowały na to natychmiastowo. Podniosły straszliwy raban, a kilka z nich ruszyło prosto na Houn, wymachując wielkimi skrzydłami.
-Laura! – krzyknął Jack, dobiegając do niej, gdy zobaczył, że harpie ruszyły do ataku.
   Dziewczyna stanęła jak wryta, gdy dostrzegła, że jeden z harpii biegnie pochylony naprzód w jej stronę, pokazując ostre zęby w całej okazałości. Jack dobiegł do Laury w tym samym momencie, co napastnik. Stwór zatrzymał się gwałtownie, prostując się, i wydając takie dźwięki, jakby ktoś rysował paznokciami tablicę. Jack osłonił Laurę własnym ciałem, wyciągając browninga i celując nim w harpia.
-DO TYŁU! – ryknął Jack, trzymając palec na spuście. – ALE JUŻ!
   Być może harpie widziały już wcześniej coś takiego jak pistolet, bo na jego widok zrobiły przerażone miny, cofnęły się gwałtownie, jeszcze bardziej wymachując skrzydłami, i jeszcze bardziej wrzeszcząc – wilkołaki musiały aż sobie zatkać uszy.
-JUŻ SOBIE IDZIEMY! – wrzasnął Jack, również się cofając, zmuszając tym samym Laurę, żeby zrobiła to samo. – WIDZICIE? JUŻ NAS NIE MA! Na statek! – warknął w stronę dziewczyny.
   Kiedy Seth, Cody i Laura wchodzili po kładce na pokład, Jack nadal szedł do tyłu, celując browningiem w harpie. Cody i Seth również wyciągnęli pistolety, żeby pokazać stworom kto ma nad kim przewagę. Kiedy w końcu załadowali się na statek, harpie nadal skrzeczały dziko, a kiedy podróżnicy odbili od brzegu, skrzydlate stwory nagle wzbiły się w powietrze i latały jeszcze przez chwilę nad statkiem, groźnie wymachując szponami w ich stronę.
   W końcu jednak statek popłynął w stronę rzeki, a harpie wróciły na swoją wyspę, nareszcie milknąc.
-Cholera! – warknął Jack, zaciskając zęby i chowając browninga do kieszeni. – Dlaczego zawsze musimy trafić na jakieś paskudztwo?! Najpierw był szkielet smoka, potem wąż morski, później voodoo i syreny, a teraz to! Jasna cholera!
-Przestań przeklinać, proszę cię. – Seth zmarszczył brwi.
-A właśnie, że będę! – złościł się Wolfgang. – Co mi odbiło, żeby jechać na Północ?!
-I tak byś pojechał. – uśmiechnięty Cody pokręcił głową z irytacją, już szkicując harpie w swoim notatniku. – Jak to się mówi: jak nie dziś, to jutro.
-I nie naprawiliśmy statku do końca! – marudził dalej Jack. – Jeżeli nie polakierujemy czymś desek, to się zniszczą i sczernieją!
   Laura stała z boku, nie odzywając się, i wpatrując się w swoje stopy.
-Przecież możemy się zatrzymać na lądzie. – zauważył mądrze Seth. – Jeżeli się nie mylę, rośnie tam sporo drzew. – z lekkim uśmieszkiem machnął ręką w stronę dżungli, otwierającej się przed nimi.
-No tak. – mruknął Jack, nie do końca jednak przekonany.
   Popłynęli w górę rzeki, ale po chwili zatrzymali się i przybili do jej prawego brzegu. McCook zszedł na ląd sam, tłumacząc towarzyszom, że to zajmie tylko chwilkę. Cody chwycił nóż i wbił go w najbliższe drzewo, podstawiając pod nie wiadro.
   Nagle coś wrzasnęło przeraźliwie.
-Och, CO ZNOWU? – jęknął Jack w stronę nieba. – Czy wszystkie drzewa tutaj są ŚWIĘTE? Czy naprawdę żadnego nie można nawet TKNĄĆ?
   Cody rozglądał się dookoła z rosnącym zdumieniem, napełniając wiadro żywicą. Kiedy już prawie skończył, nagle zza drzew wybiegła postać smukłej, pięknej dziewczyny, która upadła przed Codym, zapłakana. Jej włosy falowały we wszystkie strony.
-Nimfa. – wyszeptała Laura. Wszędzie poznałaby te urocze istoty. Dziewczynie od razu poprawił się tez nastrój. Co za szczęście, że nimfy żyją również na drugim brzegu jeziora!
   Istotka bełkotała coś pod nosem, czołgając się ku Cody'emu, który zauważył z przerażeniem, że nimfa krwawi z boku.
-Co się stało? – spytał wilkołak z troską, pochylając się ku niej.
-Panie, nie ścinaj proszę tego drzewa! – wychlipała nimfa, zwracając ku Cody'emu swoją zapłakaną twarz.

Nigdy sobie nie wybaczę, tego, co zrobiłem. - pisał Cody parę godzin później.

-Co? O co cho... – nagle wzrok McCooka padł na drzewo, w które wbił nóż, a później na krwawiącą nimfę. Wtedy zrozumiał. – Jesteś hamadriadą! – wykrzyknął ze zdumieniem, prostując się.
   Natychmiast wyjął nóż z kory, oddychając coraz szybciej, z przerażeniem uświadamiając sobie, że to właśnie on zadał nimfie cios.
-Mój Boże! – wykrzyknął, wytrzeszczając oczy z grozy.
-Nie ścinaj panie mojego drzewa, błagam... – chlipała dalej nimfa, kręcąc głową i trzymając Cody'ego za kostki. – Proszę, nie ścinaj go...
-Nie, broń Boże, nie, nie miałem zamiaru, nie wiedziałem...! – Cody spojrzał w stronę statku. Laura, Jack i Seth patrzyli na to wszystko zza balustrady. – Pomóżcie...! – jęknął bezgłośnie w ich stronę.
   Po chwili Seth i Laura zeszli na brzeg. Seth okrył hamadriadę kocem, bo cała się trzęsła, a Laura przyniosła apteczkę, więc Cody drżącymi rękoma opatrzył płaczącą dziewczynę.
-Nie miałem zamiaru ścinać żadnego drzewa. – wyjaśnił jej, lekko podenerwowany. – Przysięgam.
-Nie? – nimfa otarła łzy, patrząc na niego wielkimi oczami.
-Nigdy w życiu! Chciałem zebrać tylko trochę żywicy... Żeby dokończyć lakierowanie statku... Gdybym wiedział, że to twoje drzewo, nigdy bym go nie tknął... No, gotowe...
   Cody skończył opatrunek, a nimfa szczelniej otuliła się kocem, bo wciąż miała dreszcze. Zaprowadzili dziewczynę na statek, żeby zjadła coś razem z nimi.
-Mamy jeszcze trochę koboldzkich grzybów. – powiedział Jack, podając jedzenie hamadriadzie. – Chcesz?
-Nie mam pojęcia, co to są koboldy. – mruknęła nimfa, patrząc niepewnie na grzyby.
-Tym bardziej się nie rozczarujesz. – Jack uśmiechnął się w jej stronę. – Jedz.
-Naprawdę nie mieliśmy złych zamiarów. – wtrącił Seth, gdy nimfa przyjęła jednak poczęstunek.
-Dawno temu rosło tu więcej drzew. – wyszeptała, pogryzając grzyby.
-Jeszcze więcej drzew? – Cody rozejrzał się ze zdumieniem dookoła.
-Tak... Moje siostry i moi bracia... Jednak wilkołaki i wampiry, którzy tu przybyli, ścięli ich drzewa, skazując moje rodzeństwo na śmierć...
-Przykro mi. – wymamrotał McCook.
-Myślałam, że jesteście kolejną grupą zabójców... – westchnęła nimfa, patrząc gdzieś w bok. – Że chcecie odwiedzić swoich przyjaciół, albo coś w tym guście...
-Zaraz, zaraz... Odwiedzić naszych przyjaciół? – spytał Seth podchodząc bliżej. – Co masz na myśli?
-Istoty zwane wampirami i wilkołakami przybyli tu dawno, dawno temu pod przewodnictwem wielkiego, strasznego demona. – nimfa spojrzała ze strachem w stronę Cody'ego. – Niszczyli wszystko na swojej drodze. Płynęli w górę rzeki, tak jak wy. Ale oni mieli więcej łodzi. Zatrzymali się na skraju tego lasu, bo dalej rzeka była zbyt wąska, żeby nią płynąć. Osiedlili się w domach z betonu. Czasami wracają, żeby „odebrać to, co im się należy", jak oni to nazywają. Plądrują wtedy nasze plony, bo sami niczego nie uprawiają i nie mają co jeść. To takie smutne... – chlipnęła, ukrywając twarz w dłoniach.
   Seth wziął Cody'ego na bok. Jack i Laura również zbliżyli się do nich, żeby posłuchać o czym mówią.
-Jeżeli ta mała mówi prawdę, co znaczy, że nie jesteśmy tu sami. – mruknął Seth ponuro.
-Myślisz, że ona ma na myśli... – zaczął Cody, zerkając w stronę nimfy.
-Wtajemniczonych i Eris? Absolutnie.
-Ale Eris jest teraz na Pustkowiu...
-Eris to demon, może sobie znikać i pojawiać się, gdzie tylko zechce. A to wszystko ma sens. Wywiozła grupę Wtajemniczonych tutaj, żeby... żeby coś dla niej robili...
-Ale co? – spytał Jack, marszcząc czoło.
-Myślicie, że powinniśmy się tego dowiedzieć? – szepnęła Laura.
-Nie mam bladego pojęcia. – odparł Cody, wzdychając ciężko. – To jest strasznie skomplikowane. Myślę, że nie powinniśmy się mieszać w coś, co nas nie dotyczy. Trzeba się dostać do Kąta Północnego i wrócić jakoś do domu.
-Tyle to i my wiemy. – mruknął Jack.

CDN
SORRY! Only in Polish!!!

Kolejny rozdział...
Add a Comment:
 
:icontuptaju:
Tuptaju Featured By Owner Aug 14, 2011  Hobbyist General Artist
A harpie skąd?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 15, 2011  Hobbyist Digital Artist
Harpie oczywiście z greckiej mitologii :D
Reply
:icontuptaju:
Tuptaju Featured By Owner Aug 15, 2011  Hobbyist General Artist
Ale trochę dziwnie są opisane... :shrug:
Przez ciebie obejrzałam "Sindbada". A wcale nie miałam ochoty. Czuję się wykorzystana.
Eris i Szczur jak zwykle najlepsi.
Reply
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 7, 2011
Niesamowity rozdział. Ciekawie ujęty i dobrze napisany. Zaczyna się robić coraz bardziej interesująco. :D
Czy dobrze spostrzegłam nawiązanie do drugiej części "Mulan", kiedy Cody zakładał się z Sethem?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 7, 2011  Hobbyist Digital Artist
A niech to, przejrzałaś mnie |DDD
Reply
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 8, 2011
Zwą mnie Przenikliwe Oko :XD:
Reply
Add a Comment: