Deviant Login Shop
 Join deviantART for FREE Take the Tour
×

:iconwhitebag: More from WhiteBAG




Details

Submitted on
August 5, 2011
File Size
21.4 KB
Link
Thumb

Stats

Views
325
Favourites
8 (who?)
Comments
23
Downloads
9
×
Rozdział 9 – Połowa drogi

Kilka minut potem, kiedy hamadriada doszła już do siebie i znacznie się rozchmurzyła, zrzuciła z siebie koc, mówiąc, że zaprowadzi ich do wioski.
-Ale co ze statkiem? – spytał Jack, zerkając w stronę schowka, gdzie schowany był Voodoo.
-Moi bracia z radością go przypilnują. – nimfa ukłoniła się, po czym klasnęła kilkakrotnie w dłonie. Z drzew zaczęły się wyłaniać postacie hamadriad, który do tej pory obserwowały to wszystko w milczeniu, teraz jednak ujawniły się i wspięły na statek.
-No nie wiem... – Seth zerknął w stronę nimf.
-Zaufajcie nam, tak jak my wam zaufaliśmy. – hamadriada obdarzyła ich uśmiechem.
-Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby zobaczyć tę waszą wioskę. – Cody spojrzał na swoich towarzyszy. – No chodźcie, może być fajnie.
-Myślałem, że hamadriady nie mają domów. – zauważył Seth.
-Bo nie mają. – wyjaśniła dziewczyna, śmiejąc się. – Ale driady owszem.
-Ja chętnie się przejdę. – dodała Laura.
-No dobra, rozprostujmy nogi. – skapitulował Seth. – Idziesz, Jack?
-A co tu będę siedział...
   Tak więc czwórka wilkołaków ruszyła pod przewodnictwem hamadriady na wschód. Szli co prawda przez las, ale po swojej prawej stronie wyraźnie widzieli jezioro, oraz wyspę harpii.
-Drzewa na tej wyspie są zupełnie martwe. – szepnęła hamadriada, widząc, że jej towarzysze patrzą w tamtą stronę. – A harpie to bardzo smutne stworzenia.
-Tak, wiemy, że są SMUTNE. – mruknął Jack, przewracając oczami. – Są niepocieszająco wręcz smutne.
-Trafiliście do nas w samą porę. – nimfa uśmiechnęła się do nich. – Dzisiaj jest trzydziesty pierwszy grudnia.
-Nowy Rok! – wykrzyknął Jack, wymieniając spojrzenia z Sethem. – Całkiem zapomnieliśmy...
-Zobaczycie niesamowite sztuczne ognie, wystrzelone prosto, w sam środek naszego Trójkąta. – mówiła dalej nimfa.
-Sam środek? – Laura zerknęła w stronę Jacka.
-Czy to znaczy, że jesteśmy w połowie drogi? – spytał ją szeptem.
-To całkiem możliwe... – odparła, patrząc w kierunku, z którego przybyli.
-Wybacz nam, ale nie powiedzieliśmy ci nawet, jak się nazywamy. – Cody wyprzedził nieco Setha.
-Nic nie szkodzi, bo ja się wam też nie przedstawiłam. – nimfa zachichotała. – Możecie mi mówić Daria.
-Dobrze, Dario... Ja jestem Cody, to jest Seth, to Jack, a to Laura.
-Jesteśmy już niedaleko naszej wioski. – powiedziała nimfa, przebiegając kilka kroków.
   Pobiegli za nią, zostawiając za sobą las, a trafiając na obszerniejszą plażę. Daria szybko przemierzała piasek, wykonując lekkie, płynne ruchy, jakby ważyła tyle, co piórko – i być może właśnie tak było – podczas, gdy wilkołaki musiały się trochę nasapać, żeby dotrzymać jej kroku. Przed sobą widzieli zachodzące słońce.
   Truchtem zboczyli nieco na lewo i ruszyli w górę plaży, gdzie na skraju lasu widać było prymitywne domki-lepianki.
-Jesteśmy na miejscu! – oświadczyła śpiewnie Daria, wbiegając do wioski, gdzie krzątały się nimfy.
   Wioska nie była duża, ale z pewnością nie była też mała. W jej centrum płonęło już wielkie ognisko, które jaśniało z każdą minutą (a może po prostu robiło się ciemniej?). Daria zniknęła gdzieś w tłumie, wyjaśniając wszystkim, że wilkołaki nie mają złych zamiarów. Powitano ich z otwartymi ramionami – po raz pierwszy od dłuższego czasu. Laura, Jack, Cody i Seth usiedli przy ognisku, razem z kilkoma najadami, które mieszkały w pobliżu, i które pilnowały, żeby ogień nie rozniósł się po okolicy.

Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek zobaczę tyle nimf w jednym miejscu. To naprawdę cudowne, że te istoty można spotkać również tu, w tym miejscu zapomnianym przez Boga. Laura jest zachwycona ich towarzystwem. Traktują nas niemalże po królewsku. Kiedy zapadł zmrok, poczęstowały nas najróżniejszymi owocami i warzywami, które widziałem po raz pierwszy w życiu. W najbliższym czasie postaram się je jakoś opisać, o ile o tym nie zapomnę. Teraz, kiedy tak siedzę i piszę, w blasku ogniska, widzę, że jednak nie wszyscy są źli do szpiku kości, tu, po tej stronie jeziora. Być może na Północy jest całkiem podobnie jak i pod Południową Ścianą, a my nie mieliśmy o tym pojęcia.
Jednak nie daje mi spokoju to, o czym mówiła Daria. Czy tu naprawdę są jacyś Wtajemniczeni? Jeżeli tak, to gdzie i PO CO?
– Cody zmarszczył brwi, dostrzegłszy, że dwa ostatnie słowa zaznaczył tak mocno, ze aż przedziurawił kartkę. Zasępił się, ale po chwili kontynuował pisanie. – Nie, nie będę się tym martwił. Nie teraz.
Nimfy tańczą wokół ogniska. Dzisiaj świętujemy Nowy Rok. Odzyskałem rachubę czasu. Ale nie jest to zbyt miłe uczucie, bo myślami wciąż wracam do Alexy. I Noxara. O chłopaka się nie martwię, wiem, że sobie poradzi, ale głupio mi, że tak zostawiłem Alexę... Powinienem był ją uprzedzić... Kiedy wrócę wszystko jej wynagrodzę.
Zastanawiam się, co jeszcze czeka na nas na Północy. Laura i Jack przypuszczają, że jesteśmy już/dopiero w połowie drogi.

   Cody przestał pisać, bo zajął się portretowaniem Darii, siedzącej nieopodal, i rozmawiającej ze swoją przyjaciółką. Seth w tym czasie piekł coś, co wyglądało jak chleb, nadziany na długi patyk, który trzymał nad ogniskiem.
-Jestem trochę niepocieszony. – przyznał Brown, pochylając się ku Cody'emu. – Bo nadal nie wiem, który z nas wygrał zakład.
   Do końca wieczora spierali się o to, który któremu powinien zapłacić dziesiątkę, ale Jack i Laura już dawno przestali się wyzywać.
-Dziękuję. – powiedziała dziewczyna, rysując patykiem po piasku.
-Za co? – spytał Jack, nie rozumiejąc.
-Za ratunek. – odparła Laura, wrzucając patyk do ogniska. Spojrzała na Jacka i uśmiechnęła się. – Gdyby nie ty, harpie z pewnością by mnie rozszarpały.
-Nie, no wiesz... – Jack wzruszył ramionami, spojrzał na nią i zauważył jej uśmiech. Odwzajemnił go. – Drobiazg.
   Zaraz zrobiło mu się głupio, gdy przypomniało mu się, jak on sam zareagował, gdy Laura uratowała go przed syrenami.
-Dziesięć! – rozległo się nagle wśród tłumu. – Dziewięć!
   Cody zamknął swój notes i przestał kłócić się z Sethem, który podzielił się z McCookiem swoim pieczonym chlebem.
-Osiem! Siedem!
   Laura położyła głowę na ramieniu Jacka. Jakaś daleka cząstka jego umysłu zarejestrowała tą niezwykłą bliskość.
-Sześć! Pięć!
-Przepraszam. – szepnął Jack, biorąc dziewczynę pod ramię, podczas, gdy Cody i Seth krzyczeli razem z tłumem:
-Cztery! Trzy!
-Przecież nie masz za co. – Laura spojrzała na niego, również mówiąc cicho. – Dwa.
-Jeden. – szepnął Jack, zbliżając swoją twarz do jej twarzy.
-SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! – ryknęli wszyscy, nieco chaotycznie, każdy w swoim własnym tempie.
   Laura odsunęła się od Jacka, odwracając wzrok.
-Szczęśliwego Nowego Roku, Jack.
-Tak... Tobie też, Laura. – mruknął, lekko rozczarowany, puszczając ją i patrząc w stronę ogniska.
-Hej, mamy rok 2010! Najlepszego! – śmiał się Cody, podchodząc do Jacka i klepiąc go po ramieniu. Wolfgang zmusił się do uśmiechu.
-Wyobrażałem sobie, że dadzą przynajmniej szampana, ale to też nie jest złe. – oznajmił Seth, pogryzając pieczony chleb. Zwrócił się w stronę Laury, podając jej kawałek. – Chcesz trochę?
-Chętnie. – obdarzyła go uśmiechem, biorąc poczęstunek.
   Już po chwili cała czwórka oglądała rozbłyski na niebie – fajerwerki nimf, które rozbryzgiwały się dookoła we wszystkich kolorach tęczy.

Nie wiem jakim cudem, ale u nimf spędziliśmy jakiś miesiąc, chociaż wstyd to przyznać. – pisał Cody pod koniec stycznia. – Chociaż nie było tu aż tak źle. Może to właśnie dlatego postanowiliśmy zostać na dłużej. Znamy już chyba wszystkich mieszkańców wioski. Nimfy obdarzyły nas wielkim zaufaniem, a my zaufaliśmy im. Codziennie chodziliśmy doglądać statek i Voodoo, jednak hamadriady pilnowały go dobrze całymi dniami, na zmianę. W nocy wracaliśmy do naszych kajut i spaliśmy na naszych ukochanych hamakach, bo łóżka driad nie były specjalnie wygodne. Wykonałem też całe setki szkiców o ich życiu codziennym.
Jeżeli pójdziesz na północ od głównego ogniska, i przejdziesz jakieś sto metrów, przedzierając się przez las, dojdziesz na sporą polanę, na której nimfy mają swoje uprawy. Gleba jest tu bardzo żyzna, a wszystkie owoce i warzywa niesłychanie smaczne. Driady strzegą swoich upraw, ale powiedziały mi, że i tak nie da się ich uchronić przed wilkołakami i wampirami, którzy przybyli tu dawno temu,.
Trochę mi głupio, że aż tak nadużyliśmy gościnności tych łagodnych istot. Przez chwilę poczuliśmy się tu jak na wakacjach, chociaż dobrze wiedzieliśmy, że powinniśmy iść dalej, ale nimfy namawiali nas, żebyśmy zostali i opowiedzieli im po raz enty o Mieście.
Jednak teraz minął już miesiąc i mimo tego, że jest nam tutaj bardzo dobrze, i wypoczęliśmy po wyprawie, która w sumie trwała nie dłużej niż tydzień, to jesteśmy już pewni, że powinniśmy ruszać dalej.
Spakowaliśmy wszystkie manatki i pożegnaliśmy się z nimfami, które obdarowały nas obficie swoimi plonami. Odbiliśmy więc od brzegu i, machając na pożegnanie Darii i innym nimfom, ruszyliśmy dalej w górę rzeki.
Czy tylko ja zauważyłem, że Jack i Laura są ostatnio dla siebie trochę zbyt uprzejmi?

   Ledwo Cody schował swój dziennik, a statkiem bardzo mocno szarpnęło.
-Co do... – Seth zachwiał się, przytrzymując się mocniej steru.
-Może cię zmienię? – zaproponował Cody, ziewając.
-Tak, pójdę sprawdzić co tam u naszego więźnia. – Seth skinął głową. Zamienili się więc miejscami.
   Brown zszedł po schodkach, w tym samym czasie, w którym Jack zeszedł z bocianiego gniazda, a Laura wyszła z kajuty.
-Co to było? – spytała, marszcząc brwi.
-Nie mam bladego pojęcia. – odparł Jack, wzruszając ramionami. – Seth?
-A skąd mam wiedzieć? Zapewne otarliśmy się o brzeg, to wszystko. – to mówiąc wyjął klucz i otworzył schowek, w którym siedział Voodoo. – Cześć, kolego. Co tam u ciebie? – zadrwił.
   Nagle statkiem szarpnęło po raz drugi. Tym razem jednak wstrząsnęło nim tak mocno, że wszyscy przewrócili się na plecy, a Voodoo, nadal związany, potoczył się po pokładzie.
   Statek zaczął się porządnie chwiać. Wilkołaki i Voodoo przewracali się i turlali po deskach, nie znajdując żadnego zaczepienia na pokładzie. Mogli się jedynie chwycić balustrady, co wiązało się z ryzykiem, że wypadną za burtę.
   Cody McCook chwycił dziennik, który wypadł mu z kieszeni – przycisnął go mocno do siebie, żeby nie uciekł mu drugi raz.
   I wtedy skrzynki z jedzeniem uderzyły w balustradę z taką siłą, że ta połamała się w miejscu, gdzie były wstawione nowe deski. Skrzynki z jedzeniem wpadły z pluskiem do wody.
-No nie! – krzyknął Cody, gdy statek przechylił się tak, że McCook zaczął zjeżdżać w stronę rozwalonej balustrady.
   Jack w ogóle stracił orientacje, bo oprócz tego, co sam czuł, czuł również to, co Voodoo. Zanotował jednak, że Wtajemniczony zjeżdżał prosto do wody.
-CODY! – krzyknął Jack, ale było już za późno.
   McCook z krzykiem, przyciskając do siebie swój notes, wypadł na burtę.
   Nie wpadł jednak do wody, ale na płaski kamień wystający z wody, który na moment go ogłuszył.
   Otóż statek wpłynął na owe płaskie kamienie, które wyrzucała rzeka. Potrącając jeden, potrąciło całą resztę, a kil wciąż poruszał coraz to nowe głazy, które uruchamiały kolejne reakcje łańcuchowe. W rezultacie statek wpadł na całą chmarę dryfujących kamieni, rozbijając się o nie. W końcu dziób nie wytrzymał nacisku kamieni i pękł z trzaskiem, a statek zaczął tonąć.
   Cody odzyskał przytomność, gdy kamień trochę zanurzył się w wodzie. Wtajemniczony natychmiast podniósł do góry dziennik, żeby się nie zamoczył. Był tak zaskoczony widokiem dryfujących skał, że na moment zapomniał o statku. Wkrótce jednak jego wzrok padł na okręt, który tonął, rozbijając się o głazy, wyrzucając do góry połamane deski i drzazgi.
   Prąd niósł Cody'ego w drugą stronę, ku jezioru.
-Nie, nie, NIE! Muszę się stąd wydostać... – jęczał, rozglądając się nerwowo.
   Był na samym środku rzeki, niesiony prądem na południe. W pobliżu dostrzegł kolejny płaski kamień. Cody wstał, a głaz zachwiał się niebezpiecznie, jednak nie utonął.
-Pusty w środku? – zastanowił się wilkołak. – A może pod nim są inne kamienie?
   Wziął rozpęd i wskoczył na kamień obok. A potem na następny. I następny. Aż w końcu dotarł na lewy brzeg rzeki, dysząc ciężko. Wszędzie dookoła rozpościerała się dżungla, a on nie miał przy sobie nawet broni – zapomniał schować swojego browninga do kieszeni. Miał przy sobie tylko dziennik, który raczej by mu nie pomógł, gdyby coś go zaatakowało. Przeszukał kieszeni i odkrył z ulgą, że ma jeszcze nóż.
-Lepszy rydz niż nic. – mruknął, po czym zaczął iść wzdłuż rzeki, mając nadzieję, że pozostali wydostali się ze statku na lewy brzeg, tak jak on. No i miał nadzieję, że jego przyjaciele wciąż ŻYJĄ. Nie było sensu udawać przed samym sobą, że po tym wszystkim będą nadal podróżować statkiem.
   Szedł wzdłuż rzeki, gdy nagle dostrzegł przed sobą jakieś cienie, przypominające kształtem wilki lub hieny. Pochylały się nad rzeką, pijąc wodę.
-Ghule. – mruknął bezgłośnie. – Cudownie.
   Demony te były padlinożercami, jednak Cody nie był pewien, czy go nie zaatakują, gdy odważy się przejść obok nich. Miał co prawda nóż, ale służył on do obrony, nie do ataku ghuli, które miały cały szwadron ostrych zębów i pazurów. Po prawej stronie miał rzekę, a do tyłu nie było sensu iść. Chcąc, nie chcąc, poszedł więc na prawo, zagłębiając się coraz bardziej w dżunglę, aż stracił rzekę z oczu i, co więcej, po jakiejś godzinie stracił orientację.
-Gdzie ja jestem? – spytał sam siebie, przeklinając w myślach ghule, które był zmuszony ominąć szerokim łukiem. – Zabłądziłem. Zgubiłem się. SETH! – wrzasnął zdesperowany. – JACK! LAURA!
   Odpowiedziała mu głucha cisza.
-SETH! JACK! LAURA! – Cody poczuł, że jego nerwy dłużej nie wytrzymają, że zaraz rozpłacze się jak małe dziecko. – SETH! JACK! LAURA!
   I wtedy nagle ktoś, kto był ukryty za zieloną gęstwiną, strzelił do niego. Cody poczuł ukłucie w swoim ramieniu, a kiedy spojrzał w bok, ujrzał strzałkę, ze środkiem nasennym – wiedział co to jest, bo był to standardowy sprzęt Wtajemniczonych.
   Wystraszony Cody wyjął sobie strzałkę z ramienia, rozglądając się szybko dookoła – wiedział, że zaraz i tak zaśnie, ale chciał wiedzieć, kto go zaatakował. Nagle zza krzaków wyszła postać owinięta w szale i obszerny płaszcz, z głową okrytą kapturem.
-Niemożliwe... Buka z Mumiii... – w tym momencie Cody zachwiał się i przewrócił, nieprzytomny.
-Buka z Muminków! – powtórzyła postać, podchodząc do niego. – Ja ci dam Bukę z Muminków, ty śmieciu!
   Była to kobieta, która po prostu ukrywała swoją prawdziwą tożsamość przed Wtajemniczonymi, kręcącymi się po okolicy. Nieznajoma już miała zamiar kopnąć McCooka, gdy jej wzrok padł najpierw na jego twarz, a później na dziennik, który wciąż trzymał kurczowo przy sobie.
   Kobieta pochyliła się i odebrała mu notes, przeglądając kilka kartek.
-A więc nazywasz się Cody McCook i jesteś Wtajemniczonym. Co tutaj robisz, Cody, zgubiłeś się? – spytała, jakby oczekiwała odpowiedzi, chociaż dobrze wiedziała, że wilkołak teraz śpi. – Wybacz mi, ale za bardzo hałasowałeś. Trzeba cię stąd zabrać.
   To mówiąc, kobieta schowała dziennik do kieszeni obszernego płaszcza, odebrała McCookowi nóż, po czym podniosła go, przewiesiła sobie przez ramię i ruszyła lekkim truchtem na zachód.

CDN
SORRY! Only in Polish!!!

Czyżby nowa postać?

"Chcąc, nie chcąc, poszedł więc na prawo" - powinno być "w lewo"
Add a Comment:
 
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 7, 2011  Hobbyist Artist
Buka z Muminków ! :rofl:
Bianka, Ty chyba mnie wkręciłaś albo zrobiłaś to, co zasugerowałam... :XD:
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
A to zależy co, bo sugerowałaś mi wiele rzeczy |DD
Reply
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Artist
Zakład, owszem, ale nie taki, który opisałaś.
Wygląda na to, że się wstrzymałaś...
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
Nie, powiedziałam, że Cody i Seth się O COŚ założyli, nie powiedziałam ci o co :XD:
Reply
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Artist
Ale już wiem, że są do tego zdolni :XD:
Daleko do tych zaręczyn ?
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
Tak, są dopiero w połowie drogi do Kąta Północnego, a po drodze jeszcze setki przygód |D
Reply
:iconelianess:
ElianeSS Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Artist
[link] 0:56 :rofl:
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 8, 2011  Hobbyist Digital Artist
Oj, no co ja poradzę, że moje opowiadanie dopiero się rozkręca? :rofl:
Reply
(1 Reply)
:iconravenixe:
Ravenixe Featured By Owner Aug 7, 2011
Kolejny bardzo ciekawy rozdział. Zakończenie niezwykle interesujące i pełne niedopowiedzeń, a porównanie do Buki było wręcz prześwietnym pomysłem. :)
Reply
:iconwhitebag:
WhiteBAG Featured By Owner Aug 7, 2011  Hobbyist Digital Artist
Buka trafiła do mojego opowiadania pod wpływem nagłego impulsu, wymyśliłam to w ostatniej chwili :rofl:
Reply
Add a Comment: