deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 9.5 KB
more ▶

More from ~WhiteBAG

Featured in Groups:

Details

May 5, 2012
9.5 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 5
Favourites: 2 [who?]

Views: 217 (1 today)
Downloads: 1 (0 today)
[x]
Rozdział 13 – Cisza na placu

Trwało wieki, zanim odźwierny na ich oczach rozpakował wszystkie listy i pakunki, żeby upewnić się, że nie ma w nich nic podejrzanego. Kolejne wieki zajęło Felli i Evanowi zapakowanie wszystkiego tak, żeby nie było śladu po rozpakowaniu. Wyszło im to średnio, ale przynajmniej mogli się znów zająć dostarczeniem listów.
-Najpierw do Cosmo Wellsa. – wyszeptał Fella, przypominając sobie reguły. – Musimy znaleźć jego siedzibę. Nie ma chwili do stracenia, chodź!
   Pełni podziwu minęli wieżę ciśnień i podeszli do najbliższego kiosku, żeby kupić mapę miasta. Jego siedziba znajdowała się w samym centrum Miasta.
-A więc przed nami kawał drogi... – Fella zgiął mapę i podążył wzrokiem bo brukowanych ulicach. Wszyscy przechodnie wydawali mu się strasznie zabiedzeni. – Dziwne.
-Co takiego? – spytał Evan, ruszając za Fellą na dwóch nogach, a chociaż robił to jeszcze trochę niezdarnie, to i tak robił coraz większe postępy, jeśli chodzi o chodzenie.
-Słyszałem, że Miasto Zachodnie nie ma tak wielu mieszkańców jak w Mieście Wschodnim... No i jest bardzo ważne, bo to tutaj przetwarza się czystą wodę i tak dalej... Więc czegoś tu nie rozumiem... Miasto powinno być bogate... ale wszyscy tutaj wyglądają na biednych.
   Evan rozejrzał się, poprawiając sobie worek, który dźwigał na plecach. Istotnie, było tak jak Fella zauważył. Większość budynków przypominały ruiny, a mimo to miały swoich mieszkańców. Wszyscy tu ubierali się skromnie i starali nie rzucać się w oczy.
   Spacerowali tak kilka minut, podążając ku centrum i zastanawiając się, czemu jest tak, a nie inaczej, i czemu u licha miał służyć ten wielki mur, który otaczał całe Miasto.
   Wkrótce odpowiedź nadeszła sama.
   Weszli na wielki plac, pośrodku którego wyrastał budynek, zupełnie nie pasujący do reszty.
-Co za burżuazja. – wyszeptał Fella, otwierając mapę. Wszystkie współrzędne się zgadzały. – A więc to tutaj, Evan, jesteśmy na miejscu.
   W jego głosie nie było ani grama radości, raczej niepewność i strach.
-Aha. – odparł Evan. W jego głosie nie było ani grama niczego, było to po prostu słowo.
   Później Fella często się zastanawiał, po co tak właściwie wszedł do tego budynku, jednak w tym właśnie momencie nie miał żadnych wątpliwości, że musi tam wejść i wręczyć list Cosmo Wellsowi osobiście. Taka już była natura Felli. Chciał się wykazać. Myślał po fakcie.
   Co do budynku, było na co popatrzeć, jednak znacznie przyjemniej patrzyłoby się na niego, gdyby stał, powiedzmy w Mieście Wschodnim, wśród innych ładnych budynków, albo na Pustkowiu, jako samotny dom wśród traw, ale na pewno nie w Mieście Zachodnim. Nie tutaj, wśród tych wszystkich obszarpanych bloków i wśród tych wszystkich fabryk. Wyglądało to jakby król stał po środku poddanych i czerpał przyjemność z patrzenia na ich nieszczęście. Jakby bogaty pluł na wszystkich żebraków zebranych dookoła, bo wie, że zrobią dla niego wszystko, i wie, że może bez konsekwencji nie dać im za to żadnej zapłaty.
   Był biały jak marmur, duży i wyniosły. Wyglądał jak pałac wzniesiony dla królów. Był piękną perłą w szarej, nieciekawej muszli. Otaczały go zewsząd zielone trawniki i ogrody, a te otaczał wysoki żywopłot, przy którym wyrastało jeszcze czarne ogrodzenie. Fella i Evan podeszli niepewnie do bram posiadłości. Stało tam dwóch strażników.
-Czego tu? – burknął pierwszy z nich.
-My do Cosmo Wellsa. – powiedział Fella.
-Ha! Dobre! – zaśmiał się ten drugi.
-Pan Wells nie życzy sobie gości, a już na pewno nie chce widzieć żadnych dzieci z podejrzanym workiem. – powiedział pierwszy.
-Tak! A teraz spływajcie, szkraby. – dodał drugi.
   W innej sytuacji Fella od razu by się poddał, ale jeszcze nie teraz. Nie kiedy Evanowi, który stał obok niego, zaburczało w brzuchu. Chłopcy oddalili się trochę od bramy i ruszyli wzdłuż płotu. Wilkołak westchnął.
-Musimy się tam dostać. – wyszeptał.
-Masz jakiś pomysł?
-Nie. Jeszcze nie. – poprawił się szybko.
   Chłopiec myślał intensywnie. Musiał dostarczyć te listy, po prostu musiał. Cosmo Wells stanowczo nie chciał ich tu widzieć. Ale skoro udało im się przedostać na drugą stronę muru, to uda im się przedostać przez to ogrodzenie i ten wysoki żywopłot.
-Evan? – spytał Fella po chwili, przystając. – Myślisz, że udałoby ci się wspiąć na ten żywopłot i...
-I załatwić strażników? – podsunął Evan z ledwie dostrzegalną nadzieją.
-Nie... to znaczy tak... nie wiem. – przyznał chłopiec, wzdychając ciężko. Nie uśmiechała mu się wizja morderstwa. – Nie, nie wolno ci zabić strażników. Nie wolno ci zabijać, pamiętasz?
-No tak. – przyznał Evan smutno, spuszczając głowę.
-To równie dobrzy my moglibyśmy stać na warcie. Nie chciałbym wtedy, żeby ktoś nas zabił.
-No tak.
-Ale pomysł z przeskoczeniem przez płot nie byłby zły... – Fella zastanowił się. – No wiesz... To dosyć wysoko... A listy mogłyby się porwać na szczycie...
-To faktycznie nie byłoby dobrze. – zgodził się Evan.
-Ale gdybyś oddał mi worek... – Fella przełknął ślinę. Na samą myśl o tym, że miałby sam trzymać pocztę, dostawał zimnych dreszczy. - ...i przeskoczyłbyś sam...
-Myślę, że sam dałbym sobie radę. – Evan kątem oka ocenił wysokość.
-Wtedy mógłbyś podejść od tyłu tamtych strażników i... – zmieszał się. – Czy ja wiem... Pozbawiłbyś ich świadomości. Nie wolno ci ich zabić. Tylko zrobić coś, żeby byli nieprzytomni.
-Na przykład co? – demon przechylił głowę jak zaciekawiony szczeniak.
-Nie wiem! – zdenerwował się wilkołak. – Jeszcze nigdy nie pozbawiałem nikogo przytomności. Eee... to znaczy... nie specjalnie... Te kilka wypadków to było niechcący...
   Fella rozejrzał się, rozpaczliwie szukając pomocy. Zbyt wiele ryzykował, zbyt wiele mogło się nie udać. Ale potrzebowali Planu. Zwykle wszystko idzie prościej, jeśli się wie, że taki był Plan. Nagle zdał sobie z czegoś sprawę.
   Na placu, jeżeli nie licząc ich samych, było zupełnie pusto. Nie było to nikogo ani niczego. Zwykle takie place powinny się przelewać od obywateli, ale tutaj nie było absolutnie nikogo. Nawet echo zdawało się unikać tego miejsca. W tym miejscu było po prostu zbyt cicho, jak na takie wielkie miasto. To go zaniepokoiło.
-W tym mieście dzieje się coś złego. – wyszeptał Fella, podchodząc do Evana. – Zobacz tylko. Nikogo tu nie ma...
   Evan rozejrzał się, ale nic nie odpowiedział.
-Zupełnie jakby się bali podchodzić do tego miejsca... – mówił dalej Fella, wskazując na budynek skryty gdzieś za żywopłotem. – No i jest jeszcze ten wielki mur... jakby się czegoś bali... Nie jestem do końca pewien czego...
-Ta. – mruknął Evan, po czym wręczył Felli worek. – Zaraz wracam.
-Nie, czekaj! – syknął chłopiec, ale jego kolega już wskoczył na pręt ogrodzenia.
   Zwinny jak jaszczurka, wspiął się po nim i, z zaskakującą nawet jak na niego lekkością, przeskoczył na żywopłot. Później zniknął Felli z oczu.

CDN
:iconwhitebag:
SORRY! Sorry only in Polish!!!

No, wreszcie zaczyna się coś dziać :XD:
Add a Comment:
 
:iconolga950:
~Olga950 May 5, 2012  Student Artist
Hah :XD: Coś mi się zdaje, że nie trafili do miasta zachodniego ;p
Czekam na kolejną część :meow:
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG May 6, 2012  Hobbyist Digital Artist
Jakto nie, trafili :o
Reply
:iconolga950:
~Olga950 May 6, 2012  Student Artist
Mam wrażenie, że nie są w mieście zachodnim :XD: Bo pod władzą Cody'ego dzieją się takie rzeczy? No chyba, że on nie ma wpływu na to co się dzieje w tym mieście.
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG May 6, 2012  Hobbyist Digital Artist
Cody rządzi w Mieście Środkowym :iconsothereplz:
Reply
:iconolga950:
~Olga950 May 6, 2012  Student Artist
Okey :D
Reply
Add a Comment: