deviant art

Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
[x]
Download File
HTML, 12.2 KB
more ▶

More from ~WhiteBAG

Featured in Groups:

Details

July 2, 2012
12.2 KB
Link
Thumb

Statistics

Comments: 4
Favourites: 4 [who?]

Views: 98 (0 today)
Downloads: 2 (0 today)
[x]
Rozdział 16 – Nowa galeria Lisy

Jeremy Headshot siedział w knajpie i pił... jakiś... niezidentyfikowany płyn. Był w towarzystwie kobiety. Nie, żeby musiał ją tu zaciągać siłą, czy żeby coś do niej miał. Raczej to ona miała coś do niego. Znalazła go. Dziwne. Niby po co ktoś miałby go szukać?
   Nie wydała mu się atrakcyjna. Zresztą nawet nie widział jej twarzy, znajdującej się pod kapturem. Nawet nie wiedział jakiej jest rasy.
-Em... czego właściwie chcesz? – spytał, popijając z butelki. – Nie zajmuję się dziwkarstwem.
-Mam małą prośbę do ciebie, Headshot.
-A, już rozumiem. – kolejny łyk. – Kogo mam zabić?
-Nikogo, nie chcę, żebyś zabijał. Chcę, żebyś kogoś ukrył.
-Pani, co jest? – Jeremy zmarszczył czoło. Po alkoholu zaczynał myśleć na zupełnie innym poziomie, chociaż ciężko było stwierdzić jaki to poziom. – Ja tu nie jestem na czyjeś usługi! Zabić, okraść, zgwałcić, okej, w porządku. Po cholerę kogokolwiek ukrywać? Przed kim niby?
-Chcę, żebyś ty to zrobił, bo jesteś z innego miasta. Im mniej podejrzeń tym lepiej.
-Mów szybciej o co chodzi, bo rzygać się chce.
-Chodzi mi o Sheenę Santiego.

Calvin Sawyer leżał w łóżku, w domu Walshów w Mieście Środkowym. Wpatrywał się w sufit i myślał. Przybyli do Miasta w nocy. Niewiele miał ostatnio czasu na myślenie.
   Musieli się szybko dostać do Miasta Wschodniego. Musieli znaleźć i dorwać Sheenę Santiego i zdobyć informację o tym, kto kupował od niej broń. I to szybko. Musiał uniewinnić Norę Lloyd. Za wszelką cenę.
   Wstał, ubrał się i zeszedł na dół. Sophie właśnie podawała bratu śniadanie.
-Zanim wyruszymy dalej, musimy odpocząć. – oświadczył Derek, kiedy ich gość do nich dołączył.
-Jak to: odpocząć? – Calvin zmarszczył czoło. – Musimy jak najszybciej znaleźć Sheenę Santiego! Dobrze wiesz jakie to ważne! A ktoś wie o tym, że próbujemy uniewinnić Norę, i ten ktoś próbuje nas powstrzymać. Nie pamiętasz jak to było z Daleym?
-Słuchaj. Sheena jest z twojego miasta. Podobnie jak Nora. Na pewno się kiedyś spotkały. Sheena sprzedała Norze broń. Cała historia.
   Sawyer w milczeniu obserwował jak Derek pochłania stos kanapek, które zrobiła mu siostra. Ona również milczała.
-Najgorsze jest to, że ty w ogóle nie wierzysz. – mruknął Dowódca Straży. – Nie wierzysz w powodzenie tej misji.
-To nie misja, to pogoń za snem. – odparł Derek swobodnie, z ustami wypchanymi bułką. – I to nawet nie moim. Kiedy to do ciebie dotrze?
   Sawyer wstał od stołu i w milczeniu podszedł do okna. Siostra Dereka spojrzała w jego stronę. Calvin nie poruszał się, kiedy patrzył przez okno.
-Dzisiaj ja i Sophie idziemy na otwarcie Galerii Sztuki w Mieście Środkowym. – powiedział Walsh, kiedy przełknął. – Ta jednooka wariatka Lisa ma zamiar stworzyć sieć galerii między Miastami. Pierwsze otwarcie było w waszym Mieście, drugie jest w naszym. Idziesz z nami? Ja to muszę zobaczyć, na pewno zbierze się spory tłum gapiów. A tam gdzie gapie, tam zawsze jest coś ciekawego.

Kiedy Jeremy Headshot ociągał się z wyjazdem do Miasta Wschodniego, Sawyer niechętnie podążał za Walshami w stronę Kwatery Wampirów. Wszystko wskazywało na to, że nowa galeria Lisy ma być umieszczona właśnie tam.
-I bardzo dobrze. – mruknęła jakaś wampirzyca w tłumie. – Te kolorowe obrazy odświeżą trochę to surowe wnętrze.
-Co za idiotyzm. – jęknął ktoś inny. – Kto normalny w dzisiejszych czasach zachwyca się obrazami? Zwykła strata pieniędzy i tyle.
   Derek rozpychał się naprzód, machając łokciami jakby to były śmigła. Sophie szła tuż za nim, a na końcu przepychał się Calvin.
   W końcu udało im się przedrzeć do pierwszego rzędu gapiów. Przed drzwiami budynku stał wampir, który nazywał się Ludovic Robson, a w tym momencie nerwowo poprawił krawat.
-Proszę o cierpliwość. – przemówił do tłumu. – Za chwilę rozpocznie się otwarcie.
-Otwarcie galerii to wernisaż, panie Robson. – powiedziała z uśmiechem Lisa, stojąca obok. Kiedy się odezwała, wampir drgnął gwałtownie.
-Tak, tak, właśnie to miałem na myśli. – odparł po chwili, zerkając w jej stronie niepewnie.
-Co się dzieje? – spytała jakaś tęga lisołaczka, stojąca całkiem niedaleko Walshów, również w pierwszym rzędzie gapiów. Sawyer zerknął w tamtą stronę.
-Wszyscy czekamy, aż przyjdzie Harvey Sadusky, ciociu. – odparł młodzieniec, trzymający ją pod ramię. – To on ma zacząć to całe przedstawienie.
   Sawyer klepnął Dereka w ramię.
-Poczekaj moment, zaraz wrócę... – mruknął, po czym podszedł niespiesznie do niewidomej lisołaczki.
-Czy spóźnia się? – spytała pani Barbara.
-Nie, to my wszyscy przyszliśmy trochę za wcześnie. – przyznał jej siostrzeniec, Arcadio.
-Witam państwa. – Sawyer uśmiechnął się w ich stronę. Barbara zmarszczyła czoło.
-Arcadio? Kto to?
-Och, to pan Sawyer. – chłopak uśmiechnął się w jego stronę. – Pamiętasz, ciociu?
-A, tak. – ona również się uśmiechnęła. – Czy sprawa Nory Lloyd już się wyjaśniła?
-Niestety jeszcze nie. – przyznał Sawyer. – Ale jestem na dobrym tropie.
-Naprawdę?
-Tak. Jestem pewny, że niedługo dotrę do sedna sprawy.
-W takim razie życzę powodzenia.
-Dziękuję. Jeśli mogę spytać... co tutaj robicie?
-Och, jesteśmy tylko przejazdem. – przyznał Arcadio. – Lubię jeździć z ciocią od Miasta do Miasta, wie pan, odwiedzamy naszych znajomych. A skoro coś się tu dzieje, to pomyśleliśmy, że zostaniemy tu dłużej.
-To świetnie, że zabrałeś niewidomą ciocię, żeby mogła sobie pooglądać sztukę. – mruknął Derek, który nagle wyrósł spod ziemi. W ramionach trzymał kartonowe pudełko pełne czegoś, co wyglądało na białe-puszyste-coś.
-Co to jest? I skąd to wziąłeś? – spytał Sawyer marszcząc czoło.
-Ktoś robi niezły interes i sprzedaje to tłumowi. – odparł Derek opychając się białymi ziarnami. – Ponoć na Powierzchni to prawdziwy hicior. Ludzie nazywają to popcornem.
   Arcadio miał się właśnie spytać, czy mógłby spróbować trochę, kiedy przez tłum przecisnął się Harvey Sadusky.
-Zwariować można. – stęknął. – Rany boskie, przepuście mnie, przecież jeżeli się tam nie dopcham, to nie będzie żadnego otwarcia galerii!
-O, dzień dobry, panie Sadusky. – powiedział Calvin uprzejmie. – Nie wiem, czy mnie pan kojarzy. Jestem Sawyer, Dowódca Straży w Mieście wschodnim.
-A tak, tak, kojarzę. – Sadusky zogniskował spojrzenie na lisołaku. Za nic w świecie nie mógł sobie przypomnieć, czy faktycznie go kojarzył, ale skoro był Dowódcą Straży, to lepiej nie kusić losu. Uścisnął mu dłoń. – Co robisz z dala od swojego miejsca pracy? Chyba nie pomagasz pannie Estly, dorywczo?
-Nie, nie, nic z tych rzeczy. Obecnie moją funkcję przejął mój zastępca, Tezeusz. A ja wykonuję pewne zadanie otrzymane przez pana Robinsona. – Sawyer zaciął się. Nie chciałby powiedzieć za dużo. Gorączkowo zapragnął zmienić temat. – Przedstawiam panu moich znajomych. To jest Derek i Sophie Walsh. – Sadusky uścisnął im dłoń. – A to pani Barbara i Arcadio Bonsky.
-Bardzo nam miło. – Barbara wystawiła dłoń w nieco innym kierunku. Sadusky dostrzegł jej czarne okulary i zrozumiał, że jest niewidoma. Uścisnął jej dłoń.
-Państwo wybaczą, ale muszę zaczynać otwarcie galerii.
-Wernisaż! – z uśmiechem poprawiła go Lisa, która dosłyszała ten błąd. – To się nazywa wernisaż, panie Sadusky.
-Tak, jasne, niech będzie... – Harvey przewrócił oczami i wyszedł na środek. – No więc panie i panowie, myślę, że czas najwyższy rozpocząć nasze...
   Urwał, podobnie jak cały tłum. Wszyscy wpatrywali się w jakiegoś obcego inkuba, który biegł w ich stronę, wymachując rękami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że biegł ku nim zupełnie... nago.
   Moment konsternacji minął, tu i ówdzie rozległy się chichoty, niektóre panie – tak jak Sophie, która podkradła popcorn bratu – chciwie patrzyły na nudystę, tu i ówdzie rozległy się głośniejsze śmiechy, albo okrzyki oburzenia matek z dziećmi, którym natychmiast zakryły oczy. Ludovic także ukrył twarz w dłoniach, a Lisa wytrzeszczyła oko. Harvey przyłożył komunikator do ust.
-Panno Estly, proszę zabrać tego świętego tureckiego. – mruknął, a kotołaczka pojawiła się dosłownie znikąd, wraz ze swoim małym oddziałem, żeby aresztować inkuba.
-Ale o co wam chodzi? – pytał szczerze zdumiony nudysta. – Nagie ciało jest piękne i to jest dopiero sztuka! Nie jakieś tam obrazy! Dalej, rozbierzmy się wszyscy!
-Nie dzisiaj. – powiedziała zniesmaczona Elizabella Estly, popychając więźnia naprzód. – Rozejść się, rozejść, nie ma tu nic do oglądania! Nic się nie stało, kontynuujcie ten nieszczęsny wernisaż dalej.
   Obrazy Lisy były naprawdę bardzo pomysłowe, ładne i ciekawe, ale Sophie z żalem uznała, że nudysta i tak przykuł jej największą uwagę.
-Napatrzyliście się już? – pytał już nieco zniecierpliwiony Calvin. – Możemy ruszać dalej w drogę? Tak? Dziękuję.

CDN
:iconwhitebag:
SORRY! Only in Polish!!!

...dodaję, bo zaczęliście się domagać :iconiloveyouplz: Kocham was.
Add a Comment:
 
love 1 1 joy 0 0 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconluxerna:
"Dalej, rozbierajmy się wszyscy!" :rofl:
Czy poznamy imię tego zacnego inkuba? :XD:
Reply
:iconwhitebag:
~WhiteBAG Jul 4, 2012  Hobbyist Digital Artist
Severus ;P [link]
Reply
:iconolga950:
Mood: Love ~Olga950 Jul 3, 2012  Student Artist
:rofl:

Świetne!!!
Reply
Add a Comment: